Czy wolno kraść w szabat?

7Q5

Bardzo ciekawy, zwłaszcza w świetle uwag Hyama Maccoby’ego jest fragment o łuskaniu kłosów w szabat. Tu wersja w Ewangelii według Marka 2:23-28:

23 Pewnego razu, gdy Jezus przechodził w szabat wśród zbóż, uczniowie Jego zaczęli po drodze zrywać kłosy. 24 Na to faryzeusze rzekli do Niego: «Patrz, czemu oni robią w szabat to, czego nie wolno?» 25 On im odpowiedział: «Czy nigdy nie czytaliście, co uczynił Dawid, kiedy znalazł się w potrzebie, i był głodny on i jego towarzysze? 26 Jak wszedł do domu Bożego za Abiatara, najwyższego kapłana, i jadł chleby pokładne, które tylko kapłanom jeść wolno; i dał również swoim towarzyszom». 27 I dodał: «To szabat został ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu. 28 Zatem Syn Człowieczy jest panem szabatu».

Ten fragment (i jego paralele: Mat 12:1-8, Łuk 6:1-5) jest używany do wytykania faryzeuszom małostkowości a także do uzasadniania zmiany dnia świętego przez chrześcijan:

Mówiąc, że Syn Człowieczy jest panem szabatu, Jezus stwierdza, że jest najwyższym prawodawcą. Może więc ustanawiać nowe formy świętowania dnia świętego. Odnowiona przez Niego religia, nazwana później chrześcijaństwem, będzie miała swój nowy dzień spoczynku. Nowym szabatem stanie się dla chrześcijan niedziela. Jej świętowanie będzie dostosowane do istoty odnowionej przez Jezusa religii. (ks. dr Michał Kaszowski, Rozważanie Ewangelii wg. św. Łukasza)

Specjalnego wyjaśnienia wymaga wers 28, który wygląda nielogicznie. Dlaczego z tego, że szabas jest dla człowieka (wers 27) miałoby wynikać, że panem owego szabasu jest jakiś Syn Człowieczy? Inaczej brzmi to po aramejsku, języku w którym te słowa, jeżeli są autentyczne, były oryginalnie wypowiedziane. Po aramejsku „syn człowieczy” oznacza po prostu człowieka. Wtedy wynikanie treści wersu 28 z 27 staje się oczywiste: szabat dla człowieka, zatem człowiek jest panem szabatu.

Warto zauważyć, że prawa, które naruszają uczniowie Jezusa to nie tylko nakaz świętowania szabatu, ale również zakaz kradzieży, bo było to z pewnością cudze pole. Jak usprawiedliwia uczniów Jezus? Podaje przykład Dawida, który razem z towarzyszami posilił się chlebami (plackami) pokładnymi, obrzędowym pieczywem, które zjadać wolno było tylko kapłanom. Dawida usprawiedliwiał głód i niebezpieczeństwo – ucieczka przed ścigającym go królem Saulem. Drugie usprawiedliwienie to hasło „szabas dla człowieka”, faryzejskie powiedzenie (zapisane w Mechilcie) oznaczające, że rytuały są ważne, ale jeżeli na szali jest zdrowie lub życie, nie trzeba ich przestrzegać (faryzeusze uważają, że od rytuałów jest ważniejsza również miłość – Mk 12:33).

Te usprawiedliwienia mówią, że opisana przechadzka wśród zboża nie jest turystyką, ale ucieczką przed zagrożeniem. Dlaczego zagrożenie to pozostaje tylko między wierszami, być może usunięte z oryginalnego źródła tekstu według-Marka? Zagrożeniem dla namaszczonego i jego uczniów mogli być herodianie, saduceusze lub Rzymianie. Ewangeliści nie wahają się rzucać na Heroda Antypasa najstraszniejszych oskarżeń. Znana jest z ewangelii – i znikądinąd, bo przypuszczalnie zmyślona – historia o głowie Jana Chrzciciela na tacy. Tym bardziej nie krępowaliby się przypisać mu prześladowań Jezusa, które faktycznie mogły się zdarzyć. Nie hamują się również w obelgach rzucanych na saduceuszy (dostaje się przy okazji też faryzeuszom, którzy byli z zupełnie innej parafii). Wzmianka o okrutnych saduceuszach mogłaby się pojawić i tu. Przypuszczam więc, że w tej enigmatycznie opisanej sytuacji bezpośrednimi prześladowcami Jezusa musieli być Rzymianie, których okrucieństwa ewangeliści wolą opisywać oględnie lub pomijać i dlatego informacja o nich została usunięta z tekstu. W związku z tym sytuacja jakby zawisła w powietrzu, stała się tajemnicza i daje pole do popisu egzegetom próbującym opisać o co tak naprawdę chodziło.

Źródła:
H. Maccoby, Jesus the Pharisee,
Ks. M. Kaszowski, Rozważanie Ewangelii wg. św. Łukasza,
Mekhilta d’Rabbi Yishmael 31:13.2, „Szabat jest ci dany, ty nie jesteś dany szabatowi”,
uwagi B. Ehrmana o słowie „człowiek” po aramejsku.

Reklamy
Opublikowano biblistyka | Otagowano , | Dodaj komentarz

Czy Szaweł był faryzeuszem?

P050-Act-8_26-32-IV-V

Czy Szaweł był faryzeuszem? Według Dziejów Apostolskich mówił w Sanhedrynie, że był uczniem Gamaliela, który  w czasach Jezusa był przywódcą faryzeuszy, ale można mieć co do tego wątpliwości:

  • służył saduceuszom, z którymi faryzeusze byli w konflikcie,
  • miał inne poglądy niż jego rzekomy nauczyciel Gamaliel, który usprawiedliwiał uczniów Jezusa w czasie ich procesu,
  • prześladował nazarejczyków, czego faryzeusze raczej nie robili, bo nie widzieli powodu (zob. np. bardzo przyjazną rozmowę faryzeusza i Jezusa u Mk 12:28-34),
  • jego pomysł spożywania ciała i krwi boga jest bardzo w duchu hellenistycznych religii misteryjnych, a bardzo odległy od pojęć judaizmu (wspólnota jerozolimska, prowadzona przez brata Jezusa nie znała tego zwyczaju),
  • cytował Biblię Hebrajską nie z oryginału, ale z greckiego tłumaczenia (Septuaginty),
  • jego sposób rozumowania nie był zgodny z rygorami rozumowania szkoły faryzejskiej,
  • kiedy opowiadał o swoich związkach z Gamalielem, ten już nie żył.

Dlaczego ma etykietę faryzeusza? Autorzy NT byli rozdarci między dyskredytowaniem faryzeuszy a nawiązywaniem do tradycji, która była oczywiście faryzejska. Szaweł-faryzeusz załatwia oba te interesy naraz. Powołanie się na Gamaliela mogło też zwiększać szansę na przychylność faryzeuszy, kiedy Paweł stanął przed Sanhedrynem.

Opublikowano biblistyka | Otagowano | Dodaj komentarz

Duże dopiski do ewangelii

Dwa drobiazgi z jednego z wykładów Barta Ehrmana: duże dopiski do ewangelii.

Mark16-B

Według źródeł z IV w. Ewangelia według Marka kończy się na tym, że kobiety powiadomione o zmartwychwstaniu „Nikomu też nic nie oznajmiły, bo się bały.” W zasadzie wynikałoby z tego, że Wedługmarek też nie powinien był nic wiedzieć. Głupio bym się czuł czytając taki tekst dociekliwym kandydatom do nawrócenia. Zatem później inny autor dopisał na końcu tej ewangelii 12 wersetów o tym, że Jezus ukazał się jeszcze tym i owym, a obiecał im m.in., że będą odporni na jad węży i inne trucizny. No, to jest dopiero jakieś zakończenie bez spartaczenia.
https://pl.wikipedia.org/…/D%C5%82u%C5%BCsze_zako%C5%84czen…
https://en.wikipedia.org/wiki/Mark_16

Inni autorzy lub kopiści znali fajną historię o cudzołożnicy, której bardzo brakowało im a to w Ewangelii według Jana, a to według Łukasza albo w innych tekstach. Pewnie każdy znał jakąś sympatyczną cudzołożnicę i dlatego ta historia jest tak lubiana. Ehrman ma hipotezę, że mógł to być tylko dopisek na marginesie przepisany przez kolejnych kopistów, ale tego nie wiemy. W każdym razie nie było go jeszcze w IV w. i spory kawałek Ewangelii według Jana bywa opatrywany nawiasem albo gwiazdką oznaczającą wątpliwości co do tego czy fragment ten był, czy nie był napisany przez anonimowego autora większości tekstu tej ewangelii.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Pericope_adulterae

Cały wykład Barta Ehrmana o wiarygodności kopistów Nowego Testamentu: https://www.youtube.com/watch?v=pfheSAcCsrE

Opublikowano biblistyka | Otagowano , | Dodaj komentarz

Jeden bit różnicy, czyli cyberjasyr od powicia

ż

cyberjasyr_upr

Niszczenie danych przez wirusy w celu wymuszenia okupu jest dużą plagą. Niedawno został nią dotknięty mój znajomy, który prowadzi bardzo pożyteczną działalność, i która została w ten sposób utrudniona. Zadziwiające jest, że błąd w oprogramowaniu MS-Windows, o którym słyszałem chyba jeszcze w zeszłym wieku, nadal jest odpowiedzialny za dopuszczenie do większości ataków. Ten błąd to pozwalanie przez oprogramowanie na wykonanie programu przysłanego e-mailem. Może nawet pojawiają się jakieś ostrzeżenia, ale nieświadomy użytkownik (a takich jest większość) klika raz czy drugi i uruchamia program, który niszczy jego pliki. I jest to całkiem logiczne: taki jest paradygmat tego systemu. System Windows to dziedzic starego DOS-a i antycznego CP/M-u. Odziedziczył po nich rozpoznawanie typu plików po nazwie. Z grubsza jest tak, że jeżeli nazwa kończy się na „.EXE”, to plik ma być uważany za program. Plik „zniszczę_twoje_pliki.EXE” przychodzi e-mailem, użytkownik klika, system uruchamia program. Proste i wygodne… W dodatku przeglądarka plików w Windows może nie pokazywać końcówek nazw, traktując je jak wewnętrzną sprawę systemu. To powoduje, że wpadka jest jeszcze łatwiejsza i stąd w atakujących e-mailach nazwy w rodzaju „zniszczę_twoje_pliki.ZIP.EXE”, które wyglądałyby bardzo podejrzanie, ale dzięki „pomocnemu” chowaniu końcowego „.EXE” wyglądają zupełnie niewinnie.

Dlaczego to dla mnie dziwne? Od lat używam UNIX-a, a konkretnie najczęściej Linuxa. UNIX klasyfikuje pliki inaczej. Dla wygody można używać nazw zakończonych na przykład „.jpeg”, ale nie ma to znaczenia dla samego systemu. Żeby UNIX uznał plik za program, plik taki musi mieć włączone uprawnienie do uruchamiania, nieco uproszczając, jeden bit, który może mieć wartość 0 albo 1. W UNIX-ie użytkownik może zapisać plik, ale nie jest on uważany za program i klikanie go nie uruchomi. Dopiero dodanie uprawnienia do wykonania pozwala kliknąć skutecznie. Zmiana uprawnień pliku to proste, ale dodatkowe działanie, a więc mogące powstrzymać klikających mniej przytomnie. Można by uniknąć tego utrudnienia. Program pocztowy mógłby sprawdzać czy zapisany załącznik jest programem i włączać mu to uprawnienie. Tylko nie ma powodu tak ułatwiać użytkownikowi strzelenie sobie w stopę.

W systemie Windows program pocztowy mógłby przy zapisie pliku zmieniać końcówkę nazwy z „.EXE” na „.ZMIEŃ_NA_.EXE,_JEŻELI_LUBISZ_RYZYKO”. Ale i tak jest różnica: Windows wymagają dodatkowego zabezpieczenia przed zachowaniem systemu, natomiast w UNIX-ie dopiero jeżeli chcemy obejść zabezpieczenie obecne głęboko w założeniach systemu, program lub użytkownik musi wykonać dodatkowe działanie.

Każdy system daje się używać do większości zastosowań, tylko musimy zdawać sobie sprawę z ryzyka. Ryzyko istnieje zawsze, ale błędny paradygmat u podstaw systemu powoduje jego zwielokrotnienie. Jeżeli nie szkoda nam kilkuset złotych, które oszust może od nas wymusić lub nawet ukraść z konta bez naszej wiedzy, to nie ma znaczenia jakiego systemu używamy. Ale już dyrektor firmy stanowczo nie powinien używać systemu o niskim poziomie bezpieczeństwa, chociażby z powodu odpowiedzialności za pracujących w niej ludzi. Taki system to pozbycie się bezpieczeństwa na własne życzenie i za własne pieniądze.

Tekst inspirowany felietonem Wojciecha Orlińskiego „Cyberjasyr czyli kup pan bezbronność”.

Opublikowano komputery, Linux, MS-Windows, UNIX | Otagowano | Dodaj komentarz

Jak zabijać Jezusa

Ostatnio zainteresowała mnie biblistyka. Kiedyś czytałem prace Anny Świderkówny, ale wciągnął mnie na dobre dopiero Hyam Maccoby. Kiedy jako jeszcze początkujący adept dyskutowałem z zapałem o tej tematyce z każdym, kogo spotkałem, pewna katoliczka podsunęła mi książkę Pawła Lisickiego „Kto zabił Jezusa?”. Chęć zmierzenia się z nią zachęciła mnie do dalszych lektur i pogłębienia wiedzy. Potem zabrałem się za analizę książki Lisickiego.

plisicki-kto-zabil-jezusa

Autorem wstępu jest ks. Waldemar Chrostowski. Jego nazwisko może zniechęcać albo jest swoistym sygnałem alarmowym, zwłaszcza w kontekście tytułu, bo jest to ksiądz znany z antysemickich wypowiedzi. Praca Lisickiego jest obszerna, ma blisko 400 stron, i porusza imponującą liczbę zagadnień znanych mi z prac różnych biblistów. Mimo tej objętości i zakresu zawiera znaczące luki. Jednym z przykładów może być podejście do historii o Barabaszu. Lisicki przytacza informacje, że według wczesnych wersji ewangelii miał on na imię Jezus oraz że nie ma żadnych potwierdzeń istnienia zwyczaju zwalniania więźniów przez Rzymian (notabene okupantów bardzo okrutnych, a szczególnie ciętych na rebeliantów). Zwolnienie Barabasza próbuje uwiarygadniać informacjami o zwalnianiu przez Rzymian więźniów w innych miejscach i czasach. Pomija jednak inny szczegół dotyczący tej postaci, jego przydomek, który oznacza „syn ojca”. Może to już by było za dużo dziwności jak na książkę apologetyczną: dwóch działających w tym samym czasie żydowskich rebeliantów, obaj o imieniu Jezus, jeden powołujący się często na Ojca w niebie, drugi syn Ojca (bar Abbas). Historia Barabasza jest o tyle ważna, że jest w niej scena przyzwolenia żydowskiego ludu na zabicie Jezusa z Nazaretu. Z braku źródeł trudno dziś rozstrzygnąć czy było to rzeczywiste wydarzenie. Jednak trudno je za takie uznać, kiedy zna się wszystkie jego nietypowe aspekty, a nie tylko te wybrane przez Lisickiego.

Są inne zagadnienia, co do których jest więcej danych źródłowych, jak stosunek Jezusa do judaizmu. Autor z niedowierzaniem odrzuca tezę o tak dużej zbieżności poglądów Jezusa i faryzeuszy, że można twierdzić, że był on jednym z nich. Wymienia źródła, które te zbieżności opisują, nie cytując jednak argumentów. Niesłusznie przypisuje faryzeuszom skrupulantyzm i rygoryzm, podczas gdy grupa ta, dominująca w ówczesnym Izraelu liczebnie, właśnie zmiękczała sztywne reguły (wyjątkiem może być stanowisko naśladowców Szamaja w stosunku do rozwodów, takie jak przyjął Jezus; ale hilelicka większość była bardziej liberalna). To właśnie faryzeusze byli zwolennikami hasła „szabas dla człowieka”, które znamy jako cytat z Jezusa. Autor książki określa to stanowisko jako wyjątkowo liberalne, podczas gdy było to wtedy stanowisko typowe, a dotyczyło możliwości rezygnacji z zasad i rytuałów, kiedy zachodzi potrzeba ratowania życia. U Lisickiego nie pojawiają się wobec tego zasadnicze rozbieżności między faryzeuszami a saduceuszami, którzy rzeczywiście byli rygorystami. Saduceusze, chociaż byli w mniejszości, mieli większe wpływy polityczne, jako rzymscy Quislingowie. Lisicki sugeruje jednak równy udział faryzeuszy w tej części władzy, którą Rzymianie oddali żydowskim kolaborantom. W tej sytuacji autor nie może się nie dziwić, kiedy faryzeusz Gamaliel broni uczniów Jezusa przed oskarżeniami. Co jest ważne, a czego nie dowie się czytelnik tej książki, to oprócz bliskości poglądów Jezusa i faryzeuszy również to, że Gamaliel nie był jakimś tam faryzeuszem. Był to wnuk Hilela,  najbardziej wtedy szanowany przywódca i autorytet faryzeuszy, a więc i większości Żydów.

Widzę też luki w rozważaniach dotyczących kwestii mesjańskiej, czyli królewskiej. Autor przyznaje, że żydowskich chrystusów było wielu, ale nie zajmuje się znaczeniem słowa mesjasz/chrystus/namaszczony w tamtych czasach. Wydźwięk tego określenia był wtedy jednoznaczny: namaszczony na króla Izraela (namaszczony był też arcykapłan). Nic dziwnego, że według ewangelii uczniowie długo, również po śmierci Jezusa „nie rozumieją” ewentualnego nowego, innego niż powszechnie przyjęte, znaczenia tego słowa. Zwłaszcza, że nie jest pewne czy sam Jezus rozumiał je inaczej niż wszyscy. Mówił przecież o apostołach na dwunastu tronach (zatem włącznie z Judaszem) i o sobie jako władcy nad nimi.

Lisicki wyraża powątpiewanie co do tezy, że Paweł z Tarsu, mimo własnej deklaracji, nie był faryzeuszem, ale pomija rozumowanie które do niej prowadzi. Wymienione, ale nie cytowane przez autora opracowania podają takie argumenty jak sposób rozumowania Pawła, odbiegający od rygoryzmu i sposobu argumentacji faryzeuszy oraz posługiwanie się przez niego Torą w wersji greckiej (Septuagintą), a nie hebrajskiej. Według Lisickiego Paweł nie mógł być antyjudaistyczny, bo był wyznawcą judaizmu. Tymczasem właśnie cały konflikt Pawła z jerozolimską gminą wyznawców Jezusa (nazarejczyków) kierowaną przez Jakuba, brata Jezusa (tu akurat Lisicki nie próbuje apologetycznie lawirować i nie zaprzecza, że Jezus miał brata), wziął się z tego, że Paweł tworzył nowe zasady i nową religię, odchodząc od reguł judaizmu. Inne stwierdzenie, że „trudno przyjąć żeby Żydzi wymyślili fakty obciążające rodaków [odpowiedzialnością za zabicie Jezusa]” również neguje konflikty między Żydami z czasów Pawła i te ze sporo późniejszych czasów pisania ewangelii, a pobrzmiewa w nim echo przesądu, że Żyd nie może być antysemitą. Teza Lisickiego, że Paweł, tworząc nową religię mógł przecież ogłosić mesjaszem siebie, że prościej było założyć nowy Kościół samemu jest naiwny. Paweł bez tradycji judaizmu i bez powołania się na przekaz bezpośrednio od Jezusa (którego nie znał osobiście) nie miałby wielu argumentów za nową religią.

Lisicki nalega na autentyzm ewangelii, stwierdza że autorytet ewangelistów powodował, że ich teksty były pieczołowicie przechowywane. Nie uwzględnia tego, że w ciągu kilkudziesięciu lat między śmiercią Jezusa a spisaniem różnych ewangelii opowieści o Jezusie były przekazywane ustnie, a teksty pisane, z których, poza Ewangelią wg Marka, wyraźnie korzystali Łukasz i Mateusz, takie jak tekst Q z cytatami z Jezusa, czy inne ich wspólne źródło zwane przez biblistów Ewangelią Krzyża, nie zostały pieczołowicie przechowane i zaginęły jeszcze w starożytności. Jak można było zagubić tak ważne teksty? Można przypuszczać, że nadawały się mniej co szerzenia wiary niż nowe, częściowo oparte na nich  teksty, ewangelie. No i przede wszystkim, jak by pieczołowicie nie były przechowywane teksty kanonicznych ewangelii, trzeba uwzględnić, że były pisane z określoną tendencją i dla konkretnych potrzeb.

Praca Lisickiego ma charakter obronny (z grecka: apologetyczny), a nie naukowy. Ma za zadanie nie tyle dociekanie prawdy, co szukanie wszelkich argumentów za interpretacją Nowego Testamentu w duchu ortodoksji katolickiej (ale w duchu sprzed I soboru watykańskiego) i potwierdzenie, że to Żydzi są winni śmierci Jezusa. Mimo że autor zajmuje się bardzo szerokim zakresem zagadnień, a może właśnie na tym tle, widać wybiórczość i uniki. Bardziej wiarygodne są prace akademickich biblistów jak Ehrmana czy Maccoby’ego. I do ich czytania chciałbym zachęcić czytelników tej recenzji.

Źródła:

  • Paweł Lisicki, Kto zabił Jezusa? Prawda i interpretacje, 2013,
  • Hyam Maccoby, Jezus i żydowska walka wyzwoleńcza, 1999,
  • Bart Ehrman, nagranie wykładu How Jesus Became God (trzy części), 2016,
  • John Dominic Crossan, Kto zabił Jezusa. Korzenie antysemityzmu w ewangelicznych relacjach o śmierci Jezusa, 1998.

PS. Już po zamieszczeniu tekstu znalazłem kilka recenzji opublikowanych jeszcze w 2013 r. Jednak moja porusza zagadnienia, o których nie pisali inni autorzy:

Opublikowano biblistyka, chrześcijaństwo | Otagowano , , | 4 Komentarze

GUS nie wierzy w Ordynariat Polowy czyli gdzie zaginęło 3,4 miliona Polaków

Nowsza wersja tego tekstu dostępna jest w WWW Świeckiej Polski.

Prowadzony przez pallotynów (SAC) Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego od lat koordynuje zliczanie wiernych Kościoła Katolickiego w jedną z niedziel w roku (dominicantes). Podliczani są też przystępujący do komunii (communicantes). Nie są to badania naukowe, bo przeprowadzane amatorsko przez poszczególne parafie, ale cenne, bo prowadzone z natury, a nie oparte tylko na deklaracjach. Dane źródowe ISKK to liczby osób, ale instytut tych liczb nie podaje, ujawniając tylko współczynniki procentowe. Przy interpretacji tych współczynników ważna jest wiedza czego to procent. Otóż liczby te to procent katolików zobowiązanych. Informacja metodologiczna ISKK mówi, że do zobowiązanych należy 82% wiernych, takie zostało przyjęte założenie. Pozostaje tylko ustalić ilu jest wiernych, żeby móc przeliczyć dane na procent całej populacji. Pisałem już o tym wcześniej, ale w tym tekście zmieniam trochę podejście do tematu i zamierzam wskazać różne osobliwości statystyki kościelnej i statystyki na styku Kościół-państwo.

Odgadywanie danych o dominicantes i communicantes wyrażonych w osobach zacznijmy od rozważenia z czym te liczby są porównywane dla otrzymania współczynników. Poniższa tabela podaje ogłaszane przez ISKK liczby wiernych oraz te same liczby wiernych ogłaszane przez GUS. Te same, ale jednak inne! W okresie 2007-2013 r. dane ISKK o liczbie wiernych mamy tylko dla lat 2008-2010 i 2012. W 2008 i 2009 r. różnica między ISKK a GUS-em (który opiera się na danych ISKK!) wynosi równo 710 tys. W 2010 i 2012 r. różnica to 480 tys. (to, że w 2010 r. wynik odejmowania jest nieco mniejszy wynika z tego, że dane GUS-u znam tylko w zaokrągleniu do setek osób). Jak to możliwe, że GUS podając w swoich publikacjach dane kościelne pomniejsza je o setki tysięcy wiernych? Moja hipoteza jest taka, że GUS wprawdzie wykazuje ogromną wiarę w dane statystyczne ISKK, ale nie do tego stopnia, żeby wierzyć w liczebność wiernych Ordynariatu Polowego KK. Przypuszczalnie GUS uznał, że wierni Ordynariatu są już wliczeni do liczby wiernych poszczególnych parafii, a dodawanie ich do ogólnej sumy fałszuje dane. Niemniej takie dane podaje sam ISKK w swoich komunikatach. Dla dalszych obliczeń przyjąłem, że liczebność wiernych Ordynariatu Polowego używana przez ISKK do wyliczenia współczynników w latach 2007 i 2011 wynosi odpowiednio 710 tys. i 480 tys. (taką liczebność wiernych Ordynariatu podaje ISKK: dla lat 2008 i 2009 – 710 tys., dla lat 2010 i 2012 – 480 tys.), i w ten sposób odtworzyłem dane, które nie były publikowane.

rok liczba katolików wg ISKK – liczba katolików wg GUS/ISKK = niedobór katolików w danych GUS procent katolików wg ISKK ludność wg GUS – ludność wg ISKK = niedobór ludności wg danych ISKK
2007 34409264¹ – 33699264 = 710000 95,8 38116000 – 35917812² = 2198188
2008 34403390 – 33693390 = 710000³ 93,8 38136000 – 35938494 = 2197506
2009 34405233 – 33695233 = 710000 95,6 38167000 – 35971922 = 2195078
2010 34003358 – 33523400 = 479958 95,9 38529900 – 35457099¹¹ = 3072801
2011 33879300¹² – 33399300 = 480000³ 95,5 38538400 – 35475707¹³ = 3062693
2012 33864936 – 33384936 = 480000 95,0 38533300 – 35142000²¹ = 3391300
2013 33517017²² – 33037017 = 480000³ ? 38495659 – ? = ?
Uwagi dotyczące wyliczania brakujących danych: ¹: l. kat. ISKK = l. kat. GUS + l. wiernych Ord. Pol. jak w 2008 i 2009 r.; ²: l. ludn. wg ISSK = l. kat. ISKK / 95,8%; ³: założenie, zob. tekst; ¹¹ l. ludn. wg ISSK = l. kat. ISKK / 95,9%; ¹²: l. kat. ISKK = l. kat. GUS + l. wiernych Ord. Pol. jak w 2010 i 2012 r.; ¹³: l. ludn. wg ISSK = l. kat. ISKK / 95,5%; ¹³: l. ludn. wg ISSK = l. kat. ISKK / 95,0%; ²²: l. kat. ISKK = l. kat. GUS + l. wiernych Ord. Pol.; ?: brak danych.

Inną liczbą publikowaną przez ISKK i powtarzaną potem przez GUS jest procent katolików w społeczeństwie (zob. kolejną kolumnę tabeli). W materiałach GUS-u można się natknąć na rozważania dotyczące tej liczby. Otóż jeżeli przyjąć, że katolików jest 33,86 mln (ISKK 2012) i jest to 95,0% ludności, to okazuje się, że według ISKK Polaków jest 35,14 mln, co stoi w rażącej sprzeczności z danymi GUS-u (ostatnio potwierdzonyni przez spis powszechny). Według danych kościelnych brakuje 3,4 mln obywateli! Nie sądzę żeby można było uzasadnić to uwzględnianiem przez ISKK emigracji, a ignorowaniem jej przez GUS, bo jej rozmiar jest znacznie mniejszy. Poza tym Kościól Katolicki nie ma możliwości zrobienia swojego spisu powszechnego, więc jego dane o liczbie mieszkańców Polski nie są zbyt wiarygodne. Można podejrzewać, że są wręcz fałszywe.

Autorzy opracowań GUS-u prowadzą rozważania, tu dotyczące danych z 2008 r.: „Uzyskana bowiem przez statystykę kościelną liczba wiernych (33693,4 tys.) stanowi inny odsetek (88,4%) podawanej przez GUS liczby ludności Polski (38135,9 tys.), niż ten, który sama podaje (95,8%). Natomiast zastosowanie tego ostatniego wskaźnika do liczby ludności GUS dałoby zupelnie inną liczbę wiernych Kościola (36515,5 tys.) niż podawana przez ISKK.” Według autora 88,4% katolików to stanowczo za mały procent (po kilku latach ze spisu powszechnego uzyskaliśmy dla 2011 r. wynik 88,58% + 0,09% i 33729 + 33 tys. osób [obrządek łaciński + ukraińsko-bizantyjski] deklarujących katolicyzm, a więc prawie dokładnie tyle samo). Z drugiej strony po przyjęciu kościelnego procentu katolików i doliczeniu wiernych innych wyznań pozostawałoby tylko 1,9% obywateli bezwyznanionych, a więc raczej za mało. Autor proponuje wybrać procent pomiędzy, tzn. 92,1%. Ale GUS i tak w kolejnych publikacjach podaje dalej tylko procent kościelny z nie pasującą do niego liczbą wiernych. Ostatecznie w cytowanej powyżej publikacji oprócz liczby katolików opartej na danych przekazanych przez ISKK (33693,4 tys., s. 16) oraz wynikających z powyższych rozważań liczb 36515,5 tys. (pasującej do procentu katolików wg ISKK) i 35104,5 tys. (odpowiadającej procentowi 92,1 wyliczonemu krakowskim targiem) w tabeli na s. 15 pojawia się nie wiadomo skąd wzięta liczba 33795,4 tys. wiernych KK (większa o 102 tys. od liczby ze s. 16). Tymczasem sam ISKK podał w owym roku jeszcze inną liczbę – 34403390 osób…

Niewiele bardziej wiarygodne wydają mi się informacje o liczbie wiernych, nawet jeżeli pominąć budzące wątpliwości GUS-u dodawanie Ordynariatu Polowego. Ale odtwarzam te liczby pieczołowicie, bo niezależnie ile mają wspólnego z prawdą, to one są bazą do liczenia magicznych współczynników.

Warto zauważyć, że układ tabel z liczbą wiernych publikowanych w niektórych latach przez ISKK wydaje się sugerować, że do ogłaszanej liczby wiernych nie wlicza się katolików obrządku ukraińsko-bizantyjskiego, która to liczba jednak czasem bywa podawana (55000 – za mało dla wyjaśnienia różnicy 102 tys. powyżej). Może statystycy kościelni nie chcą doliczać do swego Kościoła tej jego części, w której panują dziwne obyczaje: jest inna, bogatsza liturgia i nikt nie dziwi się temu, że księża się żenią. W tabelach GUS-u pojawiają się jednak informacje o tym obrządku, jak też o mało liczebnych obrządkach ormiańskim i bizantyjsko-słowiańskim.

Wykres poniżej pokazuje rozbieżność między danymi ISKK o liczbie katolików i tymi samymi danymi podawanymi przez GUS (linie fioletowa i niebieska) oraz szybko rosnącą rozbieżność między liczebnością ludności Polski wynikającą z danych ISKK a obliczaną przez GUS (linie zielona i czerwona).

Mając dane o liczbie katolików, jaką posługuje się ISKK, wskaźniki i wiedzę, że Instytut z góry przeznacza 18% katolików na straty możemy odtworzyć dane źródłowe – liczbę zliczonych dominicantes i communicantes. Niestety, z powodu dwoistości danych (ISKK i GUS/ISKK) otrzymamy wyniki w dwóch wersjach. Obliczenie jest proste: z liczby wiernych w danym roku wyliczamy „katolików zobowiązanych” mnożąc wiernych przez 0,82 (82%). W 2013 r. 0,391 (39,1%) tej liczby to faktycznie zliczone osoby. Z powodu ograniczonej dokładności współczynników wynik znamy z dokładnością do ok. 3 cyfr znaczących, chociaż w poniższej tabeli podaję wyniki bez zaokrąglania. Analogicznie postępujemy dla communicantes i kolejnych lat. Z dwóch wyników – opartego na liczebności wiernych podanej przez ISKK i na danych poprawionych GUS, bardziej wiarygodne wydają mi się te drugie.

rok wskaźnik dominicantes / communicantes wg ISKK liczba dominicantes / communicantes wg danych ISKK liczba dominicantes / communicantes wg danych GUS/ISKK
2007 44,2 / 17,6 12471293/4965944 12213961/4863477
2008 40,4 / 15,3 11397155/4316249 11161946/4227172
2009 41,5 / 16,7 11708100/4711452 11466487/4614225
2010 41,0 / 16,4 11431928/4572771 11270567/4508226
2011 40,0 / 16,1 11112410/4472745 10954970/4409375
2012 40,0 / 16,2 11107699/4498618 10950259/4434854
2013 39,1 / 16,3 10746226/4479884 10592328/4415727

Teraz możemy przyrównać te liczby do liczby ludności Polski w poszczególnych latach. Wynik:

rok wskaźnik dominicantes / communicantes wg ISKK dominicantes / communicantes jako % społeczeństwa wg danych ISKK dominicantes / communicantes jako % społeczeństwa wg danych GUS/ISKK
2007 44,2 / 17,6 32,7 / 13,0 32,0 / 12,8
2008 40,4 / 15,3 29,9 / 11,3 29,3 / 11,1
2009 41,5 / 16,7 30,7 / 12,3 30,0 / 12,1
2010 41,0 / 16,4 29,7 / 11,9 29,3 / 11,7
2011 40,0 / 16,1 28,8 / 11,6 28,4 / 11,4
2012 40,0 / 16,2 28,8 / 11,7 28,4 / 11,5
2013 39,1 / 16,3 27,9 / 11,6 27,5 / 11,5

Tak więc już w r. 2007 (a może wcześniej) liczebność dominicantes spadła poniżej 1/3, a obecnie zbliża się do 1/4 społeczeństwa.

Co może wpływać na dokładność i wiarygodność wyników:

  • brak niezależnej kontroli nad procedurą i procesem zliczania, co uniemożliwia weryfikację,
  • zmiana terminu zliczania z listopada na październik po gwałtownym spadku wyników w 2008 r.,
  • manipulacje liczbą wiernych i procentem wierzących,
  • liczenie w jeden dzień w roku może gubić tych, którzy chodzą do kościoła rzadziej niż co tydzień, a którzy przy innej metodzie zliczania mogliby dołożyć się do średniej,
  • 18% nie zobowiązanych wygląda przesadnie, ale rzeczywiście jest pewna liczba osób, która nie chodzi do kościoła np. z powodu choroby lub braku sił.

Bibliografia:

2014-07-14 bibliografia, poprawki, kategorie i tagi
2014-07-16 dodatkowe dane o liczebności katolików dla 2013 r. z nowego Małego Rocznika Statystycznego; korekta domincantes/communicantes o 0,3/0,1% w dół
Opublikowano katolicyzm, naukawość, religia | Otagowano , , , | 1 komentarz

O „Imperatorze”

Znowu napisałem dla Racjonalisty. Tym razem recenzję z książki Piotra Głuchowskiego i Jacka Hołuba:

http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,9290

Opublikowano "Nasz Dziennik", historia, katolicyzm, Lux Veritatis, propaganda, Radio Maryja, TV Trwam, WSKSiM | Otagowano | 1 komentarz