Jak powstaje płeć i komu to przeszkadza?

Napisałem tekst o tym, jak powstaje płeć w rozwijającym się człowieku oraz o stosunku do tych faktów ideologów kościelnych (chociaż nie tylko ich). „Racjonalista” był uprzejmy opublikować to u siebie, więc tym razem nie tekst nie trafił do bloga. Zapraszam do czytania, a zwłaszcza do krytykowania, bo pisząc dość obszernie i o wielu zagadnieniach musiałem zrobić jakieś błędy – ciekawi mnie jakie.

http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,9256/i,5

Reklamy
Opublikowano filozofia, katolicyzm, medycyna, nauka, naukawość, propaganda, płeć, seks, szarlatani | Otagowano , | 1 komentarz

Pożyczanie autorytetu

9 maja 2013 r. w Centrum Myśli Jana Pawła II w Warszawie odbyło się spotkanie pt. „Neuron i dusza. Od fizyki mózgu do metafizyki umysłu”, w którym uczestniczyli jako prelegenci prof. Andrzej Wróbel, prof. Włodzisław Duch, prof. Robert Piłat i o. dr Andrzej Jastrzębski (nie dotarł ks. prof. Maciej Bała), a spotkanie prowadził dr inż. Franciszek Rakowski (zob. nagrania). Poniższy opis spotkania zamieściłem w Facebooku jeszcze w maju (byłem tym bardziej zainteresowany, bo instytut, w którym pracuję był ogłoszony jednym z organizatorów), ale chcę mieć ten tekst pod ręką, więc wydobyłem go czarnej dziury fb i zamieszczam tutaj. Spotkanie było jednym z wielu działań instytucji kościelnych mających na celu podczepienie się pod autorytet nauki. W tym wypadku cel nie został osiągnięty.

Plakat spotkania.

Spotkanie zaczęło się od przedstawienia gości i wyświetlenia przez prowadzącego spotkanie dr. Franciszka Rakowskiego z ICM-u cytatu z Jana Pawła II dotyczącego neurologii, całkiem banalnego. W wypowiedziach człowieka, który cały życie zajmował się mówieniem można znaleźć cytat na każdy temat. Mnie się to skojarzyło z dawnym zwyczajem dodawania cytatów z klasyków do każdej pracy naukowej, czy to z fizyki, czy z prawa pracy.

Potem krótki referat wygłosił prof. Wróbel. To prawdziwa sztuka przekazać coś w pięć minut, i to w taki sposób, żeby słuchaczom zostało coś w głowie. Prof. Wróbel mówił o widzeniu i czasie reakcji, pokazywał wyniki badań, w których widać, że pobudzenie do działania pojawia się setki milisekund przed uświadomieniem sobie chęci działania. Zwrócił uwagę na to, że strumień danych które świadomie kontrolujemy to tylko znikoma część informacji, która do nas dochodzi, jak też tej, którą zwrotnie odpowiadamy na bodźce.

Wystąpienie prof. Ducha było dłuższe, trudno je streścić, ale na szczęście wśród licznych publikowanych przez niego w Sieci wystąpień dostępne jest również to, na którym w sporej części się opierał. Prof. Duch m.in. poruszył kwestię naszej wiedzy o sobie – co wiemy i skąd. Ważne w kontekście miejsca i zadanego tematu było stwierdzenie, że tradycja religijna niczego nie wyjaśniła, moc poznawania świata ma nauka. Mówił też o czynnikach, które wpływają na nasze zachowanie, np. stopień najedzenia na decyzje doświadczonych sędziów oraz o racjonalizowaniu podjętych już decyzji. M.in. ze względu na to, że nie całkiem uświadamiamy sobie pobudki naszych działań, „pierwszym przykazaniem nauki (a rzadko teologów) jest: nie stawiaj fałszywych bożków przed rzeczywistością”.

Prof. Piłat mówił o przewartościowaniu pojęć. Dotychczas przyjmowane pojęcia nie pasują do nowej wiedzy o pracy mózgu, jaką udaje się zdobyć. Pojęcia tworzone przez wieki, są przesiąknięte normatywnością, bo celem ich stosowania było porozumienie się co do tego, co należy robić. Wyobrażano sobie, że działamy według schematu pomyśl-zechciej-zrób i to było podstawą moralności. Teraz okazuje się, że nie zawsze tak działamy, ta sekwencja zostaje usunięta, musimy redefiniować pojęcia.

O. dr Jastrzębski opowiadał o proponowanej dziedzinie o nazwie neuroteologia, do której jednak odnosił się sceptycznie. Wspomniał o niemożności zoperacjonalizowania pojęcia duszy. Podał też przykłady badań neurologicznych doznań religijnych, z których jednak, jak stwierdził, nie wynikły żadne konkluzje.

W ramach drugiej rundy wystąpień prof. Wróbel stwierdził, że ludzie mają mózgi po to, żeby je badać. Takie podejście nie dziwi u neurofizjologa. Deklarując wiarę religijną odniósł się jednak sceptycznie do cudów. Wyjaśnia je fizjologia, a w przypadkach kiedy nie udało się ich w ten sposób wyjaśnić jest to tylko kwestia braku wiedzy. Przy wyciszeniu innych bodźców pobudzanie bardzo czułej kory mózgowo-skroniowej powoduje powstawanie wizji, tyle że innych u osób wierzących, a innych u ateistów. Podobne efekty powoduje padaczka lub stany jej bliskie.

Prof. Duch wyraził się sceptycznie o programie zbudowania modelu mózgu Human Brain Project, chociaż o ile zrozumiałem, sceptycyzm dotyczy 10-letniego terminu, nie samej możliwości wykonania projektu. Stwierdził też, że na religijność wpływają cechy osobnicze takie jak wydzielanie dopaminy.

Prof. Piłat odniósł się do kwestii badań neurologicznych wiary. Wyobrażenie kotka w mózgu można porównać z kotkiem, w przypadku wyobrażeń religijnych brakuje przedmiotu do porównań (chociaż prof. Piłat wierzy, że przedmiot ten istnieje).

Publiczność zadawała pytania, których nie zanotowałem. Ja wystąpiłem ze stwierdzeniem, że to, co mogliśmy obserwować to doskonały przykład działania Boga luk. Dopóki wiedza o jakimś obszarze jest niewielka, można się w nim dopatrywać działania Boga, a kiedy wiemy więcej, Bóg musi zostać przeniesiony w inne obszary, które jeszcze nie zostały zbadane. Równocześnie widać było, że spotkanie miało na celu wykorzystanie autorytetu nauki do podparcia religii, która traci autorytet. Miejsce, w którym odbywało się spotkanie, Centrum Myśli Jana Pawła II, to instytucja religijna, której celem zapewne właśnie jest szukanie takiej legitymizacji.

Zanotowałem część odpowiedzi na pytania. Prof. Duch mówił o historii pojęcia duszy, które wymyślił Arystoteles, bo nie rozumiał istoty ruchu, tego, co wiemy dzisiaj, że ciało nie potrzebuje do ciągłego ruchu popychania. Prof. Piłat wyraził wdzięczność nauce za oczyszczenie pojęcia duszy z bezpośrednich związków z pojęciem umysłu, pojęcie duszy stało się obecnie pojęciem relacji człowieka z Bogiem (mi to przypomina ucieczkę Boga luk z obszarów poznanych przez naukę). Prof. Duch jeszcze raz podkreślił, że religia nie generuje wiedzy o świecie, co potwierdził prof. Piłat: pierwsze źródło wiedzy o świecie to nauka. Kiedy się ją miesza z religią powstają ideologie. O. dr Jastrzębski mógł w tej sytuacji tylko wyrazić nadzieję, że szukanie prawdy (przez naukę i religię) prowadzi do tego samego punktu.

Ostatnie wystąpienie z sali wygłosiła pewna pani, która wyraziła nadzieję, na spotkanie się nauki i religii oraz że są to komplementarne systemy poznawania świata. To dało okazję prelegentom żeby jeszcze raz jasno zaprzeczyć takiemu stanowisku. Prof. Duch mówił o nieadekwatności źródeł religii w naszych czasach – religia jest oparta na przesądach sprzed tysięcy lat. Wyraził nadzieję, że religia oczyści się z tych przesądów. Prof. Wróbel stwierdził, że od poprzedniej tego rodzaju dyskusji, w której brał udział w 2006 r. jego stanowisko się skrystalizowało. Wtedy wydawało mu się, że istnieje możliwość dyskusji nauki z religią, teraz już tej możliwości nie widzi.

Spotkanie zakończył Franek Rakowski wyświetlając kolejny cytat z Jana Pawła II, dłuższy niż ten pierwszy, ale ponownie kontrastujący swoją banalnością z wypowiedziami, których z zaciekawieniem słuchaliśmy przez 2,5 godziny. Przedstawiciel CPMJPII zapowiedział kontynuację spotkań w postaci wykładów. Mam nadzieję, że w dalszych działaniach ta religijna instytucja nie będzie pożyczała autorytetu od ICM-u. Wiele instytucji, które towarzyszyły ICM-owi na plakacie, jak np. „Znak” ma istotny dorobek intelektualny, ale znalezienia się na jednym plakacie z tak kłamliwą instytucją propagandową jak Fronda, możemy się tylko wstydzić.

Opublikowano Uncategorized | 1 komentarz

Nowoczesność i przyzwyczajenia.

Kilka dni temu byłem z dzieckiem w szpitalu na kolejnych rutynowych badaniach. Szpital jest w miarę zadbany, pomalowany, na korytarzach wiszą rysunki pacjentów, na oddziale, który nas przyjmuje jest sala pobytu dziennego. Nie trzeba już nosić obrzydliwych toreb plastikowych na butach – okazały się niepotrzebne, a nawet szkodliwe i zostały szybko usunięte z większości szpitali dzięki akcji prasy sprzed paru lat. Nie trzeba już chwalić się płacą, bo do sprawdzenia ubezpieczenia wystarczy PESEL. Koło 1998 r. też można było łatwo sprawdzić stan ubezpieczenia, nawet przez Internet, ale potem jakby film się urwał i dopiero teraz można znowu. Nie jest nawet zbyt uciążliwa konieczność pilnowania żeby lekarka wydała wymagane od pewnego czasu skierowanie na następne rutynowe badanie, zresztą same o tym pamiętają.

różne zakazy na tablicy, a na środku telefon do fanatyka, który ma numer w telefonii o. RydzykaRóżne zakazy na tablicy ogłoszeń, a na środku telefon do fanatyka, który ma numer w telefonii o. Rydzyka.

Za pozorami nowoczesności i postępu kryje się jednak dość uciążliwa rzeczywistość. Przede wszystkim brak informacji i komunikacji. Trudno się dodzwonić i umówić (o e-mailu chyba nie słyszeli), ale kiedy się to w końcu uda, lekarka prowadząca nie zawsze wie czy będzie chciała pobrać krew, czy nie. Przyjść należy rano. W zasadzie im wcześniej tym lepiej, można nawet o świcie, przed 8, ale z drugiej strony ten, kto przyjdzie godzinę wcześniej i tak wyjdzie po południu, razem z tymi, którzy przyszli później.

Typowy dzień w szpitalu: melduję się w izbie przyjęć o 8:30 i już po 1,5 godziny w kolejce możemy iść na oddział. W izbie przyjęć podejście jest w miarę uprzejme, ale nikt nie wyjaśnia po co wiązać dziecku identyfikator na ręce (mogę się domyślać, ale brakuje informacji), a pielęgniarka odzywa się do mnie „niech tata…”, więc informuję ją, że nie jestem jej tatą. Nie znoszę tej szpitalnej upupiającej formy „grzecznościowej”.

Już na oddziale powoli zaczynają się badania. Czasem tylko wagi i wzrostu, czasem dochodzi pobranie krwi. W celu zrobienia tych skomplikowanych badań dziecko jest zapisywane na oddział i formalnie spędza dzień w szpitalu. Dochodzi do badań, czasem są przy tym studenci. Lekarka wygłasza wymówki co do dawkowania leków. Wyjaśniam, że na wszelki wypadek podliczyłem dane z ostatnich kilku miesięcy, ale jeżeli chodzi o poprzedni okres, to miałem je podliczone poprzednim razem, tylko i tak nigdy nikt nie pyta. Jedna z lekarek wymyśliła w zeszłym roku, że dziecko pobrało bardzo mało dawek w zastrzykach. Było ich rzeczywiście za mało, ale jednak kilka razy więcej niż jej się zdawało. Zresztą nie miała danych, na podstawie których mogłaby zrobić takie wyliczenia. Ta liczba z sufitu jest jednak ciągle powtarzana – brak przepływu informacji, a nawet niechęć do jej przepływu. Dowiadujemy się w końcu, że tym razem krew będzie pobierana. Pobranie. Teraz czekamy na podsumowanie i dawkę lekarstwa.

Wszelkie badania kończymy koło 11:30. Mija pół godziny, godzina. Opiekunowie pacjentów z krótszym stażem są zdziwieni tym zastojem, ja już jestem przyzwyczajony do czekania, bez informacji na co. Nie kładę dziecka na łóżku w sali pobytu dziennego, siedzimy na dość wygodnych krzesłach przed salą.

Jakie to szczęście, że nie zostaliśmy zakwaterowani w części dla chorych. Zdarzają się nam dłuższe badania, z rzeczywistym pobytem w szpitalu. Sala dla chorych jest zastawiona łóżkami, niewiele miejsca zostaje dla opiekunów, chociaż nie wszystkie dzieci ich potrzebują. Cały dzień w jakieś dziewięć osób w takim niewielkim pokoju jest dość trudny do przeżycia. Kiedyś były rozkładane fotele, ale się zużyły, teraz opiekunowie mogą spędzić noc na krzesłach albo na skraju łóżka, czasem znacznie większego od pacjenta – ale to jest nielegalne. Trudno wymagać lepszych warunków, pewnie nie ma pieniędzy. Ale w sali wisi na ścianie… telewizor. W każdej. Co za koszmarny pomysł! W taki ścisk wtykać jeszcze pudło migające przed oczami i generujące hałas! Może to z innych pieniędzy, a poza tym żeby włączyć, trzeba wrzucić monetę. Ale przecież to szpital dla dzieci. Czy dzieci muszą koniecznie oglądać telewizję? Skąd w ogóle taki pomysł? Pytałem kiedyś jedną lekarkę, z tych bardziej uprzejmych, z którymi da się rozmawiać. Nie wiedziała.

Na szczęście my nie jesteśmy zmuszani do oglądania telewizji, siedzimy w innej części korytarza. Dochodzi godz. 13, opiekunowie zaczynają się denerwować czekaniem. Dziecko się nudzi koszmarnie, ja też. Opaska na ręce drażni. Dorosły by wytrzymał bez trudu, ale dla dziecka to trudne – „kiedy mogę to zdjąć?”. Dziecko nawiązuje do reprymend i pouczania: „mieli nas pochwalić” (za regularne ostatnio stosowanie lekarstwa). Tymczasem warczą. Obrażeni? Sfrustrowani? (np. małymi płacami?) Czy tylko przyzwyczajeni, że na tym malutkim odcinku rządzą? A może to takie odwieczne zwyczaje, które stały się tradycją, jak te plastikowe torby na nogi, a tradycja to coś, nad czym nikt się nie zastanawia. W ten sposób do dość żmudnego leczenia zniechęca się dziecko, a rodzice z niechęcią myślą o wielodniowych próbach dodzwonienia się do opryskliwej lekarki i godzinach czekania w czasie badań kontrolnych. Zadane kiedyś nieśmiało pytanie o możliwość skrócenia procedury spotkało się oburzeniem. Jeżeli 5 godzin to za dużo, to można zostawić dziecko na 8 godzin i odebrać je po pracy. Świetna rada – pomijająca ten drobny szczegół, że wielogodzinne czekanie jest najbardziej uciążliwe właśnie dla pacjenta, dziecka, i to o niego pytałem. A jak się nie podoba, to są inne szpitale.

Dziecko płacze. Trochę histeryzuje, ale nie dziwię się mu, ja też mam ochotę histeryzować. Pojawiają się wieści, że lekarka poszła na seminarium. Widocznie musiała, ale oczywiście nikomu z oczekujących nie powiedziała, że idzie i kiedy wróci. Koło 13 jest lekarka, przychodzi i mówi, że już za chwilę. Zaczynam mierzyć „chwilę szpitalną”. Trwa tylko pół godziny. Jeżeli poświęcone trojgu pacjentów, to pracowite – trzeba sprawdzić co wyszło z badań krwi i ustalić dawki leków. Wreszcie kolejna krótka nerwowa rozmowa, kolejne reprymendy i pretensje, i możemy wracać. Znowu pięć godzin, jak zwykle.

PS. 2016: Mam ogląd tej samej instytucji również z innych stron. Znajoma młoda lekarka, już z doktoratem, robi kolejną specjalizację. Uczelnia ją zatrudnia, ale tylko od wakacji do wakacji, do uczenia studentów. Mogłaby pracować nad habilitacją, ale w wakacje musi sobie radzić sama. Więc pracuje też w innych miejscach, w tym poza Warszawą, bo w mieście nie ma miejsca dla młodej zdolnej z doktoratem.

Uczelnia, która zatrudnia z przerwami jakiś czas temu przemianowała się z akademii na uniwersytet. Ustawa o szkolnictwie pozwala to zrobić, kiedy liczba dziedzin, w których uczelnia może przyznawać doktoraty przekracza pewien próg. Ale brzmi to pretensjonalnie. Uniwersytet specjalistyczny to oksymoron.

Na tym „uniwersytecie” próbują czasem występować fanatycy religijni. Wynajmują salę tam lub np. w instytucie PAN-u, który też ma rozbudowane zaplecze. Ostatnio jedna grupa została przegoniona, inna odbyła swój antynaukowy konwentykiel. Podobno to już kolejny z serii, a przy organizowaniu kolaboruje jeden z zakładów uczelni. Ale może to już ostatni raz, podobno generalnie zmienia się na lepsze.

Dziecko ma się lepiej, więc chodzimy tylko na kontrole. Ostatnio poszło bardzo sprawnie, może coś się zmienia? Ale to było w trybie przychodni. Obyśmy nie musieli sprawdzać ponownie jak wygląda teraz tryb szpitalny i czy telewizory dalej straszą.

Opublikowano medycyna, z życia | Otagowano , , , | 2 Komentarze

Proces koncesyjny z 2011 r. dotyczący czterech miejsc z multipleksie I (uzupełnienie: link do decyzji KRRiT)

Z opublikowanego przez KRRiT wyroku WSA można się było się wreszcie dowiedzieć więcej o postępowaniu koncesyjnym. Cierpliwych odsyłam do tekstu uzasadnienia wyroku, tutaj zebrałem informacje o losach wszystkich 18 wniosków. Nie uwzględniłem chronologii, tabelka jest i tak dość długa.

Na początku września KRRiT opublikowała swoje decyzje dotyczące multipleksu. Nie ma tam dużo więcej informacji niż w wyroku WSA, ale może da się na ich podstawie uściślić parę szczegółów. Decyzje opublikowano z wyciętymi miejscami zawierającymi informacje finansowe o fundacji Lux Veritatis, która zażądała ich utajnienia.

Wyjaśnienia do tabelki:

  • Po ustaleniu czy dana firma ma wystarczające fundusze KRRiT zajmowała się kryterium różnorodności programowej, tzn. rozpatrywała czy dodanie danej stacji do multipleksu da bardziej zróżnicowaną ofertę programową w skali mux I i innych muxów, czy będzie to tylko powielenie podobnych programów.
  • Firmy z różnych przyczyn wycofywały się ze starań o koncesje. Firma Kino Polska TV zrobiła to już po jej otrzymaniu.
  • Wnioski o ponowne rozpatrzenie były składane do KRRiT, która nie uwzględniła żadnego z nich. Dwie firmy odwołały się do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie, który odrzucił ich skargi. Jedna z firm, a właściwie fundacja Lux Veritatis zapowiada odwołanie się do Naczelnego Sądu Administracyjnego.
  • Podane kwoty opłat koncesyjnych dotyczą 10-letniego okresu. Nie wiem czemu jedna z opłat jest niższa. Kryterium wystarczających środków dotyczy zarówno tej opłaty, jak też znacznie większej opłaty za emisję – 7 mln zł rocznie, a więc 70 mln zł w ciągu 10 lat.
firma program wystarczające środki? spełnienie innych warunków, opłata koncesyjna [Mzł] odwołania i inne działania prawne
World IXI UK Limited IXI TV nie dotyczy brak polskiej koncesji satelitarnej
Multimedia sp. z o.o. RMF TV nie dotyczy umorzenie postępowania na wniosek strony
Kino Polska TV S.A. Kino Polska Nostalgia tak umorzenie na wniosek strony
Telestar S.A. iTV nie
Mediasat sp. z o.o. Tele5 nie wniosek o ponowne rozpatrzenie, WSA
Fundacja Lux Veritatis Trwam nie wniosek o ponowne rozpatrzenie, WSA, NSA?
Polskie Radio S.A. Polskie Radio Czwórka nie
Cable Television Networks & Partners sp. z o.o. CTV nie
TV Point Group sp. z o.o. Machina TV nie koncesja satelitarna uchylona na wniosek strony, umorzenie postępowania
TVN S.A TVN Meteo tak różnicujący, ale ma koncesję ma muxie II, odmowa
Superstacja sp. z o.o. Superstacja tak różnicujący, ale związki z Polsatem, który ma koncesje na muxie II, nieprzestrzeganie urt, lepsza oferta U-TV wniosek o ponowne rozpatrzenie
4fun Media S.A. 4fun.tv tak nie różnicujący
Astro S.A. NEXT HD tak nie różnicujący, brak emisji wniosek o ponowne rozpatrzenie
Telekomunikacja Polska S.A. Orange Sport Info tak nie różnicujący koncesja satelitarna uchylona na wniosek strony, postępowanie umorzone
Eska TV S.A. Eska TV tak różnicujący, 7,3
Lemon Records sp. z o.o. Polo TV tak różnicujący, 10,8
Stavka sp. z o.o. U-TV (potem TTV) tak różnicujący, 10,8
ATM Grupa S.A. ATM Rozrywka TV tak różnicujący, 10,8 wniosek o ponowne rozpatrzenie dotyczący opłaty, postępowanie o uchylenie koncesji – umorzowne

Na razie tyle. Z uzasadnienia da się wyciągnąć więcej interesujących a nowych informacji, co zapewne będę dalej robił. Pytania zadawane w kółko od początku roku przez posłów PiS i SP na 20 posiedzeniach kilku komisji sejmowych były na tyle mało zróżnicowane, że nie dotyczyły większość informacji zebranych powyżej. Tymczasem czekam od dwóch miesięcy na teksty i uzasadnienia decyzji KRRiT. Informacje zawarte w jednej z nich, tej dotyczącej fundacji Lux Veritatis, zostały zastrzeżone przez właściciela fundacji, o. T. Rydzyka, który obawia się zarówno opublikowania informacji o finansach swojej fundacji, jak też ujawnienia pełnego uzasadnienia decyzji KRRiT. Inne decyzje powinny być dostępne jako informacja publiczna.

Opublikowano KRRiT, prawo, telewizja, TV Trwam | Otagowano , , | 5 Komentarzy

Will TV Trwam stow away on the digital platform?

The process of television digitization in Poland progresses. It is delayed but it speeded up when the new members of National Broadcasting Council (Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, KRRiT), a constitutional organ, got elected by the parliament and the president in 2010. The chances of fulfilling the international agreement on switching off the analogue transmitters (or converting them into digitally modulated ones) are high.  But the opposition vehemently protests. Why?

Demonstration of the TV Trwam supporters at the entrance of the Regional Administrative Court, May 25th 2012 (display just the picture to enlarge)..

Current plans include starting three multiplexes of the ground based (vs. satellite) digital television, each capable of carrying seven to eight channels. The mux number 3 contains seven channels of the state owned television TVP. Mux 2 – channels of four broadcasters that use the analogue transmitters now. Some got additional channels. Mux 1, currently temporarily still partially used by TVP, will be used by broadcasters which did not have access to the ground based analogue transmission, those already sending via satellites or completely new ones. The concessions’ assignment process carried last year was going smoothly. Of the eighteen applications one was refused because of somewhat artificial condition of having Polish satellite TV concession. This condition was introduced by the previous council to bypass lacking legal regulations. Of the remaining seventeen stations six were qualified as not able to pay for broadcasting (total yearly cost of one channel and concession fee is about 8 millions zł – some 2 millions euro). The council had only four free channels to assign this time and it has chosen that number of applicants from the remaining eleven. One station decided to not to use the concession finally so another one was chosen leaving six stations with funds sufficient for broadcasting digitally without concessions assigned. Thus we have now four stations on the multiplex 1 (Eska TV, Polo TV, ATM, TVT), six stations with funds allowing them to try to get concessions in another concessions’ assigning process due to start later this year (4fun.tv, Next HD, RMF TV, Superstacja, Orange Sport Info, TVN Meteo) and six stations without sufficient funds unless they are able to increase them (iTV, CTV, Tele 5, Machina TV, TV Trwam, Radio na wizji). There were four appeals concerning two stations from the financially able group (Next HD and Superstacja, both owned by Astro) and two from the group without sufficient funds: Tele 5 and TV Trwam. All appeals were rejected by the National Broadcasting Council and the companies owning Tele 5 and TV Trwam continued fight for their cases by passing them to the Regional Administrative Court. On May 25th also the court rejected these cases. At least owners of TV Trwam announced that they will continue in Supreme Administrative Court in Poland and in European Court of Human Rights in Strasburg, France.

All these procedures look quite boring but I describe them only to elaborate on the special case of TV Trwam („I last” or „I endure”). This TV is owned by Lux Veritatis foundation created by two private persons: Tadeusz Rydzyk and Jan Król. Both of them are members of Catholic Redemptorist Order and their activity is supported by the Catholic Church. Fr. Rydzyk is known from establishing Radio Maryja (1991), a very conservative, politically biased, xenophobic (including anti-Semitism and strong homophobia), insulting, manipulating and falsifying history radio station. The TV created by him privately is of the same genre. After not quite successful attempts to create also an own political party Fr. Rydzyk got into alliance with the PiS (Law and Justice) party and was supporting their successful election campaign in 2005. The rule of PiS finished with scandals in 2007. The PiS government tried to transfer significant funds to the Fr. Rydzyk’s foundation (some 10 millions euro of European Union funds) but its premature fall prevented it from doing this. With PO (Citizens Platform) party at the power already in its second term (second term winning happened last year only first time after regaining independence in 1989) PiS needs to mobilize to have chances to win the 2015 election. Part of this machine are Radio Maryja and TV Trwam where PiS can advertise their candidates without interruptions or baffling questions. Fr. Rydzyk uses this party and a smaller one SP (Poland of Solidarity) party formed by PiS members outplaced for excessive independence of opinions. PiS and SP compete for Fr. Rydzyk support organizing demonstrations, sending support letters from the local governments controlled by these parties and collecting signatures of misinformed under a petition to the National Broadcasting Council (over 2,2 millions people now). Since January PiS has organised also 16 sessions of parliamentary committees devoted to the case of TV Trwam. The attitude of these people to the case of TV Trwam but also complete misunderstanding of democracy and its mechanisms was expressed by Wojciech Reszczyński, creator of one of the TV news programs during the communist rule in Poland. During the 20 thousand people demonstration in Warsaw in April he appealed to the president of Poland: „Mister president, these are officials of yours! They depend on your will and on your decision. One phone call to Mr. Dworak or Mr. Luft [another NBC member] and the social conflict disappears!”. Also Andrzej Jaworski, an MP from PiS has used similar words in Radio Maryja programme. Fr. Rydzyk and PiS activists complain on discrimination and lack of freedom of speech but they do not talk at all about the other stations which did not get concessions, neither about those with sufficient funds nor those without. The political interest of this campain is obvious. But why they do not try just to collect the missing funds instead of insisting on bypassing the democratic rules?

The financial gap of Lux Veritatis foundation is large. It makes business (own TV, university, bookshop) and collects donations. The income allows to finance the foundation activity and even transfer some money to formally independent „Nasz Dziennik” daily which barely survives with 36000 of copies sold. But a substantial part of the foundation income during the last 9 years was a large loan of 68 millions zł (some 16 millions euro) from the Redemptorist Order Polish Province. It is supposed to be paid off until 2019. The total amount to be paid was not revealed even to the NBC which should not have been even considering such incomplete financial information. Such a loan with an interest rate of 10 percent only would grow twice during some 10 years it was taken for. The foundation does not have and is not likely to collect additional 8 millions zł per year for digital broadcasting, it has to return the loan (14-20 millions zł yearly if we assume 10% interest rate) and it may have serious difficulties to survive without taking another large loan. It also may have problems with donations which decrease and which are collected in way breaking the law. Fr. Rydzyk was already fined by a court in Toruń for this (but he did no pay). The council did not take these details into account when considering concessions. The missing 15-20 millions zł yearly, which is some 150-200 millions zł during the 10 years concession term probably cannot be supplemented even by cooperative bank SKOK strongly connected with PiS which is lobbying for it in the parliament. Fr. Rydzyk boasts on 90 millions zł property of his foundation but he has not tried to change it into real money. It would be to little anyway. He did not try to get a bank loan as the stations which got the concessions did (and some have support from their owners with property of much over billion of zloties). It is possible that the Catholic Church could invest money into the Fr. Rydzyk’s enterprise but even though most of the bishops and priests are enthusiastic about the Fr. Rydzyk’s media the bishops did not call his TV ‚Catholic’ in their support letter to NBC, they have described TV Trwam as a ‚religious TV’ only. And investing in Fr. Rydzyk may be a very risky business (e.g. his cellular phone network collapsed in 2010 after a year of operating, a next one he started does not do well). Neither the TV Trwam viewers can help much. Radio Maryja has some 1 million regular listeners (and increasing recently) some 100 thousands of whom (very rough estimate) send money to Fr. Rydzyk. But his TV all the time illegally advertised in RM (it has a free concession but cannot broadcast ads) did not get much viewers during its 9 years of activity. It has 5500 viewers on average and some 40 thousands at the peak during two hours with bigger concentration of religious programs. It has some 75th place between some 100 TV channels in Polish. The televisions which got digital concessions have overtaken it in number of viewers even before their mux I reached broader coverage. Even though most of these stations have started only quite recently some of these channels has several times more viewers than TV Trwam. Also several of the religious programs in the state owned TVP gather about 1 million of viewers. Those at TV Trwam – few thousands or at most few tens of thousands. Catholics prefer other televisions. The number of viewers was not taken into account by the NBC but if we try to calculate how much money would have each viewer to give to close the financial gap of the Fr. Rydzyk’s foundation it is 4000-5000 zł (1000+ euro) per person for 10 years concession term. Definitely not cost effective. But for Fr. Rydzyk spreading his ideas (and those of the Church) is worth any amount of money, even if the state or other mux users would have to pay for him.

The Lux Veritatis propaganda talks about broad popular support. Two millions of signatures, (if really that many were collected) is significant but much more Poles are against privileges for TV Trwam and even for the Church in general. Also public officials seem recently to not to give to the Catholic Church everything it wishes. It looks like the public opinion starts to influence them. The ad hoc created Palikot Support Movement (RPP) party of Janusz Palikot, former PO activist, had good results in recent election despite that its stance is explicitly against the privileges of the Church. The members of RPP in the parliament include social activists like Wanda Nowicka, a feminist acting against ban on abortion, gay activist Robert Biedroń and a transgender movement activist Anna Grodzka who is herself trans M/F. Surprising results as for a Catholicism dominated country. After long years when conservative Democratic Left Alliance (SLD), PiS and PO where or are at the power this movement’s moderate ideas look almost crazy but its position is fairly strong. People have enough of conniption around the pope’s death and the Smoleńsk plain crash.

Also the Polish model of Ceasaropapism crumbles. One of the first symptoms was a funny affair with a priest aspiring to become a military bishop. As many priest he was talking in a church in a typical way, similar to the Radio Maryja and TV Trwam propaganda. It just happened that it was an official occasion and the president (from PO party) was present. He was not delighted with all the nonsense he has heard, he has scolded the priest and said that he is not going to promote him to a degree of a general. In normal circumstances even if some president would attend church ceremony officially he cannot influence fate of a priest in the Church structures. Church could nominate a military bishop or a fire service bishop and it would not be a business of the state. But in Poland it would be a disgrace for a military bishop to not to be a general and to not to have an appropriate salary. The pope and the Holy Spirit had to change their plans. Another quite recent case that I know comes from my birth place, a small city in Western Pomerania – Szczecinek. During the ceremony of our first constitution anniversary (1791) a priest was preaching in such a way, and with such amount of nonsense, including the alleged discrimination of TV Trwam and insulting homosexuals that the city mayor dared to criticize him publicly in his consecutive address.

The chairman of the National Broadcasting Council Jan Dworak is known as a Catholic and even a Catholic activist. Despite that he was not eager to bend the law severely to assign a concession to the Church supported TV Trwam. The concession for the Radio Maryja was given in the beginning of 1990-ties with breaking the rules of the law. At that time nobody dared to challenge the Church. It does not look that the current members of the council, even if most or all of them are Catholics, want to risk their reputation for the Church advantage. On the contrary. Unlike the bishops the Catholic intelligentsia sees the Fr. Rydzyk’s media as very harmful to their Church. The NBC members also seem to have enough courage and enough expertise to carry the concession process without faults and bias. The joined forces of the conservative opposition and Church may be too weak to break them and the courts in Poland are also independent. The only way for TV Trwam to stow away is a political campaign, propaganda against the stations which got the concessions and attempts to make the problem international. You may hear about it the European Parliament or during the football competition soon…

Opublikowano katolicyzm, KRRiT, prawo, propaganda, telewizja, TV Trwam | Otagowano , , , | 6 Komentarzy

Poglądy młodzieży a moralność badaczki

8 maja występowała w Radiu Maryja w audycji o. Waldemara Gonczaruka dr hab. Urszula Dudziak, kierowniczka Katedry Psychofizjologii Rodziny Instytutu Nauk o Rodzinie Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego im. Jana Pawła II. Audycja miała tytuł „Normy moralne ochroną rodziny”. W jej trakcie zaproszona do audycji dokonała razem z prowadzącym audycję manipulacji, którą można ocenić od strony moralnej.

Otóż Urszula Dudziak od lat prowadzi badania akceptacji przez młodzież licealną kościelnych norm dotyczących życia seksualnego i aborcji, i do tych badań nawiązała w trakcie audycji. Ubolewała nad tym, że z badanych kategorii uczniowie uważają za dobrą wierność małżeńską, ale nie cenią ani „czystości”, ani nie są za zakazem rozwodów, a już całkiem są przeciwni zakazowi antykoncepcji. Jednak drugą kategorią, która wg Dudziak wypadła dobrze, zaraz po wierności, był zakaz aborcji. Dudziak podała, że 1992 r. z jej badań wynikało, że za zakazem aborcji jest tylko 35% uczniów III klas licealnych, a w kilka lat po wprowadzeniu zakazu aborcji, w 2000 r., liczba ta wzrosła do 54%. Uznała to, razem z o. Gonczarukiem, za przykład pozytywnego wpływu prawa na moralność.

Można by pomyśleć, że są to wyniki wiarygodne. Ostatecznie dzieci i młodzież od przedszkola do ostatniej klasy szkoły średniej poddane są kościelnej propagandzie. I tak dobrze, że nie nabierają się np. na popieranie zakazu antykoncepcji, a poparcie zakazu aborcji ma również wielu zwolenników w całym społeczeństwie, w ostatnich latach około połowy. Tylko że autorka badań i prowadzący, zapewne też z nimi zapoznany, zataili wyniki kolejnych badań. Można się z nimi zapoznać np. w tej publikacji (wykres w niej zawarty jest poniżej). Otóż w 2003 r., mimo, że ustawowy zakaz nadal działał, poparcie dla niego wśród młodzieży spadło do 42%. W 2007 r. – do 21%. A więc mimo, że ustawa praktycznie całkowicie zakazująca aborcji cały czas obowiązuje, jakoś przestała oddziaływać na tych, którym może się zdarzyć, że będą jej podlegali. Poparcie dla zakazu spadło znacznie poniżej poziomu z 1992 r. Ciekawe jest, że w szczycie propagandy kościelnej, pod koniec pontyfikatu Jana Pawła II ten spadek był szczególnie szybki (1992-2000 – wzrost o 2,4% na rok, 2000-2003 – spadek o 4% na rok, 2003-2007 o 5,25% na rok). Ciekawe jak  wyglądają opinie młodzieży w tej i innych poruszanych kwestiach dzisiaj, po kolejnych pięciu latach. Być może tak, że dr hab. Dudziak boi się przeprowadzić następne badania.

Opublikowano katolicyzm, młodzież, naukawość, propaganda, Radio Maryja, religia, seks | Otagowano , , , | 8 Komentarzy

Życie wśród fanatyków

Co jakiś czas miewam wrażenie, że żyję w społeczeństwie, któremu fanatycy nadają ton. Tym razem nie chodzi mi tylko o fanatyków religijnych. Wiele osób z niechęcią odnoszących się do fanatyzmu tego rodzaju może równocześnie być fanatykami w innych dziedzinach, np. jeżeli chodzi o palenie papierosów. Ale zacznę jednak od jeszcze innego przejawu fanatyzmu – związanego z mediami.

Świętowałem wczoraj 30-tą rocznicę pozbycia się nałogu oglądania telewizora. Motywowało mnie naiwne oburzenie (byłem wtedy jeszcze nastolatkiem): dziennik telewizyjny nie pokazał ani 1 maja, ani 3 maja 1982 r. dużych demonstracji, które odbyły się równocześnie w wielu dużych i mniejszych miastach. To były czasy cenzury i skrajnej stronniczości, ale zaglądam do telewizji co jakiś czas i często się zdumiewam tym, jak sposób podawania informacji mało różni od tego, jaki pamiętam z poprzedniego ustroju. Marna jest hierarchizacja ważności informacji, dobór wygląda na przypadkowy. W zasadzie te wszystkie marne dzienniki, głupie teleturnieje i seriale oraz inne sposoby zanudzania widzów już by mnie nie dotyczyły, gdyby nie to, że coraz trudniej nie oglądać telewizji i nie słuchać radia. Skrajny przypadek to program radiowy albo muzyka nadawana przez głośniki w księgarni. Ale jeszcze trudniej jest znaleźć fryzjera, który nie męczy klientów swoim ulubionym programem radiowym lub telewizyjnym (czy ZAiKS mógłby być tak miły i podwyższyć stawki 10-krotnie?). Telewizory migają i krzyczą w barach, nie można ich uniknąć również w centrum krwiodawstwa (nawet przy samym oddawaniu krwi – personel musi oglądać telewizję, nikogo nie obchodzi, że krwiodawcy nie chcą) i w szpitalu dziecięcym. W tym ostatnim przypadku nie chodzi o telewizor w świetlicy, który mieści się w granicach normy, nawet jeżeli czasem przeszkadza robieniu w tej świetlicy czegoś innego, ale o telewizory kupione do każdego pokoju z chorymi. Trudno mieć pretensje, że w niewielkiej sali musi być upchanych tyle łóżek, że więcej się fizycznie nie zmieści i że w tych warunkach muszą koczować pacjenci i ich opiekunowie (na krzesłach, bo szpitale nie mają pieniędzy na lepsze warunki). Ale dodanie do tych trudnych warunków telewizorów jeszcze bardziej utrudnia, nie pozwala odpocząć, rozdrażnia, przyzwyczaja dzieci do oglądania telewizji, a równocześnie zaprzecza tezie, że szpitale mają mało pieniędzy. Ulubione media straszą też w pracy. Szczególnie uciążliwe jest poznawanie cudzych gustów muzycznych, kiedy się trzeba skupić nad tym, co się ma do zrobienia w ramach zawodowych obowiązków. Trudno uwierzyć, że tak bywa, ale widziałem (i słyszałem) takie przypadki osobiście. W wieloosobowej sali jedna lub kilka osób słucha głośno, nie przez słuchawki, ulubionej rozgłośni, kilka innych osób nie może się skupić i z trudem pracuje. Tak bywa w marnych firmach na zapleczu, ale nie lepiej maja klienci niektórych firm. Pracownicy lub zarządzający, którzy włączają radio w zakładzie fryzjerskim czy w sklepie, nie zauważają, że wielu osobom hałas przeszkadza, nawet dokładnie poinformowani nie przyjmują tego do wiadomości. To zachowanie typowe nie tylko dla tego rodzaju fanatyzmu.

Niewątpliwie nie wszyscy palący papierosy są uciążliwi, ale takich, którzy robią to pod oknami albo przy wejściach do firm jest wystarczająco dużo, aby zatruwać codziennie życie innym. Nie jest to kwestia nałogu, bo w zimie albo przy deszczowej pogodzie można odetchnąć – nagle przestaje śmierdzieć. Kiedy deszcze mijają, na chodniki, balkony i schody wypełzają palacze. Oni nie czują, że śmierdzi, nie zwracają uwagi na odczucia innych. Ale, niestety, ofiary ich chuligaństwa rzadko zwracają im uwagę, bo zwykle zakładają, że tak musi być, że brudu ani smrodu się nie zwalczy. Tak nie jest. Bardzo wielu palaczy daje się przekonać, że nie powinni zmuszać do palenia innych. Tylko nieliczni upierają się, że będą palić tam, gdzie wszyscy muszą przechodzić, bo… „w śmietniku musi śmierdzieć” (autentyczna wypowiedź takiej upartej, a niezbyt rozgarniętej palaczki). Często wina leży po stronie zarządów budynków (im też warto zwracać uwagę), które bezmyślnie sugerują palaczom akurat najgorsze i najbardziej uciążliwe dla innych miejsca, a czasem wręcz upierają się, że popielniczka musi być koniecznie przy samym wejściu. Ten rodzaj fanatyków znacznie trudniej przekonać niż samych palaczy, którzy w większości karnie przeniosą się z paleniem tam, gdzie im to sugeruje popielniczka lub napis.

Znamy fanatyzm religijny wielu biskupów, księży, zakonników, ale ostatecznie można by się nimi nie przejmować, gdyby nie to, że takie organy państwa jak sejm i senat podjęły w r. 2009 i 2010 specjalne uchwały o dyskryminacji nie-chrześcijan poprzez popieranie wieszania wszędzie symboli tej religii. Nawet bez tych uchwał symbole Kościoła Katolickiego widnieją w bardzo wielu szkołach (tam czasem nawet z ołtarzykami ku czci jednego z papieży), szpitalach, a nawet urzędach. Postać katolickiego papieża bywa propagowana nawet poprzez niektóre podręczniki do polskiego, pod pretekstem, że był pisarzem, podczas gdy naprawdę jego utwory nie należą do dzieł wybitnych, na które w szkole warto zwracać uwagę. Do tego dochodzą zajęcia z religii w okienkach pomiędzy lekcjami, tak żeby trudno było je ominąć. Mało kto mówi o tym, że używanie szkoły do szerzenia propagandy religijnej jest nieuczciwe. Tym bardziej, że wykorzystujący ją w ten sposób nie płacą nic za użytkowanie sal. Przeciwnie – to oni są dofinansowywani przez nas, podatników, niezależnie od wyznania czy jego braku. Cały ten interes napędza nie tylko państwo albo fanatyczne samorządy czy dyrekcje szkół, ale również rodzice, którzy – to akurat raczej niewiedza niż fanatyzm – myślą, że propagowanie religii jest tożsame z propagowaniem norm moralnych. Tymczasem wielu katechetów propaguje moralność bardzo odległą od tej, jakiej by chcieli nauczyć dzieci rodzice, których większość, jak sądzę, wyznaje etykę o źródłach oświeceniowych, a nie religijnych. Sam rozziew między zasadami moralnymi w domu i w szkole jest szkodliwy, a poza tym w ten sposób uczy się dzieci kłaniania się fałszywym autorytetom. Jak widać, udało się tego nauczyć ich rodziców. Miejmy nadzieję, że z dziećmi będzie trudniej.

Podobny do religijnego owczy pęd dotyczy też korzystania z oprogramowania. Zadziwiająca jest heroiczna walka z wirusami większości użytkowników komputerów. Większość z nich pewnie nawet nie wie, że są systemy napisane lepiej, a które są odporne na wirusy (sam żyję bez wirusów komputerowych od 19 lat). Tę niewiedzę wpaja, któż by inny – szkoła. W jednym z podręczników znalazłem wyznanie wiary początkującego użytkownika komputerów i Internetu. Do ważnych jego obowiązków należy walka z wirusami. Podręcznik sugeruje, że wirusy muszą być. Uczy też prasa. Obserwowałem kiedyś regularnie teksty jednej z gazet o nowych urządzeniach. O tych z Windows była mowa, że są z Windows, o tych z systemami Apple’a czasem można było się dowiedzieć, że mają np. MacOS-a (chociaż raczej już nie, że to odmiana UNIX-a), o tych Linuxem autorzy informacji pisali podając nazwę odmiany systemu, np. Android, prawie nigdy nie pisząc, że to Linux czyli UNIX. Hodowanie wirusów nie jest największym problemem związanym z bezmyślnym stosowaniem MS-Windows w każdej sytuacji. Te same szkoły, które uczą o wirusach, korzystają z własnej mądrości i kupują systemy MS-Windows, które dobrze sobie radzą z powielaniem wirusów. Wydają nie tylko na licencje, ale też na zarządzanie nimi, na oprogramowanie antywirusowe i użytkowe, zamiast płacić administratorowi tylko za zarządzanie systemami, a same systemy i programy, łatwe do zarządzania, bo unixowe (Linux lub FreeBSD), ściągać w większości za darmo z Sieci, za to bez wirusów. Pieniądze są wydawane przez szkoły lekko (chociaż bywa inaczej), zupełnie jak przez bogate szpitale i centra krwiodawstwa, co opisałem wyżej.

Rodzajem wiary religijnej jest wiara w homeopatię. Potępianą zresztą przez Kościół, do którego przyznaje się wielu wyznawców homeopatii, ale, uwaga, potępiana przez te kręgi nie dlatego, że nie działa i że jest oszustwem, ale dlatego, że funkcjonariusze Kościoła myślą, że jest to działająca magia, tylko, że wroga, bo nie ich. Tymczasem magia homeopatii została wymyślona bez żadnych podstaw rozumowych, „pamięć wody”, gdyby istniała, musiałaby obejmować również wszystkie trucizny i odchody, przez które ta woda w swojej historii płynęła, a badania wykazują, że cukrowe kulki i krople z czystej wody mają skuteczność najwyżej taką jak placebo. Fanatycy homeopatii to mniejszość, ale wpływająca na życie nie-fanatyków poprzez prawo farmaceutyczne. Status homeopatii w tym prawie jest dziwny. Z jednej strony ustawa w ogóle mówi o produktach homeopatycznych, w dodatku nazywając je produktami leczniczymi. Z drugiej – specjalny artykuł powiela wymogi stawiane prawdziwym lekom, poza jednym: „nie wymagają dowodów skuteczności terapeutycznej”. Tak jakby rząd Buzka, który przesłał do sejmu projekt ustawy w tej postaci, nie mógł zdecydować się czy wierzy w homeopatię, czy jednak nie wierzy. Zapewne artykuł ten sformułował ktoś, kto stanowczo wierzył w zyski ze sprzedawania cukru po 1000 zł za kilogram, a więc nie fanatyk, tylko, jak się u nas o takich ludziach mówi, „zdolny biznesmen”.

Można by wymieniać więcej przejawów fanatyzmu i zbiorowej histerii: strach przed GMO i elektrowniami atomowymi (wynikający z braku wiedzy o mechanizmach działania świata, wpływającym też na skłonność do wiary w homeopatię), niechęć do uznania, że nagła nadprodukcja dwutlenku węgla może nie być łatwa do przełknięcia przez ekosystem, pozostawianie swoich kup na ulicy (należących do właściciela psa, który je zrobił), strach przez marihuaną, tak jakby była bardziej szkodliwa od kawy albo nawet od alkoholu, upieranie się przy błędach językowych zamiast ich zwalczania („nie ma słowa «tę»”, „witam”) i wiele, wiele innych, ale nie będę już więcej wymieniał, bo jeszcze sobie narobię wrogów.

Opublikowano filozofia, fizyka, radio, religia, szarlatani, telewizja, UNIX | Otagowano , , , , | 2 Komentarze