Proces koncesyjny z 2011 r. dotyczący czterech miejsc z multipleksie I (uzupełnienie: link do decyzji KRRiT)

Z opublikowanego przez KRRiT wyroku WSA można się było się wreszcie dowiedzieć więcej o postępowaniu koncesyjnym. Cierpliwych odsyłam do tekstu uzasadnienia wyroku, tutaj zebrałem informacje o losach wszystkich 18 wniosków. Nie uwzględniłem chronologii, tabelka jest i tak dość długa.

Na początku września KRRiT opublikowała swoje decyzje dotyczące multipleksu. Nie ma tam dużo więcej informacji niż w wyroku WSA, ale może da się na ich podstawie uściślić parę szczegółów. Decyzje opublikowano z wyciętymi miejscami zawierającymi informacje finansowe o fundacji Lux Veritatis, która zażądała ich utajnienia.

Wyjaśnienia do tabelki:

  • Po ustaleniu czy dana firma ma wystarczające fundusze KRRiT zajmowała się kryterium różnorodności programowej, tzn. rozpatrywała czy dodanie danej stacji do multipleksu da bardziej zróżnicowaną ofertę programową w skali mux I i innych muxów, czy będzie to tylko powielenie podobnych programów.
  • Firmy z różnych przyczyn wycofywały się ze starań o koncesje. Firma Kino Polska TV zrobiła to już po jej otrzymaniu.
  • Wnioski o ponowne rozpatrzenie były składane do KRRiT, która nie uwzględniła żadnego z nich. Dwie firmy odwołały się do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie, który odrzucił ich skargi. Jedna z firm, a właściwie fundacja Lux Veritatis zapowiada odwołanie się do Naczelnego Sądu Administracyjnego.
  • Podane kwoty opłat koncesyjnych dotyczą 10-letniego okresu. Nie wiem czemu jedna z opłat jest niższa. Kryterium wystarczających środków dotyczy zarówno tej opłaty, jak też znacznie większej opłaty za emisję – 7 mln zł rocznie, a więc 70 mln zł w ciągu 10 lat.
firma program wystarczające środki? spełnienie innych warunków, opłata koncesyjna [Mzł] odwołania i inne działania prawne
World IXI UK Limited IXI TV nie dotyczy brak polskiej koncesji satelitarnej
Multimedia sp. z o.o. RMF TV nie dotyczy umorzenie postępowania na wniosek strony
Kino Polska TV S.A. Kino Polska Nostalgia tak umorzenie na wniosek strony
Telestar S.A. iTV nie
Mediasat sp. z o.o. Tele5 nie wniosek o ponowne rozpatrzenie, WSA
Fundacja Lux Veritatis Trwam nie wniosek o ponowne rozpatrzenie, WSA, NSA?
Polskie Radio S.A. Polskie Radio Czwórka nie
Cable Television Networks & Partners sp. z o.o. CTV nie
TV Point Group sp. z o.o. Machina TV nie koncesja satelitarna uchylona na wniosek strony, umorzenie postępowania
TVN S.A TVN Meteo tak różnicujący, ale ma koncesję ma muxie II, odmowa
Superstacja sp. z o.o. Superstacja tak różnicujący, ale związki z Polsatem, który ma koncesje na muxie II, nieprzestrzeganie urt, lepsza oferta U-TV wniosek o ponowne rozpatrzenie
4fun Media S.A. 4fun.tv tak nie różnicujący
Astro S.A. NEXT HD tak nie różnicujący, brak emisji wniosek o ponowne rozpatrzenie
Telekomunikacja Polska S.A. Orange Sport Info tak nie różnicujący koncesja satelitarna uchylona na wniosek strony, postępowanie umorzone
Eska TV S.A. Eska TV tak różnicujący, 7,3
Lemon Records sp. z o.o. Polo TV tak różnicujący, 10,8
Stavka sp. z o.o. U-TV (potem TTV) tak różnicujący, 10,8
ATM Grupa S.A. ATM Rozrywka TV tak różnicujący, 10,8 wniosek o ponowne rozpatrzenie dotyczący opłaty, postępowanie o uchylenie koncesji – umorzowne

Na razie tyle. Z uzasadnienia da się wyciągnąć więcej interesujących a nowych informacji, co zapewne będę dalej robił. Pytania zadawane w kółko od początku roku przez posłów PiS i SP na 20 posiedzeniach kilku komisji sejmowych były na tyle mało zróżnicowane, że nie dotyczyły większość informacji zebranych powyżej. Tymczasem czekam od dwóch miesięcy na teksty i uzasadnienia decyzji KRRiT. Informacje zawarte w jednej z nich, tej dotyczącej fundacji Lux Veritatis, zostały zastrzeżone przez właściciela fundacji, o. T. Rydzyka, który obawia się zarówno opublikowania informacji o finansach swojej fundacji, jak też ujawnienia pełnego uzasadnienia decyzji KRRiT. Inne decyzje powinny być dostępne jako informacja publiczna.

Opublikowano KRRiT, prawo, telewizja, TV Trwam | Otagowano , , | 5 komentarzy

Will TV Trwam stow away on the digital platform?

The process of television digitization in Poland progresses. It is delayed but it speeded up when the new members of National Broadcasting Council (Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, KRRiT), a constitutional organ, got elected by the parliament and the president in 2010. The chances of fulfilling the international agreement on switching off the analogue transmitters (or converting them into digitally modulated ones) are high.  But the opposition vehemently protests. Why?

Demonstration of the TV Trwam supporters at the entrance of the Regional Administrative Court, May 25th 2012 (display just the picture to enlarge)..

Current plans include starting three multiplexes of the ground based (vs. satellite) digital television, each capable of carrying seven to eight channels. The mux number 3 contains seven channels of the state owned television TVP. Mux 2 – channels of four broadcasters that use the analogue transmitters now. Some got additional channels. Mux 1, currently temporarily still partially used by TVP, will be used by broadcasters which did not have access to the ground based analogue transmission, those already sending via satellites or completely new ones. The concessions’ assignment process carried last year was going smoothly. Of the eighteen applications one was refused because of somewhat artificial condition of having Polish satellite TV concession. This condition was introduced by the previous council to bypass lacking legal regulations. Of the remaining seventeen stations six were qualified as not able to pay for broadcasting (total yearly cost of one channel and concession fee is about 8 millions zł – some 2 millions euro). The council had only four free channels to assign this time and it has chosen that number of applicants from the remaining eleven. One station decided to not to use the concession finally so another one was chosen leaving six stations with funds sufficient for broadcasting digitally without concessions assigned. Thus we have now four stations on the multiplex 1 (Eska TV, Polo TV, ATM, TVT), six stations with funds allowing them to try to get concessions in another concessions’ assigning process due to start later this year (4fun.tv, Next HD, RMF TV, Superstacja, Orange Sport Info, TVN Meteo) and six stations without sufficient funds unless they are able to increase them (iTV, CTV, Tele 5, Machina TV, TV Trwam, Radio na wizji). There were four appeals concerning two stations from the financially able group (Next HD and Superstacja, both owned by Astro) and two from the group without sufficient funds: Tele 5 and TV Trwam. All appeals were rejected by the National Broadcasting Council and the companies owning Tele 5 and TV Trwam continued fight for their cases by passing them to the Regional Administrative Court. On May 25th also the court rejected these cases. At least owners of TV Trwam announced that they will continue in Supreme Administrative Court in Poland and in European Court of Human Rights in Strasburg, France.

All these procedures look quite boring but I describe them only to elaborate on the special case of TV Trwam („I last” or „I endure”). This TV is owned by Lux Veritatis foundation created by two private persons: Tadeusz Rydzyk and Jan Król. Both of them are members of Catholic Redemptorist Order and their activity is supported by the Catholic Church. Fr. Rydzyk is known from establishing Radio Maryja (1991), a very conservative, politically biased, xenophobic (including anti-Semitism and strong homophobia), insulting, manipulating and falsifying history radio station. The TV created by him privately is of the same genre. After not quite successful attempts to create also an own political party Fr. Rydzyk got into alliance with the PiS (Law and Justice) party and was supporting their successful election campaign in 2005. The rule of PiS finished with scandals in 2007. The PiS government tried to transfer significant funds to the Fr. Rydzyk’s foundation (some 10 millions euro of European Union funds) but its premature fall prevented it from doing this. With PO (Citizens Platform) party at the power already in its second term (second term winning happened last year only first time after regaining independence in 1989) PiS needs to mobilize to have chances to win the 2015 election. Part of this machine are Radio Maryja and TV Trwam where PiS can advertise their candidates without interruptions or baffling questions. Fr. Rydzyk uses this party and a smaller one SP (Poland of Solidarity) party formed by PiS members outplaced for excessive independence of opinions. PiS and SP compete for Fr. Rydzyk support organizing demonstrations, sending support letters from the local governments controlled by these parties and collecting signatures of misinformed under a petition to the National Broadcasting Council (over 2,2 millions people now). Since January PiS has organised also 16 sessions of parliamentary committees devoted to the case of TV Trwam. The attitude of these people to the case of TV Trwam but also complete misunderstanding of democracy and its mechanisms was expressed by Wojciech Reszczyński, creator of one of the TV news programs during the communist rule in Poland. During the 20 thousand people demonstration in Warsaw in April he appealed to the president of Poland: „Mister president, these are officials of yours! They depend on your will and on your decision. One phone call to Mr. Dworak or Mr. Luft [another NBC member] and the social conflict disappears!”. Also Andrzej Jaworski, an MP from PiS has used similar words in Radio Maryja programme. Fr. Rydzyk and PiS activists complain on discrimination and lack of freedom of speech but they do not talk at all about the other stations which did not get concessions, neither about those with sufficient funds nor those without. The political interest of this campain is obvious. But why they do not try just to collect the missing funds instead of insisting on bypassing the democratic rules?

The financial gap of Lux Veritatis foundation is large. It makes business (own TV, university, bookshop) and collects donations. The income allows to finance the foundation activity and even transfer some money to formally independent „Nasz Dziennik” daily which barely survives with 36000 of copies sold. But a substantial part of the foundation income during the last 9 years was a large loan of 68 millions zł (some 16 millions euro) from the Redemptorist Order Polish Province. It is supposed to be paid off until 2019. The total amount to be paid was not revealed even to the NBC which should not have been even considering such incomplete financial information. Such a loan with an interest rate of 10 percent only would grow twice during some 10 years it was taken for. The foundation does not have and is not likely to collect additional 8 millions zł per year for digital broadcasting, it has to return the loan (14-20 millions zł yearly if we assume 10% interest rate) and it may have serious difficulties to survive without taking another large loan. It also may have problems with donations which decrease and which are collected in way breaking the law. Fr. Rydzyk was already fined by a court in Toruń for this (but he did no pay). The council did not take these details into account when considering concessions. The missing 15-20 millions zł yearly, which is some 150-200 millions zł during the 10 years concession term probably cannot be supplemented even by cooperative bank SKOK strongly connected with PiS which is lobbying for it in the parliament. Fr. Rydzyk boasts on 90 millions zł property of his foundation but he has not tried to change it into real money. It would be to little anyway. He did not try to get a bank loan as the stations which got the concessions did (and some have support from their owners with property of much over billion of zloties). It is possible that the Catholic Church could invest money into the Fr. Rydzyk’s enterprise but even though most of the bishops and priests are enthusiastic about the Fr. Rydzyk’s media the bishops did not call his TV ‚Catholic’ in their support letter to NBC, they have described TV Trwam as a ‚religious TV’ only. And investing in Fr. Rydzyk may be a very risky business (e.g. his cellular phone network collapsed in 2010 after a year of operating, a next one he started does not do well). Neither the TV Trwam viewers can help much. Radio Maryja has some 1 million regular listeners (and increasing recently) some 100 thousands of whom (very rough estimate) send money to Fr. Rydzyk. But his TV all the time illegally advertised in RM (it has a free concession but cannot broadcast ads) did not get much viewers during its 9 years of activity. It has 5500 viewers on average and some 40 thousands at the peak during two hours with bigger concentration of religious programs. It has some 75th place between some 100 TV channels in Polish. The televisions which got digital concessions have overtaken it in number of viewers even before their mux I reached broader coverage. Even though most of these stations have started only quite recently some of these channels has several times more viewers than TV Trwam. Also several of the religious programs in the state owned TVP gather about 1 million of viewers. Those at TV Trwam – few thousands or at most few tens of thousands. Catholics prefer other televisions. The number of viewers was not taken into account by the NBC but if we try to calculate how much money would have each viewer to give to close the financial gap of the Fr. Rydzyk’s foundation it is 4000-5000 zł (1000+ euro) per person for 10 years concession term. Definitely not cost effective. But for Fr. Rydzyk spreading his ideas (and those of the Church) is worth any amount of money, even if the state or other mux users would have to pay for him.

The Lux Veritatis propaganda talks about broad popular support. Two millions of signatures, (if really that many were collected) is significant but much more Poles are against privileges for TV Trwam and even for the Church in general. Also public officials seem recently to not to give to the Catholic Church everything it wishes. It looks like the public opinion starts to influence them. The ad hoc created Palikot Support Movement (RPP) party of Janusz Palikot, former PO activist, had good results in recent election despite that its stance is explicitly against the privileges of the Church. The members of RPP in the parliament include social activists like Wanda Nowicka, a feminist acting against ban on abortion, gay activist Robert Biedroń and a transgender movement activist Anna Grodzka who is herself trans M/F. Surprising results as for a Catholicism dominated country. After long years when conservative Democratic Left Alliance (SLD), PiS and PO where or are at the power this movement’s moderate ideas look almost crazy but its position is fairly strong. People have enough of conniption around the pope’s death and the Smoleńsk plain crash.

Also the Polish model of Ceasaropapism crumbles. One of the first symptoms was a funny affair with a priest aspiring to become a military bishop. As many priest he was talking in a church in a typical way, similar to the Radio Maryja and TV Trwam propaganda. It just happened that it was an official occasion and the president (from PO party) was present. He was not delighted with all the nonsense he has heard, he has scolded the priest and said that he is not going to promote him to a degree of a general. In normal circumstances even if some president would attend church ceremony officially he cannot influence fate of a priest in the Church structures. Church could nominate a military bishop or a fire service bishop and it would not be a business of the state. But in Poland it would be a disgrace for a military bishop to not to be a general and to not to have an appropriate salary. The pope and the Holy Spirit had to change their plans. Another quite recent case that I know comes from my birth place, a small city in Western Pomerania – Szczecinek. During the ceremony of our first constitution anniversary (1791) a priest was preaching in such a way, and with such amount of nonsense, including the alleged discrimination of TV Trwam and insulting homosexuals that the city mayor dared to criticize him publicly in his consecutive address.

The chairman of the National Broadcasting Council Jan Dworak is known as a Catholic and even a Catholic activist. Despite that he was not eager to bend the law severely to assign a concession to the Church supported TV Trwam. The concession for the Radio Maryja was given in the beginning of 1990-ties with breaking the rules of the law. At that time nobody dared to challenge the Church. It does not look that the current members of the council, even if most or all of them are Catholics, want to risk their reputation for the Church advantage. On the contrary. Unlike the bishops the Catholic intelligentsia sees the Fr. Rydzyk’s media as very harmful to their Church. The NBC members also seem to have enough courage and enough expertise to carry the concession process without faults and bias. The joined forces of the conservative opposition and Church may be too weak to break them and the courts in Poland are also independent. The only way for TV Trwam to stow away is a political campaign, propaganda against the stations which got the concessions and attempts to make the problem international. You may hear about it the European Parliament or during the football competition soon…

Opublikowano katolicyzm, KRRiT, prawo, propaganda, telewizja, TV Trwam | Otagowano , , , | 6 komentarzy

Poglądy młodzieży a moralność badaczki

8 maja występowała w Radiu Maryja w audycji o. Waldemara Gonczaruka dr hab. Urszula Dudziak, kierowniczka Katedry Psychofizjologii Rodziny Instytutu Nauk o Rodzinie Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego im. Jana Pawła II. Audycja miała tytuł „Normy moralne ochroną rodziny”. W jej trakcie zaproszona do audycji dokonała razem z prowadzącym audycję manipulacji, którą można ocenić od strony moralnej.

Otóż Urszula Dudziak od lat prowadzi badania akceptacji przez młodzież licealną kościelnych norm dotyczących życia seksualnego i aborcji, i do tych badań nawiązała w trakcie audycji. Ubolewała nad tym, że z badanych kategorii uczniowie uważają za dobrą wierność małżeńską, ale nie cenią ani „czystości”, ani nie są za zakazem rozwodów, a już całkiem są przeciwni zakazowi antykoncepcji. Jednak drugą kategorią, która wg Dudziak wypadła dobrze, zaraz po wierności, był zakaz aborcji. Dudziak podała, że 1992 r. z jej badań wynikało, że za zakazem aborcji jest tylko 35% uczniów III klas licealnych, a w kilka lat po wprowadzeniu zakazu aborcji, w 2000 r., liczba ta wzrosła do 54%. Uznała to, razem z o. Gonczarukiem, za przykład pozytywnego wpływu prawa na moralność.

Można by pomyśleć, że są to wyniki wiarygodne. Ostatecznie dzieci i młodzież od przedszkola do ostatniej klasy szkoły średniej poddane są kościelnej propagandzie. I tak dobrze, że nie nabierają się np. na popieranie zakazu antykoncepcji, a poparcie zakazu aborcji ma również wielu zwolenników w całym społeczeństwie, w ostatnich latach około połowy. Tylko że autorka badań i prowadzący, zapewne też z nimi zapoznany, zataili wyniki kolejnych badań. Można się z nimi zapoznać np. w tej publikacji (wykres w niej zawarty jest poniżej). Otóż w 2003 r., mimo, że ustawowy zakaz nadal działał, poparcie dla niego wśród młodzieży spadło do 42%. W 2007 r. – do 21%. A więc mimo, że ustawa praktycznie całkowicie zakazująca aborcji cały czas obowiązuje, jakoś przestała oddziaływać na tych, którym może się zdarzyć, że będą jej podlegali. Poparcie dla zakazu spadło znacznie poniżej poziomu z 1992 r. Ciekawe jest, że w szczycie propagandy kościelnej, pod koniec pontyfikatu Jana Pawła II ten spadek był szczególnie szybki (1992-2000 – wzrost o 2,4% na rok, 2000-2003 – spadek o 4% na rok, 2003-2007 o 5,25% na rok). Ciekawe jak  wyglądają opinie młodzieży w tej i innych poruszanych kwestiach dzisiaj, po kolejnych pięciu latach. Być może tak, że dr hab. Dudziak boi się przeprowadzić następne badania.

Opublikowano katolicyzm, młodzież, naukawość, propaganda, Radio Maryja, religia, seks | Otagowano , , , | 8 komentarzy

Życie wśród fanatyków

Co jakiś czas miewam wrażenie, że żyję w społeczeństwie, któremu fanatycy nadają ton. Tym razem nie chodzi mi tylko o fanatyków religijnych. Wiele osób z niechęcia odnoszących się do fanatyzmu tego rodzaju może równocześnie być fanatykami w innych dziedzinach, np. jeżeli chodzi o palenie papierosów. Ale zacznę jednak od jeszcze innego przejawu fanatyzmu – związanego z mediami.

Świętowałem wczoraj 30-tą rocznicę pozbycia się nałogu oglądania telewizora. Motywowało mnie naiwne oburzenie (byłem wtedy jeszcze nastolatkiem): dziennik telewizyjny nie pokazał ani 1 maja, ani 3 maja 1982 r. dużych demonstracji, które odbyły się równocześnie w wielu dużych i mniejszych miastach. To były czasy cenzury i skrajnej stronniczości, ale zaglądam do telewizji co jakiś czas i często się zdumiewam tym, jak sposób podawania informacji mało różni od tego, jaki pamiętam z poprzedniego ustroju. Marna jest hierarchizacja ważności informacji, dobór wygląda na przypadkowy. W zasadzie te wszystkie marne dzienniki, głupie teleturnieje i seriale oraz inne sposoby zanudzania widzów już by mnie nie dotyczyły, gdyby nie to, że coraz trudniej nie oglądać telewizji i nie słuchać radia. Skrajny przypadek to program radiowy albo muzyka nadawana przez głośniki w księgarni. Ale jeszcze trudniej jest znaleźć fryzjera, który nie męczy klientów swoim ulubionym programem radiowym lub telewizyjnym (czy ZAiKS mógłby być tak miły i podwyższyć stawki 10-krotnie?). Telewizory migają i krzyczą w barach, nie można ich uniknąć również w centrum krwiodawstwa (nawet przy samym oddawaniu krwi – personel musi oglądać telewizję, nikogo nie obchodzi, że krwiodawcy nie chcą) i w szpitalu dziecięcym. W tym ostatnim przypadku nie chodzi o telewizor w świetlicy, który mieści się w granicach normy, nawet jeżeli czasem przeszkadza robieniu w tej świetlicy czegoś innego, ale o telewizory kupione do każdego pokoju z chorymi. Trudno mieć pretensje, że w niewielkiej sali musi być upchanych tyle łóżek, że więcej się fizycznie nie zmieści i że w tych warunkach muszą koczować pacjenci i ich opiekunowie (na krzesłach, bo szpitale nie mają pieniędzy na lepsze warunki). Ale dodanie do tych trudnych warunków telewizorów jeszcze bardziej utrudnia, nie pozwala odpocząć, rozdrażnia, przyzwyczaja dzieci do oglądania telewizji, a równocześnie zaprzecza tezie, że szpitale mają mało pieniędzy. Ulubione media straszą też w pracy. Szczególnie uciążliwe jest poznawanie cudzych gustów muzycznych, kiedy się trzeba skupić nad tym, co się ma do zrobienia w ramach zawodowych obowiązków. Trudno uwierzyć, że tak bywa, ale widziałem (i słyszałem) takie przypadki osobiście. W wieloosobowej sali jedna lub kilka osób słucha głośno, nie przez słuchawki, ulubionej rozgłośni, kilka innych osób nie może się skupić i z trudem pracuje. Tak bywa w marnych firmach na zapleczu, ale nie lepiej maja klienci niektórych firm. Pracownicy lub zarządzający, którzy włączają radio w zakładzie fryzjerskim czy w sklepie, nie zauważają, że wielu osobom hałas przeszkadza, nawet dokładnie poinformowani nie przyjmują tego do wiadomości. To zachowanie typowe nie tylko dla tego rodzaju fanatyzmu.

Niewątpliwie nie wszyscy palący papierosy są uciążliwi, ale takich, którzy robią to pod oknami albo przy wejściach do firm jest wystarczająco dużo, aby zatruwać codziennie życie innym. Nie jest to kwestia nałogu, bo w zimie albo przy deszczowej pogodzie można odetchnąć – nagle przestaje śmierdzieć. Kiedy deszcze mijają, na chodniki, balkony i schody wypełzają palacze. Oni nie czują, że śmierdzi, nie zwracają uwagi na odczucia innych. Ale, niestety, ofiary ich chuligaństwa rzadko zwracają im uwagę, bo zwykle zakładają, że tak musi być, że brudu ani smrodu się nie zwalczy. Tak nie jest. Bardzo wielu palaczy daje się przekonać, że nie powinni zmuszać do palenia innych. Tylko nieliczni upierają się, że będą palić tam, gdzie wszyscy muszą przechodzić, bo… „w śmietniku musi śmierdzieć” (autentyczna wypowiedź takiej upartej, a niezbyt rozgarniętej palaczki). Często wina leży po stronie zarządów budynków (im też warto zwracać uwagę), które bezmyślnie sugerują palaczom akurat najgorsze i najbardziej uciążliwe dla innych miejsca, a czasem wręcz upierają się, że popielniczka musi być koniecznie przy samym wejściu. Ten rodzaj fanatyków znacznie trudniej przekonać niż samych palaczy, którzy w większości karnie przeniosą się z paleniem tam, gdzie im to sugeruje popielniczka lub napis.

Znamy fanatyzm religijny wielu biskupów, księży, zakonników, ale ostatecznie można by się nimi nie przejmować, gdyby nie to, że takie organy państwa jak sejm i senat podjęły w r. 2009 i 2010 specjalne uchwały o dyskryminacji nie-chrześcijan poprzez popieranie wieszania wszędzie symboli tej religii. Nawet bez tych uchwał symbole Kościoła Katolickiego widnieją w bardzo wielu szkołach (tam czasem nawet z ołtarzykami ku czci jednego z papieży), szpitalach, a nawet urzędach. Postać katolickiego papieża bywa propagowana nawet poprzez niektóre podręczniki do polskiego, pod pretekstem, że był pisarzem, podczas gdy naprawdę jego twórczość nie należy do dzieł wybitnych, na które w szkole warto zwracać uwagę. Do tego dochodzą zajęcia z religii w okienkach pomiędzy lekcjami, tak żeby trudno było je ominąć. Mało kto mówi o tym, że używanie szkoły do szerzenia propagandy religijnej jest nieuczciwe. Tym bardziej, że wykorzystujący ją w ten sposób nie płacą nic za użytkowanie sal. Przeciwnie – to oni są dofinansowywani przez nas, podatników, niezależnie od wyznania czy jego braku. Cały ten interes napędza nie tylko państwo albo fanatyczne samorządy czy dyrekcje szkół, ale również rodzice, którzy – to akurat raczej niewiedza niż fanatyzm – myślą, że propagowanie religii jest tożsame z propagowaniem norm moralnych. Tymczasem wielu katechetów propaguje moralność bardzo odległą od tej, jakiej by chcieli nauczyć dzieci rodzice, których większość, jak sądzę, wyznaje etykę o źródłach oświeceniowych, a nie religijnych. Sam rozziew między zasadami moralnymi w domu i w szkole jest szkodliwy, a poza tym w ten sposób uczy się dzieci kłaniania się fałszywym autorytetom. Jak widać, udało się tego nauczyć ich rodziców. Miejmy nadzieję, że z dziecmi będzie trudniej.

Podobny do religijnego owczy pęd dotyczy też korzystania z oprogramowania. Zadziwiająca jest heroiczna walka z wirusami większości użytkowników komputerów. Większość z nich pewnie nawet nie wie, że są systemy napisane lepiej, a które są odporne na wirusy (sam żyję bez wirusów komputerowych od 19 lat). Tę niewiedzę wpaja, któż by inny – szkoła. W jednym z podręczników znalazłem wyznanie wiary początkującego użytkownika komputerów i Internetu. Do ważnych jego obowiązków należy walka z wirusami. Podręcznik sugeruje, że wirusy muszą być. Uczy też prasa. Obserwowałem kiedyś regularnie teksty jednej z gazet o nowych urządzeniach. O tych z Windows była mowa, że są z Windows, o tych z systemami Apple’a czasem można było się dowiedzieć, że mają np. MacOS-a (chociaż raczej już nie, że to odmiana UNIX-a), o tych Linuxem autorzy informacji pisali podając nazwę odmiany systemu, np. Android, prawie nigdy nie pisząc, że to Linux czyli UNIX. Hodowanie wirusów nie jest największym problemem związanym z bezmyślnym stosowaniem MS-Windows w każdej sytuacji. Te same szkoły, które uczą o wirusach korzystają z własnej mądrości i kupują systemy MS-Windows, które dobrze sobie radzą z powielaniem wirusów. Wydają nie tylko na licencje, ale też na zarządzanie nimi, na oprogramowanie antywirusowe i użytkowe, zamiast płacić administratorowi tylko za zarządzanie systemami, a same systemy i programy, łatwe do zarządzania, bo unixowe (Linux lub FreeBSD), ściągać w większości za darmo z Sieci, za to bez wirusów. Pieniądze są wydawane przez szkoły lekko (chociaż bywa inaczej), zupełnie jak przez bogate szpitale i centra krwiodawstwa, co opisałem wyżej.

Rodzajem wiary religijnej jest wiara w homeopatię. Potępianą zresztą przez Kościół, do którego przyznaje się wielu wyznawców homeopatii, ale, uwaga, potępiana przez te kręgi nie dlatego, że nie działa i że jest oszustwem, ale dlatego, że funkcjonariusze Kościoła myślą, że jest to działająca magia, tylko, że wroga, bo nie ich. Tymczasem magia homeopatii została wymyślona bez żadnych podstaw rozumowych, „pamięć wody”, gdyby istniała, musiałaby obejmować również wszystkie trucizny i odchody, przez które ta woda w swojej historii płynęła, a badania wykazują, że cukrowe kulki i krople z czystej wody mają skuteczność najwyżej taką jak placebo. Fanatycy homeopatii to mniejszość, ale wpływająca na życie nie-fanatyków poprzez prawo farmaceutyczne. Status homeopatii w tym prawie jest dziwny. Z jednej strony ustawa w ogóle mówi o produktach homeopatycznych, w dodatku nazywając je produktami leczniczymi. Z drugiej – specjalny artykuł powiela wymogi stawiane prawdziwym lekom, poza jednym: „nie wymagają dowodów skuteczności terapeutycznej”. Tak jakby rząd Buzka, który przesłał do sejmu projekt ustawy w tej postaci, nie mógł zdecydować się czy wierzy w homeopatię, czy jednak nie wierzy. Zapewne artykuł ten sformułował ktoś, kto stanowczo wierzył w zyski ze sprzedawania cukru po 1000 zł za kilogram, a więc nie fanatyk, tylko, jak się u nas o takich ludziach mówi, „zdolny biznesmen”.

Można by wymieniać więcej przejawów fanatyzmu i zbiorowej histerii: strach przed GMO i elektrowniami atomowymi (wynikający z braku wiedzy o mechanizmach działania świata, wpływającym też na skłonność do wiary w homeopatię), niechęć do uznania, że nagła nadprodukcja dwutlenku węgla może nie być łatwa do przełknięcia przez ekosystem, pozostawianie swoich kup na ulicy (należących do właściciela psa, który je zrobił), strach przez marihuaną, tak jakby była bardziej szkodliwa od kawy albo nawet od alkoholu, upieranie się przy błędach językowach zamiast ich zwalczania („nie ma słowa «tę»”, „witam”) i wiele, wiele innych, ale nie będę już więcej wymieniał, bo jeszcze sobie narobię wrogów.

Opublikowano filozofia, fizyka, radio, religia, szarlatani, telewizja, UNIX | Otagowano , , , , | 2 komentarzy

Utęskniony koszmarny świat

Książka Tomasza Terlikowskiego „Operacja «Chusta»” ukazała się już dwa lata temu, ale się nie zdezaktualizowała. Przeczytałem ją dopiero niedawno i ujęła mnie prostotą i szczerością. Widzę w niej kontynuację nieudanej sagi Stanisława Krajskiego przerwanej po dwóch tomach z powodu niezdolności autora do twórczości literackiej. Terlikowskiego czyta się znacznie lżej bo styl jest lepszy, w książce jest więcej treści, ale tematyka jest podobna: świat opanowany przez okrutną Unię, z nielicznymi enklawami wolności. U Krajskiego jest to Słowacja (nieaktualne!) i wykupiony teren w Polsce, coś na kształt posiadłości o. Rydzyka na obrzeżach Torunia. Pierwsza próba tego autora w dziedzinie fantasy to inna książka: „Akcja Katolicka – ostatnia szansa dla Polski”.

Terlikowski w swojej książce przedstawia w wielu szczegółach cudowny świat swoich marzeń, w którym władze państwowe nie tylko nie finansują hojnie Kościoła Katolickiego i nie obniżają mu podatków, ale również nie są na niego obojętne, tylko szczerze go nienawidzą. Funkcjonariusze tajnej policji do głębi przejęci są cudowną chustą wystawianą w kościele, Jezusem i papieżem. Najczarniejszy charakter książki jest wręcz zabobonny – nic dziwnego, że jego kariera kończy się cudownym nawróceniem. Papieżowi, zamiast pokornie finansować jego wycieczki, władze podstawiają nogi do tego stopnia, że po którymś jego wyjeździe nie wpuszczają go z powrotem na teren Unii (gdyby tak Włosi nie pozwolili wrócić B16 z Kuby…). Władze, zamiast wieszać krzyże w szkołach, urzędach i szpitalach, usuwają kolumnę Zygmunta z powodu stojącego na niej krzyża. Zamiast zakazywać aborcji albo tylko do pewnego stopnia na nią zezwalać – przeciwnie, wprowadzają nakaz aborcji, która jest obowiązkowa, jeżeli ciężarna nie ma 18 lat. Tu wreszcie, w Świecie Terlikowskiego (dalej: ŚT) naprawdę istnieją mityczni suto opłacani za walkę z religią dziennikarze. Zamiast łatwych doktoratów dla hierarchów kościelnych w ŚT jest surowa kontrola państwa nad uczelniami teologicznymi. Można by powiedzieć, że w ŚT Bóg jest na swoim miejscu i wszystko jest na swoim miejscu. Nazwiska znienawidzonych przez autora osób publicznych zostały użyte do nazwania czarnych charakterów – i wszystko jest jasne i uporządkowane.

Więc wreszcie wszystko jest jasne. To właśnie ŚT opisują na co dzień takie media jak Fronda, Radio Maryja czy TV Trwam. Na s. 84 czytamy o pozbywaniu się pracowników-chrześcijan. Skąd my to znamy? Oczywiście, że z artykułu ks. Bartnika w „Naszym Dzienniku” odczytywanego grobowym głosem Marka Prałata, lektora Radia Maryja! To tam właśnie pojawiły się informacje, że chrześcijanie w Polsce nie dostają stanowisk. Również eutanazja w ŚT nie ma nic wspólnego ze swoją definicją, tylko jest taka jak u ojca Rydzyka: nie pomocą, ale morderstwem. W ŚT encykliki Jana Pawła II nie kurzą się w kącie, ale są rozchwytywane przez wiernych, a tępione zajadle przez policję, która widocznie się również bardzo przejmuje ich treścią, mogącą zrewoltować tłumy. Śmieliście się z opowieści abp. Michalika o katolikach z getcie? W ŚT właśnie tak jest, katolicy żyją w enklawie na Pradze. Taka jest szczera prawda i nie ma się z czego śmiać! Edukatorzy seksualni i państwo, zamiast karać za pedofilię i ją tępić, propagują ją, a Kościół… potępia. Dziwne, że również nie zoofilię – przecież wiadomości o propagowaniu zoofilii przez rząd Hiszpanii (wyssane z katolickiego palca) pojawiły się już wielokrotnie, zarówno na falach RM, jak stronach WWW Frondy. Ale widzicie już o co chodzi – Terlikowski w swojej książce pisze to, co zwykle w swoim internetowym serwisie, tyle że zagęszczenie nieszczęść jest nieco większe niż we Frondzie czy mediach o. Rydzyka. Więc jeżeli przeczytacie w mediach katolickich fanatyków znowu coś w rodzaju „zakaz mówienia mama i tata w Szkocji”, to się nie dziwcie. Te media to wielka platforma propagowania literatury fantasy i political fiction.

Opublikowano katolicyzm, propaganda, Radio Maryja, religia, TV Trwam | Otagowano , | 3 komentarzy

Czy historia się powtórzy?

O. Tadeusz Rydzyk, rozwijając Radio Maryja, nie wziął w 1994 r. udziału w konkursie na nadawanie przez ogólnopolskie sieci radiowe (zwyciężyły wtedy rozgłośnie RMF i Zet, stacje nadające marną muzykę). Złożył podanie o koncesję na ponad 100 małych nadajników, którą Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji zamieniła potem na koncesję i pokrycie ogólnokrajowe. Ponieważ była to sieć radiowa sklecona ad hoc, KRRiT powoli wypełniała obietnicę ogólnokrajowego zasięgu. Uruchomiona w pod koniec lat 90-tych przez rządzącą wtedy Akcję Wyborczą Solidarność (razem z Unią Wolności) Najwyższa Izba Kontroli pod dowództwem Janusza Wojciechowskiego (obecnie felietonisty w RM) stwierdziła, że owszem, obietnica zasięgu ogólnokrajowego została wydana niezgodnie z prawem, ale ponieważ została złożona, trzeba jej dotrzymać i stworzyć RM takie warunki do nadawania, jakie mają zwycięzcy konkursu.

Po czym, w 2001 r., na sam koniec urzędowania, AWS obdarował o. Rydzyka ustawą o darmowej koncesji dla RM, na czym o. Rydzyk zaoszczędził już od tego czasu kilkadziesiąt milionów złotych. Warunkiem zarówno zniżkowej koncesji, jaką RM miało przedtem, jak i darmowej, jaką miało potem, było nienadawanie reklam. RM nadawało reklamy, a w 2003 r. powstała TV Trwam, która często nadaje reklamy nieoznakowane, przegrywa procesy o zniesławienie i, tak jak RM, posługuje sie ksenofobią. Ale KRRiT niczego nie dostrzegała. Za przewodniczącej Danuty Waniek KRRiT nie reagowała na skargi na nielegalne reklamy w
RM, KRRiT nie zrobiła nic za przewodniczącego Juliusza Brauna, do zaprzestania ich nadawania wezwała dopiero w 2007 r. kolejna przewodnicząca, Elżbieta Kruk, potem, w 2009 r., Witold Kołodziejski, następnie w 2010 r., Jan Dworak. I nic się nie działo, aż do r. 2012, w którym, po kolejnej skardze rozpatrywanej 10 miesięcy, Warszawska Prowincja Redemptorystów została ukarana za nielegalne nadawanie reklam karą w wysokości 4000 zł.

Najwięcej przywilejów – odsiecz NIK-u i darmową koncesję – o. Rydzyk dostał w wyniku wprowadzenia do sejmu swoich posłów i poparcia przez AWS. Czy historia się powtórzy? Tym razem chodzi o przywileje i pieniądze dla TV Trwam.

O. Rydzyk poprzez swoją prywatną fundację Lux Veritatis stanął w zeszłym roku do konkursu, ale bez pieniędzy. Za samo nadawanie w multipleksie trzeba zapłacić przez dziesięć lat 80 mln zł. Fundacja o. Rydzyka ma prawie 70 mln zł – ale długów – i niewiele gotówki. Nie przeskoczy tej ok. 150-milionowej luki finansowej nawet przy pomocy finansujących go SKOK-ów, więc potrzebny jest nacisk polityczny.

Do tego bardzo potrzebne jest zjednoczenie partii popierających o. Rydzyka. Czy nacisk paru opozycyjnych ugrupowań wystarczy żeby dać koncesję TV Trwam, czyli tak naprawdę wydusić z nas, obywateli, brakujące pieniądze?

PiS i o. Rydzyk pokładają wielką nadzieję w NIK-u rządzonym przez prezesa nominowanego przez PiS. Czy prezes Jezierski będzie chciał zostać podnóżkiem i felietonistą o. Rydzyka tak, jak jeden z jego poprzedników? Znalezienie nawet małego niedociągnięcia mogłoby zostać rozdmuchane do monstrualnych rozmiarów, może by się dało powołać komisję śledczą itd. itp.

Inna droga może prowadzić przez sąd. O. Rydzyk jednak nie spodziewa się, że sprawiedliwość i tak będzie po jego stronie, a wręcz boi się procesu, chociaż ostatecznie jednak pozwał decyzję KRRiT o nieprzyznaniu koncesji do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego.

Jeszcze inna możliwość to nacisk na KRRiT rządu i premiera Tuska, który mógłby chcieć uniknąć niepokojów społecznych (pomysł podsunięty mi przez JK). Byłaby to jednak bardzo ryzykowna dla niego droga, bo gdyby się wydało, że naciska w ten sposób, to by bardzo wiele politycznie stracił. Natomiast popierając Dworaka, a nawet tylko zgłaszając swoje desinteresment w sprawach należących do KRRiT, może wiele zyskać.

Czy jednak huragan propagady i nacisków może złamać kręgosłup Jana Dworaka? Obserwowałem go regularnie w czasie kilkunastu ostatnio odbytych posiedzeń komisji sejmowych, na których PiS walczył o przywileje dla TV Trwam. Jak na razie nie wygląda na człowieka, który dałby się zastraszyć. Nie sądzę żeby dało się coś zrobić w męczącej o. Rydzyka sprawie bez wyrzucenia przewodniczącego KRRiT. A gdyby to się udało (przez NIK, komisję śledczą, zamach kamikadze…), to wtedy co? Jeżeli przez konkursowe sito zostałaby przepchana TV Trwam, to również inne telewizje, które nie mają pieniędzy miałyby prawo pójść tą samą drogą. A jest ich więcej niż dotychczas przyznanych kanałów, razem z TV Trwam aż sześć. W tym jedna stacja Tele 5 (Medianet) również, jak TV Trwam, odwołuje się do sądu. A gdyby mogły dostać coś stacje bez pieniędzy, to co wtedy zrobić z sześcioma innymi stacjami, które mają fundusze, ale przegrały zapewne dlatego, że cztery inne stacje, te które dostały koncesje, miały fundusze większe? (dwie z nich nadają marną muzykę – historia się powtarza) A gdyby nawet zostawić wyniki konkursu w spokoju i w ewentualnym nowym składzie KRRiT skupić się na ustawieniu następnego konkursu, który ma się odbyć pod koniec tego roku? Tu, gdyby odpowiednio ustawić kryteria (któż mógłby być piękniejszy od o. Rydzyka?!), można by wcisnąć TV Trwam na multipleks, ale przy dużym ryzyku unieważnienia konkursu przez sąd. Pozostaje więc tylko specjalna ustawa dla o. Rydzyka, taka jak za AWS, w przypadku Radia Maryja – że TV Trwam nie płaci, bo kłamstwa, które rozpowszechnia są najlepsze, a oglądają ją z rozkoszą miliony (w rzeczywistości dziesiątki tysięcy). Tylko czas AWS i UW się skończył, i choćby sprzymierzyli się szefowie PiS, PJN, SP, PR, UPR, NOP i ONR, to dzisiaj takiej ustawy nie przepchną.

Demonstracja poparcia TV Trwam we Włocławku (mlodywloclawek.pl).
Opublikowano demokracja, katolicyzm, KRRiT, media, prawo, propaganda, Radio Maryja, religia, TV Trwam | Otagowano , , , , | 3 komentarzy

Mój NZS: Wielka demonstracja

Od 1988 r. Niezależne Zrzeszenie Studentów, zdelegalizowane przez władze w styczniu 1982 r., próbowało się ponownie zarejestrować. W niektórych miastach struktury przetrwały całe lata 80-te, w innych były tworzone od nowa, przeważnie w łączności z działaczami pierwszego NZS-u. Początkowo myśleliśmy o rejestracji organizacji uczelnianych w poszczególnych miastach, a więc np. NZS Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, ale ostatecznie za lepszą uznaliśmy rejestrację ogólnopolską. Ponieważ w międzyczasie zmieniło się prawo dotyczące organizacji, mieliśmy okazję otrzymać odmowę rejestracji aż pięć razy (w dwóch instancjach wg starszego prawa i w trzech na mocy nowego prawa o stowarzyszeniach, nie licząc odmowy rejestracji I NZS-u jeszcze w 1980 r.), co było zawsze świetną okazją do protestów. Czwarta odmowa nastąpiła w styczniu 1989 r., niedługo przed rozpoczęciem rozmów Okrągłego Stołu, do których wybieraliśmy nawet swoich reprezentantów. Ale na razie zajęliśmy się protestem.

W Toruniu atmosfera była o tyle nerwowa, że nie było w nim dużej demonstracji od maja 1982 r. Były różne przemarsze po mszach, a 13 grudnia 1988 r. kadrowa 8-osobowa demonstracja NZS-u, w której też uczestniczyłem, ale od prawie sześciu lat nikt nie próbował zorganizować większego zgromadzenia. Znajomi naukowcy, działacze „Solidarności”, byli pełni obaw. Pamiętam jak zdawałem pośpiesznie egzamin z mechaniki kwantowej u prof. Jacka Karwowskiego. Bardzo chciał mi postawić czwórkę, ale nie były to czasy, w których mogłem poświęcić się pilnemu studiowaniu, więc dość szybko udowodniłem, że zasługuję tylko na trójkę i mogliśmy się zająć ważniejszym tematem – planowaną demonstracją. Prof. Karwowski, działacz solidarnościowego podziemia, w którym działała również jego żona dr Maria Anna Karwowska (ich syn Maciej, obecnie archeolog, był działaczem naszego NZS-u), uważał że lepiej powtórzyć formułę spotkania dyskusyjnego w auli uniwersyteckiej na Bielanach, do jakiego doszło na początku roku akademickiego, zamiast demonstrować w centrum miasta i narażać ludzi. Takie ostrożne podejście nie mogło się spodobać nam, młodym, żądnym sukcesu, więc rad nie posłuchaliśmy.

Ruszyły przygotowania. Rozklejaliśmy plakaty, robiliśmy transparenty. Kiedy obchodziłem kampus na Bielanach, podjechali do mnie znani mi dobrze esbecy, który już nie raz mnie zatrzymywali i zamykali w areszcie. Tym razem zdobyłem się na ucieczkę. Pobiegli za mną, ale schroniłem się do DS-7, a esbecy nie próbowali pogwałcić eksterytorialności akademika. Tego dnia byłem jeszcze w Instytucie Astronomii (może na zajęciach? chyba nie…) i w akademikach Centrum, bo również tam rozwieszałem plakaty, więc w końcu dopadli mnie na ul. Moniuszki, niedaleko DS 3: „Panie Macieju, prokurator chce a panem rozmawiać” (zmęczyli się i RM pomylił im się z Maciejem Romaniukiem, przewodniczącym naszego NZS-u). Okazało się, że tym razem, o dziwo, nie chcą mnie zamknąć, tylko zawieźć do prokuratury. Chwilę w niej czekałem, potem prokurator wzywał, więc wstałem żeby pójść, ale okazało się, że powinienem wcześniej zakończyć jedzenie herbatników, które wyciągnąłem z kieszeni i napocząłem w poczekalni (czasy nie sprzyjały regularnym posiłkom i miewałem zaległości). Prokurator i herbatniki – nie wypada. Wcześniej częstowałem esbeków, ale nie wzięli. No tak, mogły być zatrute. Gdy skończyłem herbatniki i wszedłem, prokurator postraszył mnie zamknięciem na trzy lata za nielegalną demonstrację, co w tamtych warunkach politycznych było zabawne, chociaż byłem zbyt zmęczony żeby się śmiać. Potem mnie puścili.

Demonstracja odbyła się 19 I zgodnie z planem, z tysięcznymi tłumami, chociaż bez Maćka, który miał przemawiać, ale dał się złapać. Długo dyskutowaliśmy kto ma go zastąpić. Ja nie czułem się godzien, no, może w piątej kolejności. Różni krzykacze okazali się krzykaczami pokątnymi, ale niestety nie wiecowymi. W końcu, z braku innych chętnych, zgłosiłem się ja. W tym momencie od któregoś z kolegów dostałem konspekt przemówienia wiecowego pióra W., wspomagającego nas NZS-owca I-szej generacji, wtedy (i do dzisiaj) pracownika UMK. Tekst był tak ultrapatriotycznokatolicki, że mnie odrzuciło, schowałem go do kieszeni (niestety, się nie zachował) i, mimo braku doświadczenia, przemówiłem z niczego, czyli z głowy, o tym, czym się wtedy na co dzień zajmowałem, i czego w zasadzie dotyczyła demonstracja: odmowy legalizacji NZS-u i kwestii nowelizacji ustawy o szkolnictwie wyższym. Nowelizacji domagała się wtedy uczelniana opozycja, nad projektem pracował również senat UMK, w którym byłem przedstawicielem samorządu studenckiego i uczestniczyłem w tych pracach. Na wysoki diapazon wszedł dopiero wystepujący po mnie doc. Tadeusz Jasudowicz (którego tak właśnie przedstawiłem, popełniając wielką gafę, bo nie nazwałem go, jak wtedy było przyjęte, profesorem, którego to tytułu odmawali mu komuniści z powodów politycznych – ale się nie pogniewał). Jego przemówienie zaczynało się od „Orły wy moje…” (że co? – pomyslałem) i było stosownie podniosłe. Chwała mu, że przemówił i włożył w swoje wystapienie wiele emocji, bo nie wiem czy by się znalazł inny chętny pracownik UMK, a nam przemawianie szło tak, jak opisałem wyżej.

Potem chcieliśmy iść pod Urząd Wojewódzki, a może nawet dalej (jakby dalej iść prosto, to następny byłby komitet PZPR), ale ZOMO stanęło nam na drodze. Chciałem stanąć tam gdzie ZOMO, tzn. ruszyć tłumem na pałkarzy. Możliwe, że przeceniałem nasze możliwości, w każdym razie na dalszy marsz nie zgodzili się bardziej doświadczeni koledzy. Z braku doświadczenia w walkach ulicznych wycofaliśmy się (żeby komunizm potrwał jeszcze ze dwa lata, to byśmy się doszkolili i nie mieliby z nami lekko). Potem bezładnie miotaliśmy się po rynku, to w stronę Piekar, to w stronę Szerokiej. Próbowałem atakować jeżdżącą po rynku sukę (slang: lekko opancerzoną furgonetkę marki nysa, z zomowcami), stając jej na drodze i piszcząc megafonem, ale jakoś nikt nie ruszył do ataku razem ze mną, a suka się zatrzymała i zaczęły się otwierać drzwi. Lepiej było uciekać. W końcu zebraliśmy się do kupy, ale po wyjściu na Szeroką i przejściu nią kilkuset metrów znowu zostaliśmy zablokowani. Jarek Garbowski (tak jak ja, wiceprzewodniczący naszego NZS-u) wezwał przez megafon ich dowódcę i zaproponował milicji, że rozejdziemy się spokojnie, a oni nas nie będą ścigać. I tak się stało, odeszliśmy w stronę pl. Rapackiego i akademików. Ale w zamieszaniu niektórzy znaleźli się na Łaziennej i tam jednak byli przez milicję ganiani (wg AMod).

Kilka dni po moim publicznym wystąpieniu zauważyłem, że moja atrakcyjność erotyczna znacząco wzrosła. Chyba że piękna i interesująca koleżanka, która mnie wtedy poderwała, miała na mnie oko już wcześniej. NZS został ostatecznie zarejestrowany już po wyborach, we wrześniu 1989 r., przez trzecią czy czwartą instancję w tym postępowaniu. Pierwszy NZS był zarejestrowany w lutym 1981 r., po długim okupacyjnym strajku studenckim.

Opublikowano historia, komunizm, młodzież, NZS | Otagowano | Dodaj komentarz