Mój NZS: Wielka demonstracja

Od 1988 r. Niezależne Zrzeszenie Studentów, zdelegalizowane przez władze w styczniu 1982 r., próbowało się ponownie zarejestrować. W niektórych miastach struktury przetrwały całe lata 80-te, w innych były tworzone od nowa, przeważnie w łączności z działaczami pierwszego NZS-u. Początkowo myśleliśmy o rejestracji organizacji uczelnianych w poszczególnych miastach, a więc np. NZS Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, ale ostatecznie za lepszą uznaliśmy rejestrację ogólnopolską. Ponieważ w międzyczasie zmieniło się prawo dotyczące organizacji, mieliśmy okazję otrzymać odmowę rejestracji aż pięć razy (w dwóch instancjach wg starszego prawa i w trzech na mocy nowego prawa o stowarzyszeniach, nie licząc odmowy rejestracji I NZS-u jeszcze w 1980 r.), co było zawsze świetną okazją do protestów. Czwarta odmowa nastąpiła w styczniu 1989 r., niedługo przed rozpoczęciem rozmów Okrągłego Stołu, do których wybieraliśmy nawet swoich reprezentantów. Ale na razie zajęliśmy się protestem.

W Toruniu atmosfera była o tyle nerwowa, że nie było w nim dużej demonstracji od maja 1982 r. Były różne przemarsze po mszach, a 13 grudnia 1988 r. kadrowa 8-osobowa demonstracja NZS-u, w której też uczestniczyłem, ale od prawie sześciu lat nikt nie próbował zorganizować większego zgromadzenia. Znajomi naukowcy, działacze „Solidarności”, byli pełni obaw. Pamiętam jak zdawałem pośpiesznie egzamin z mechaniki kwantowej u prof. Jacka Karwowskiego. Bardzo chciał mi postawić czwórkę, ale nie były to czasy, w których mogłem poświęcić się pilnemu studiowaniu, więc dość szybko udowodniłem, że zasługuję tylko na trójkę i mogliśmy się zająć ważniejszym tematem – planowaną demonstracją. Prof. Karwowski, działacz solidarnościowego podziemia, w którym działała również jego żona dr Maria Anna Karwowska (ich syn Maciej, obecnie archeolog, był działaczem naszego NZS-u), uważał że lepiej powtórzyć formułę spotkania dyskusyjnego w auli uniwersyteckiej na Bielanach, do jakiego doszło na początku roku akademickiego, zamiast demonstrować w centrum miasta i narażać ludzi. Takie ostrożne podejście nie mogło się spodobać nam, młodym, żądnym sukcesu, więc rad nie posłuchaliśmy.

Ruszyły przygotowania. Rozklejaliśmy plakaty, robiliśmy transparenty. Kiedy obchodziłem kampus na Bielanach, podjechali do mnie znani mi dobrze esbecy, który już nie raz mnie zatrzymywali i zamykali w areszcie. Tym razem zdobyłem się na ucieczkę. Pobiegli za mną, ale schroniłem się do DS-7, a esbecy nie próbowali pogwałcić eksterytorialności akademika. Tego dnia byłem jeszcze w Instytucie Astronomii (może na zajęciach? chyba nie…) i w akademikach Centrum, bo również tam rozwieszałem plakaty, więc w końcu dopadli mnie na ul. Moniuszki, niedaleko DS 3: „Panie Macieju, prokurator chce a panem rozmawiać” (zmęczyli się i RM pomylił im się z Maciejem Romaniukiem, przewodniczącym naszego NZS-u). Okazało się, że tym razem, o dziwo, nie chcą mnie zamknąć, tylko zawieźć do prokuratury. Chwilę w niej czekałem, potem prokurator wzywał, więc wstałem żeby pójść, ale okazało się, że powinienem wcześniej zakończyć jedzenie herbatników, które wyciągnąłem z kieszeni i napocząłem w poczekalni (czasy nie sprzyjały regularnym posiłkom i miewałem zaległości). Prokurator i herbatniki – nie wypada. Wcześniej częstowałem esbeków, ale nie wzięli. No tak, mogły być zatrute. Gdy skończyłem herbatniki i wszedłem, prokurator postraszył mnie zamknięciem na trzy lata za nielegalną demonstrację, co w tamtych warunkach politycznych było zabawne, chociaż byłem zbyt zmęczony żeby się śmiać. Potem mnie puścili.

Demonstracja odbyła się 19 I zgodnie z planem, z tysięcznymi tłumami, chociaż bez Maćka, który miał przemawiać, ale dał się złapać. Długo dyskutowaliśmy kto ma go zastąpić. Ja nie czułem się godzien, no, może w piątej kolejności. Różni krzykacze okazali się krzykaczami pokątnymi, ale niestety nie wiecowymi. W końcu, z braku innych chętnych, zgłosiłem się ja. W tym momencie od któregoś z kolegów dostałem konspekt przemówienia wiecowego pióra W., wspomagającego nas NZS-owca I-szej generacji, wtedy (i do dzisiaj) pracownika UMK. Tekst był tak ultrapatriotycznokatolicki, że mnie odrzuciło, schowałem go do kieszeni (niestety, się nie zachował) i, mimo braku doświadczenia, przemówiłem z niczego, czyli z głowy, o tym, czym się wtedy na co dzień zajmowałem, i czego w zasadzie dotyczyła demonstracja: odmowy legalizacji NZS-u i kwestii nowelizacji ustawy o szkolnictwie wyższym. Nowelizacji domagała się wtedy uczelniana opozycja, nad projektem pracował również senat UMK, w którym byłem przedstawicielem samorządu studenckiego i uczestniczyłem w tych pracach. Na wysoki diapazon wszedł dopiero wystepujący po mnie doc. Tadeusz Jasudowicz (którego tak właśnie przedstawiłem, popełniając wielką gafę, bo nie nazwałem go, jak wtedy było przyjęte, profesorem, którego to tytułu odmawali mu komuniści z powodów politycznych – ale się nie pogniewał). Jego przemówienie zaczynało się od „Orły wy moje…” (że co? – pomyslałem) i było stosownie podniosłe. Chwała mu, że przemówił i włożył w swoje wystapienie wiele emocji, bo nie wiem czy by się znalazł inny chętny pracownik UMK, a nam przemawianie szło tak, jak opisałem wyżej.

Potem chcieliśmy iść pod Urząd Wojewódzki, a może nawet dalej (jakby dalej iść prosto, to następny byłby komitet PZPR), ale ZOMO stanęło nam na drodze. Chciałem stanąć tam gdzie ZOMO, tzn. ruszyć tłumem na pałkarzy. Możliwe, że przeceniałem nasze możliwości, w każdym razie na dalszy marsz nie zgodzili się bardziej doświadczeni koledzy. Z braku doświadczenia w walkach ulicznych wycofaliśmy się (żeby komunizm potrwał jeszcze ze dwa lata, to byśmy się doszkolili i nie mieliby z nami lekko). Potem bezładnie miotaliśmy się po rynku, to w stronę Piekar, to w stronę Szerokiej. Próbowałem atakować jeżdżącą po rynku sukę (slang: lekko opancerzoną furgonetkę marki nysa, z zomowcami), stając jej na drodze i piszcząc megafonem, ale jakoś nikt nie ruszył do ataku razem ze mną, a suka się zatrzymała i zaczęły się otwierać drzwi. Lepiej było uciekać. W końcu zebraliśmy się do kupy, ale po wyjściu na Szeroką i przejściu nią kilkuset metrów znowu zostaliśmy zablokowani. Jarek Garbowski (tak jak ja, wiceprzewodniczący naszego NZS-u) wezwał przez megafon ich dowódcę i zaproponował milicji, że rozejdziemy się spokojnie, a oni nas nie będą ścigać. I tak się stało, odeszliśmy w stronę pl. Rapackiego i akademików. Ale w zamieszaniu niektórzy znaleźli się na Łaziennej i tam jednak byli przez milicję ganiani (wg AMod).

Kilka dni po moim publicznym wystąpieniu zauważyłem, że moja atrakcyjność erotyczna znacząco wzrosła. Chyba że piękna i interesująca koleżanka, która mnie wtedy poderwała, miała na mnie oko już wcześniej. NZS został ostatecznie zarejestrowany już po wyborach, we wrześniu 1989 r., przez trzecią czy czwartą instancję w tym postępowaniu. Pierwszy NZS był zarejestrowany w lutym 1981 r., po długim okupacyjnym strajku studenckim.

Advertisements

Informacje o rafalmaszkowski

http://pl.wikipedia.org/wiki/Rafał_Maszkowski
Ten wpis został opublikowany w kategorii historia, komunizm, młodzież, NZS i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s