Wpływ mechaniki budowli na seks

Jacek Pulikowski, w audycjach Radia Maryja przedstawiany jak docent doktor inżynier, pracownik dydaktyczny Zakładu Mechaniki Budowli Wydziału Budownictwa Politechniki Poznańskiej to jeden z wielu współpracowników o. Rydzyka, który zawodowo zajmując się naukami technicznymi, amatorsko robi wypady na tereny humanistyczne. Janusz Kawecki, profesor zwyczajny inżynier z Krakowa, zajmujący się mechaniką budowli ma stałą audycję w RM. Doktor inżynier Antoni Zięba, pracownik tego samego zakładu na Politechnice Krakowskiej specjalizuje się w fałszowaniu informacji na temat aborcji. Do kompletu można dodać krakowskiego fizyka, prof. Rafała Brodę, który w zeszłym roku zajmował się sondowaniem opinii publicznej i wyszło mu, że to Jarosław Kaczyński, ze sporą przewagą, wygra w pierwszej turze wyścig do prezydentury. Ciekawe, że jest w mechanice budowli jakaś siła, która zmusiła dwóch z trzech wymienionych naukowców od budownictwa do przejścia na etat dydaktyczny po to, żeby oddawać się bez przeszkód swoim ulubionym tematom związanym z seksem. Nie widzę niczego złego w zmianie specjalizacji, czy w zajmowaniu się różnymi tematami naraz, ale jeżeli działalność dodatkowa staje się ważniejsza niż pierwotnie uprawiana i wchodzi się z nią na forum publiczne, minimalny wymóg to fachowość i uczciwość również w tej nowej dziedzinie. Stanowczo potępiam dyletantyzm i wątpliwej wartości sensacje, propagandą podszyte. Dzisiaj chce się skupić na jednej z bardzo wielu radiomaryjnych audycji dr. Jacka Pulikowskiego.

7 czerwca J. Pulikowski miał w RM, w stałej audycji Leszka i Elżbiety Polakiewiczów referat na temat „Razem czy osobno – mieszkanie przed ślubem”. Prelegent zaczął od potępienia wolnych związków. Według niego sama nazwa jest alogiczna, bo związek sprzeczny jest z wolnością. Rzeczywiście to określenie ma posmak oksymoronu, a równocześnie wydaje mi się tak słabo zdefiniowane, że go nie używam. Odróżniam raczej związki erotyczne, które są świadomie przelotne od tych stałych, które w gruncie rzeczy są małżeństwami, niezależnie czy są to małżeństwa kościelne, państwowe czy tylko prywatne. Nie używam też innego piętnowanego przez prelegenta określenia – związek na próbę, bo całe życie jest próbą i w każdej chwili próba może okazać się nieudana, chociaż należy sobie zdawać sprawę z konsekwencji tego, co się uda albo nie uda.

Mimo oddawania pokłonów modernistycznej równości, z J. Pulikowskiego wyłaził co chwilę stary szowinista, np. kiedy mówił, że po „związku na próbę” kobieta jest jak nadgryzione jabłko i, po porzuceniu, w kolejnym związku skazana jest na gorszego (jeszcze gorszego?) partnera. Mężczyzna jest chyba nie do ugryzienia, za to kieruje nim chęć zdobywania i kiedy już zdobędzie – to przestaje. No właśnie. Jest to poważny agrument przeciwko formalizowaniu związku, bo niektórzy mogą mieć złudzenie, że formalności to koniec zdobywania i oklapną zaraz po nich.

Pulikowski cytował bez podania źródła jakieś badania, z których miało wynikać, że 90% kobiet chce trwałego związku, a 80% mężczyzn „w ogóle nie dopuszcza myśli związania się na trwałe (…) nie dopuszcza myśli ożenku”. Takie wyniki stałyby w sprzeczności z wieloma badaniami wartości, które zarówno w Europie, jak i w Polsce pokazują, że dla obu płci najważniejsza jest rodzina, a więc z pewnością stały związek, i to zwykle związany z posiadaniem dziecka. Może w sondażu pomylono kwestię „związania się na trwałe” z kwestią „ożenku”, które prelegentowi wyraźnie wydają się tożsame, podczas gdy ankietowanym mogły się nie wydawać.

Dla Pulikowskiego związek bez pieczęci kościelnej lub chociaż państwowej jest równoważny z chęcią pozbycia się odpowiedzialności. Opowiedział też historię o tym jak uczestnik „wolnego związku” korzystał z tego, że partnerka prała, sprzątała i prasowała, podczas gdy on sam jeździł na dziwki. Ja nie widzę, niestety, żadnych przeszkód w wykazywaniu braku odpowiedzialności lub jeżdżeniu na dziwki również w związku sformalizowanym, również kościelnie (znam takie przypadki). Wszystko zależy od ludzi, od ich uczciwości i odpowiedzialności, a w najmniejszym stopniu od formalności.

Podobnie nielogiczna jest przypowieść o tym, że poznawanie się przed ślubem poprzez wspólne zamieszkanie wyłącza widzenie wad, bo seks je zasłania, a „dopiero po ślubie one z podświadomości wychodzą i mamy sytuację rozwodową”. Owszem, z pewnością seks może zasłaniać wady, ale to znowu argument co najmniej obosieczny: pożądanie przed ślubem (albo pragnienie – nie wiem czemu w tych kręgach „pożądanie” jest uważane za słowo brzydkie), jak też seks zaraz po ślubie może zasłaniać wady równie dobrze, więc moment ewentualnego załatwienia formalności nie ma znaczenia.

Pulikowski chętnie straszy. Straszy rodziców młodych ludzi i wzywa ich do zdecydowanej reakcji, ale nie tylko ich, również tych, którzy wynajmują pokoje parom, a którzy podobno i tak prześladują „pary, które muszą się ukrywać” (przed kim?) poprzez pobieranie wyższych opłat. Mężczyzna w związku bez formalności wykorzysta, porzuci i zagarnie majątek, partnerzy są skazani na zazdrość, nie ma poczucia bezpieczeństwa, a świadomość, że w każdej chwili można się rozstać jest destrukcyjna dla więzi. Czy w formalnym małżeństwie taka świadomość zanika?

Ale największym argumentem Pulikowskiego, podawanym już zresztą do wierzenia przez ojców redaktorów, jest to, że ludzie, którzy nie sypiają ze sobą przed ślubem dużo rzadziej się rozwodzą. Wniosek jest prosty: cnota zostaje nagrodzona związkiem, w którym aż miło być. Jest to jeden z wielu przykładów pseudonaukowych wywodów, w których celowo mylone są skutki i przyczyny. Są ludzie, którym wpojono, że choćby związek był koszmarem, nie wolno się rozwieść. Są też ludzie, których nauczono, że seks można uprawiać tylko za oficjalnym zezwoleniem. Prawdę mówiąc, jeżeli ktoś w to uwierzy, to może uwierzyć już we wszystko. Tak się składa, że grupy wyznające oba wymienione poglądy prawie się pokrywają. Te dwa poglądy są nauczane w ramach tego samego pakietu i tej samej ideologii. Więc nic dziwnego, że jest między nimi korelacja. Natomiast wywodzenie z tej, być może nawet faktycznie zachodzącej prawidłowości, wniosku, że powstrzymanie się od seksu powoduje, iż przyszły związek będzie tak wspaniały, że żadna ze stron nie pomyśli nawet o rozwodzie, jest z gruntu błędne. A do tego, jak się obawiam, rozgłośnia chciałaby przekonać młodych a naiwnych słuchaczy. Albo chociaż ich babcie.

Cała audycja.

Reklamy

Informacje o rafalmaszkowski

http://pl.wikipedia.org/wiki/Rafał_Maszkowski
Ten wpis został opublikowany w kategorii budownictwo, katolicyzm, propaganda, Radio Maryja, seks i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

9 odpowiedzi na „Wpływ mechaniki budowli na seks

  1. joni pisze:

    Dlaczego RM ma być anielskie, a GW szatańska? Wszak oba publikatory dziełem są człowieka, a zatem nie mogą być z gruntu święte lub z gruntu fałszywe. Każdy środek masowego przekazu poddany jest prawom medialnym i każdemu daleko do świętości, bo po pierwsze: nie stworzysz w nim sytuacji świadectwa z uwagi na przewagę nadawcy nad odbiorcą i możliwością odwrócenia się nadawcy od odbiorcy, po drugie: ich środkiem działania zawsze jest socjotechnika, nie ewangelizacja, po trzecie: nadawanie informacji zawsze jest skażone błędem Interpretatora i jego podporządkowaniem (uwikłaniami politycznymi). A zatem ja, gdy się chce modlić, wchodzę do swej izdebki i czytam Pismo święte, gdy chce się napić wódki, otwieram barek, a gdy chcę pójśc na dziwki, mówię, że mnie na to nie stać (finansowo) i nie idę. Nie jestem święty. Jestem (chyba) normalny…

  2. Moni pisze:

    A mnie RM bardzo pomoglo scalic moja rodzine i uchronic ja przed rozpadem, miedzy innymi cykl audycji o ktorej Pan pisze. Bardzo wiele im zawdzieczam… bycie lepszym czlowiekiem, po prostu… ale nie wydaje mi sie by Pan to zrozumial… Z Pulikowskim czasem sie minimalnie nie zgadzam, ale przeslanie jest w porzadku – jesli jestes Katolikiem – to nim badz…Pulikowski nie mowi do ateistow ale ludzi wierzacych i gdzie jak gdzie ale w RM nie trzeba chyba o tym przypominac. Bez wiary trudno uwierzyc w cos takiego jak dziesiec przykazan, wiec gdyby Pan zaczal komentowac Koran to pewnie bylo by to samo… Jesli ktos chce praktykowac te dziesiec przykazan, a wiec min. nie ma sexu przed slubem i poza malzenstem, nie rozstajemy sie bo hormony przestaly dzialc po dwoch latach, staramy o to malzenstwo do konca (na prawde sie staramy) etc. to mala szansa, ze ludzie sie rozstana. I tego te audycje ucza – teoretycznie i praktycznie. Mnie nauczyly i jestesmy ciagle razem, nawet szczesliwsi niz na poczatku zwiazku…Wszystko jest mozliwe ;o) Jesli cos w tym zlego i zna Pan lepsza droge to good luck! Pewnie, ze mozna to samo osiagnac bedac niewierzacym, ale tu trudniej jest poskromic swoj egoizm, wiec czesto sie nie udaje…Parafrazujac Kieslowkiego jesli ta audycja pomoze choc jednemu czlowiekowi to warto bylo ja robic…
    P.S. Poza tym Pulikowskiego znam z poradnii malzenskiej gdzie od wielu lat pomaga ludziom w kryzysiejako terapeuta, co innego chyba zawod wyuczony a praktykowany…Czy pozauniwersytecke kwalifikacje sie nie licza?

    • Dziękuję za wypowiedź – szczerą i na temat. Prawdę mówiąc nie spodziewałem się takiej dobrej polemiki i bardzo się z niej cieszę. W tekście chciałem przede wszystkim zwrócić uwagę na mylenie pojęć i brak zrozumienia tematu. Może to tylko dobra chęć ukazania tych „złych” w jeszcze gorszym świetle, żeby mocniej postraszyć „dobrych”, ale z pewnością takie podejście rzuca cień na całość wywodów, bo jeżeli argumenty są fałszywe, to mogą być takimi i wnioski. Niektóre audycje poradnicze w RM są rzeczywiście wartościowe, ale ta wydaje mi się na siłę nagięta ideologicznie i propagandowo, a przy tym chyba nieprzypadkowo mizoginiczna. Czasem w RM nawet ksiądz psycholog radzi mądrze, tak jak mógłby radzić każdy inny psycholog z poradni, ale często ideologia zasłania świat.
      Zapewne łatwiej jest pozostać ze sobą wbrew wszystkiemu, jeżeli z góry się zakłada, że nie wolno się rozstać, ale powinny być pewne granice. Czy będzie to dopiero przemoc lub alkoholizm, czy już niemożność dogadania się przez lata – myślę, że każdy powinien przemyśleć sam.
      Jeżeli chodzi o kwalifikacje, to pisałem, że doceniam wielodyscyplinarność, sam zajmuję wieloma dziedzinami i oczywiście większość z nich znam bardziej od strony praktycznej niż teoretycznej. Na lekturach (najlepiej jednak z uwzględnieniem akademickich) i doświadczeniu można zbudować dużo, ale jeżeli terapia u J. Pulikowskiego opiera się na tych samych nie zawsze prawdziwych argumentach, to pacjent może nawet sam, bez czytania mojego skromnego bloga, dojść do wniosku, że jej podstawy są kruche.

  3. ccc pisze:

    @Zdzichu

    W Polsce jest milion problemow wazniejszych niz malzenstwa i aborcje a jakos przedstawieni panowie nie maja skrupulow. Uderz do nich moze?

  4. Aramis pisze:

    Ciekawe Panie Zdzichu, czy Maszkowski ma jakiś dyplom z podsłuchiwania, kłamania oraz prymitywnego donosicielstwa? Z jego tekstu wynika, że musi coś takiego mieć, aby móc takie okropne rzeczy robić. No chyba, że jemu wolno się czymś innym zajmować, ale profesorom związanym z Radiem Maryja to już nie bardzo, bo to przecie niezgodne z ich wyuczonym zawodem. Dobrze rozumuję, Panie Maszkowski? Oczywiście, że tak!

    • bzdetnet pisze:

      Czy Aramis dobrze rozumuje? Tak! Sam sobie odpowiedział. A w rzeczywistości jedyne co zrobił to sobie trochę popluł. Oczywiście w świętym przekonaniu, że jego żmijowa mowa to w rzeczywistości sama prawda.

      Jak jadowity człowieku można:

      1. Podsłuchiwać publicznie emitowane radio?
      2. Gdzie Rafał Maszkowski kłamie?
      3. Czy zwracanie uwagi na kłamstwa i łamanie prawa nadawcy SPOŁECZNEGO można nazwać donosicielstwem?

      Na dokładkę Aramis nie zrozumiał tego co komentuje. Zarzut Rafała wobec owych profesorów to nie fakt, że wyszli poza swoją specjalizację, ale że plotą żałosne androny.

  5. Zdzich pisze:

    Jezu człowieku, że ci się chce to wypisywać. Zajmij się czymś innym. Na prawdę w Polsce jest milion problemów ważniejszych niż RM. To przecież jakaś obsesja.

    • Mój szanowny Czytelnik postępuje niekonsekwentnie. Jeżeli problem jest tak mało ważny, tym mniej ważny jest mój skromny blog. Ale Czytelnik jednak komentuje, i to emocjonalnie.
      Ja jednak uważam, że jak marginalne by nie było Radio Maryja (główna rozgłośnia radiowa Kościoła Katolickiego w Polsce), to bzdury, które są tam w kółko powtarzane pojawiają się też gdzie indziej, więc warto je opisać choćby dlatego.

      • Woziwoda pisze:

        Proszę starannie publikować te bzdury. Jestem ciekaw jaki rodzaj absurdów i pospolitych kłamstw kształtuje świadomość sporej części społeczeństwa i z zainteresowaniem czytam opracowania i notatki kogoś, kto ma czas na rzetelne zbieranie tego typu informacji.
        Życzę wytrwałości.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s