Konferencja PiS o GMO

Recenzja z książki z konferencji PiS o żywności genetycznie modyfikowanej, którą określa się często angielskim skrótem GMO. Konferencja odbyła się już kilka lat temu, w 2008 r., ale temat ten co jakiś czas jest ponownie dyskutowany, więc pomyślałem, że warto opowiedzieć co dla tej kwestii wynika z konferencji PiS. Książka:

Konferencje programowe Prawa i Sprawiedliwości
Polska wolna od GMO
Perspektywy europejskie i narodowe
red. Izabela Kloc, Hieronim Teodor Wawrzyński, Krzysztof Jurgiel
Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2008

Książka jest zapisem wystąpień z Ogólnopolskiej Konferencji Programowej „Polska wolna od GMO” (GMO – Genetically Modified Organisms, organizmy genetycznie modyfikowane), która odbyła się 5 marca 2008 r. w Warszawie w Sali Kolumnowej sejmu. Pierwsza część konferencji to wystąpienia polityków: P. Gosiewskiego, A. Bielana, J. Kaczyńskiego, J. Szyszki, ale również osób wygłaszających mniej lub bardziej naukowe referaty: T. Żarskiego, M. Chorążego, St. K. Wiąckowskiego, J. Narkiewicza-Jodko, P. Polaneckiego. Potem nastąpiła kolejna seria wypowiedzi polityków: J. Wojciechowskiego, R. Czarneckiego, K. Jurgiela, Sz. Giżyńskiego, J. Chróścikowskiego, K. Ardanowskiego i ponownie J. Szyszki. Większość występujących kreśliła czarny obraz zagrożeń związanych GMO i badań wskazujących na szkodliwość takiej żywności. Jedno z działań, na którym zależało prelegentom to zakaz zarówno hodowania roślin GM jak też importu pasz GM, zwłaszcza używanej w Polsce od wielu lat w dużych ilościach soi.

W ostatniej części – dyskusji – tego rodzaju wystąpienia były kontynuowane, włącznie z referatem P. Wawrzyńskiego grożącego, że otwarcie na GMO oznaczać będzie „prymat nauki nad moralnością” i akceptację „aborcji, eutanazji czy badań nad ludzkim zarodkiem” oraz wystąpieniem trzech studentów pt. „Studenci chcą aby Polska była wolna od GMO”. Skądinąd wiem, że byli to uczniowie Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej należącej do fundacji o. T. Rydzyka. Kierowane przez właścicieli WSKSiM Radio Maryja od lat zawzięcie propaguje nienawiść do GMO, równocześnie kokietując elektorat wiejski, co według mnie jest sprzeczne.

Pojawiły się jednak też głosy odstające od tego zgodnego chóru. Prof. F. Brzóska z Instytutu Zootechniki wskazał, że „GMO posiada wiele zalet, w tym tę, że o połowę redukuje ilość środków chemicznych stosowanych w jej ochronie, przez co poprawia, a nie pogarsza, jakość nasion i oleju”, a poza tym „dotychczas nie stwierdzono przypadku ujemnego wpływu soi GMO na zdrowie zwierząt i ludzi konsumujących mleko, jaja czy mięso pochodzące od zwierząt żywionych paszami GMO”. Referat ten oraz referat J. Seremak-Bulge i K. Hryszko z Zakładu Badań Rynkowych IERiGŻ-PIB koncentrował się na palącym, w obliczu możliwości wprowadzenia zakazu stosowania soi GM jako paszy, problemie zastąpienia tej soi soją nie-GM lub innymi paszami: rzepakiem i pozostałościami z jego przetwarzania, pozostałościami ziaren słoneczników, orzeszków ziemnych (śruta arachidowa), nasionami grochu, peluszki, bobiku i łubinu, mączką rybną, wywarem kukurydzianym, drożdżami i mlekiem w proszku. Wnioski: w większości przypadków jest to nieopłacalne ze względu na wyższą cenę albo niższą efektywność karmienia, niemożliwe z powodu niskich możliwości produkcyjnych, zagraża zdrowiu albo nie wiadomo czy dana pasza może być bezpiecznie używana w dużych ilościach. Paszami rzepakowymi można karmić tylko tuczniki, bo „czynnikiem ograniczającym jest nierozpoznany wpływ substancji przeciwodżywczych i włókna w paszach rzepakowych na organizmy zwierząt rozpłodowych i młodych”. W pewnym zakresie można stosować śrutę słonecznikową (produkt uboczny produkcji oleju słonecznikowego), ale niektórym zwierzętom może ona szkodzić: „przekroczenie określonych poziomów śruty słonecznikowej w mieszankach pełnoporcjowych dla drobiu i młodych świń (prosiąt i warchlaków) powoduje obniżenie wskaźników produkcyjnych, pojawiają się problemy ze zdrowotnością ptaków, mokre odchody i brudne jaja”. Śruta arachidowa z kolei ma specyficzny skład, który wymaga uzupełniania niektórych aminokwasów w paszy, poza tym wymaga dużej ostrożności przy przechowywaniu, bo budzi obawy rolników o „skażenie zwierząt toksynami i powodowanymi przez toksyny upadkami zwierząt”. Nasiona grochu i bobiku zawierają „inhibitory enzymów trawiennych” i nie zaleca się ich stosowania w paszy dla młodych zwierząt. Mączka rybna może grozić rybim posmakiem w jajach i mięsie, poza tym jest droga. Gorzelniany wywar kukurydziany może być skażony toksynami pleśniowymi (tu przychodzi na myśl możliwość stosowania mniej narażonej na grzyby kukurydzy GMO, ale to by zaprzeczało celowi całego tego ćwiczenia) i trudno go zestandaryzować. Duży udział drożdży w paszy grozi zwierzętom kamicą moczanową. Dobry jest gluten kukurydziany, ale drogi. Stosunkowo najprostszym rozwiązaniem wydaje się używanie soi nie-GM, ale ponieważ podroży to produkcję, może się ona stać nieopłacalna, a na nasz rynek wejdą tańsze produkty zwierzęce z krajów, gdzie zwierzęta będą nadal karmione soją GM. W ten sposób, jeżeli zakaz soi GM zostałby wprowadzony, sytuacja na rynku żywnościowym byłaby ta sama, z drobną różnicą – upadku produkcji w Polsce, bo marginesy zysku są niższe niż ewentualne powiększenie kosztów. Importu mięsa zwierząt karmionych soją GM nie da się zatrzymać, bo jak zauważył Z. Bryś z Izby Zbożowo-Paszowej „nie istnieje empiryczna metoda umożliwiająca stwierdzenie czy mięso pochodzi ze zwierzęcia karmionego paszą z udziałem surowców GMO, czy wyłącznie non-GMO”. Oczywiście, że tak jest. Bardzo wyrafinowane techniki inżynierii genetycznej mogą pozwolić odróżnić GMO od nie-GMO, ale oba rodzaje organizmów zjedzone przez zwierzęta albo przez nas i w procesie trawienia rozdrobnione mechanicznie i chemicznie nie różnią się już niczym. Czy taki fakt nie powinien wstrząsnąć tymi, który twierdzą jak cierpią i chorują zwierzęta karmione GMO? Tymczasem w ich mięsie nie zostaje nawet ślad tych rzekomych cierpień i chorób. T. Orlikowska z Instytutu Sadownictwa i Kwiaciarstwa zbiła inny argument polityków, dotyczący konieczności corocznego kupowania materiału siewnego GMO: „taki problem dotyczy obecnie wszystkich odmian, też otrzymanych metodami konwencjonalnymi, a ma swoje uzasadnienie zarówno na gruncie biologii odmian heterozyjnych, jak i prawa hodowcy do czerpania korzyści z odmiany” (heterozja – wigor mieszańców pierwszego pokolenia roślin hybrydowych). Pytałem zawodowego rolnika – rolnicy kupują ziarno na siew od producentów roślin hybrydowych, a jeżeli tego nie zrobią, tylko korzystają z wyhodowanego u siebie, to plony są marne.

Jeżeli chodzi o uprawę GMO, to należy wziąć pod uwagę to, że kukurydza nie-GMO, która jest coraz mocniej atakowana przez szkodniki, staje się przez to mało odporna na zakażenie grzybami „wytwarzającymi wyjątkowo niebezpieczne mikotoksyny” (prof. Zb. T. Dąbrowski, Katedra Entomologii Stosowanej, SGGW). Ta „niedobra” kukurydza GM, która zabija omacnicę prosowiankę znacznie zmniejsza takie zagrożenie. Zwierzęta jedzą więc „dobrą” kukurydzę nie-GM, chociaż, jak dodaje prof. Dąbrowski, „dokładny monitoring zawartości mikotoksyn w ziarnie kukurydzy dotychczas w Polsce nie był prowadzony. Niemniej uważa się, że od kilku do 30% tonaży ziarna może zawierać te bardzo szkodliwe substancje w ilościach przekraczających dopuszczalne normy”. Ten sam autor zbija również argument o tym, że toksyna Bt szkodząca omacnicy szkodzi równie mocno jednemu z gatunków motyli. Badania, które to sugerowały nie były rzetelne. Co dotyczy zresztą większości badań mających świadczyć o szkodliwości GMO cytowanych przez polityków i działaczy. Rolnik R. Szymański zwrócił uwagę, że tradycyjne opryski niszczą owady znacznie bardziej niż toksyna Bt oraz, jako praktyk, potwierdził, że „nasiona czy kukurydzy, czy to buraków, czy to rzepaku są kupowane, powinny być kupowane każdego roku. Ich się nie da, tych roślin, uprawiać samemu na polu i rozmnażać we własnym gospodarstwie”. Przypomniał też, że nikt nie żąda zakazu uprawy tytoniu, o którego szkodliwości wiemy na pewno. W. Gryn z Zamojskiego Towarzystwa Rolniczego zauważył, że Amerykanie karmieni GMO żyją o 10 lat dłużej niż my, nimi nie karmieni. Dodam, że jesteśmy karmieni GMO od wielu lat pośrednio, przez paszę GM, ale 20 lat temu, kiedy polscy rolnicy używali paszy nie-GM, długość życia w Polsce była jeszcze mniejsza.

Ten obraz rysowany przez naukowców i praktyków nie zmienił rezolucji przygotowanej do uchwalenia ani tonu wystąpień polityków. Pod koniec tej części konferencji K. Ardanowski pytał kto zapłaci odszkodowania za straty, które według niego mają powodować GMO. Nie wyciągnął wniosków z wystąpień wskazujących, że należy raczej pomyśleć np. o odszkodowaniach za skażenia grzybami upraw nie-GM. P. Połanecki też nie zwrócił uwagi na referaty naukowców, za to przytoczył stary fałszywy argument, że przed dopuszczeniem do obrotu badane są kosmetyki, ale nie jest badana żywność GM.

Na końcu książki znajduje się stanowisko konferencji rozpoczynające się od „organizatorzy konferencji”, ale podpisane ono jest przez „uczestników konferencji”. Ilu uczestników rzeczywiście się z nim zgodziło?

Reklamy

Informacje o rafalmaszkowski

http://pl.wikipedia.org/wiki/Rafał_Maszkowski
Ten wpis został opublikowany w kategorii nauka, propaganda, WSKSiM i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s