Podręczne dane o statystykach kościelnych

Liczba ochrzczonych podawana przez Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego czasem praktycznie się nie zmieniała, a niektórych latach spadała nawet o ponad 500 tysięcy osób. Od danych dla roku 2016 ISKK przestał podawać liczbę ochrzczonych, a więc podawany nadal procent dominicantes przestał mieć sens, bo nie wiadomo z jakiej liczby to procent. Wyjątkiem są dane dla roku 2018, kiedy KAI podał liczbę jakiej nigdy nie podawał ISKK, tłumacząc to trudnościami obliczeniowymi: liczbę osób jakie odwiedziły kościoły, nie w postaci procentu. Z tej liczby i procentu „katolików zobowiązanych” (82% z liczby ochrzczonych) możemy odtworzyć liczbę ochrzczonych przyjętą do obliczeń przez ISKK.

Całkowity spadek liczby chodzących do kościoła w latach 2007-2018 to według danych kościelnych 2,34 mln osób. Procent dominicantes nie spadał jednak szybko, bo równocześnie liczba ochrzczonych, uważanych przez KK za wiernych, spadła o 2,14 mln osób. Ten spadek, w niektórych latach o 200-500 tys. osób, nie da się wytłumaczyć ani różnicą między śmiertelnością a chrztami, ani emigracją. Udział dominicantes w społeczeństwie spadł w tym czasie o 6,4 punktu procentowego.

rokochrzcz.zmianadom.% społ.uwagi
200734,409*12,47132,7*odtw. z GUS
200834,403-0,00611,39729,9
200934,405+0,00211,79830,7
201034,003-0,40211,43129,7
201133,879-0,12411,11228,8
201233,865-0,01411,10828,8
201333,337-0,52810,68927,8
201432,902-0,43510,54927,4
201532,667-0,23610,66127,7
2016brak
2017brak
201832,266*[-0,401]*10,107*26,3*odtw. z KAI; zmiana dot. trzech lat
2007-18-2,14-2,34-6,3 p.p.
kolumny: ochrzczeni w milionach według danych ISKK lub odtworzonych z informacji GUS-u albo KAI; obecni w kościołach w dniu zliczeń (dominicantes) w mln.; zmiana w mln.; dominicantes jako procent społeczeństwa; uwagi

Inaczej wyglądają dane o liczebności Kościoła Katolickiego podawane przez GUS. Przede wszystkim GUS zamiast liczebności KK podaje liczbę ochrzczonych. Według KK wszyscy ochrzczeni są katolikami, według samych ochrzczonych w wielu wypadkach tak nie jest, ale GUS podaje przynależność do KK według interpretacji KK. Jednak GUS przez wiele lat od liczby ochrzczonych, którą dostawał od ISKK odliczał liczebność wiernych Ordynariatu Polowego Wojska Polskiego (bywało to nawet 710 tys. osób, obecnie 300 tys.), widocznie uważając go za twór sztuczny. Od 2014 trudno znaleźć jakiś związek liczby ochrzczonych podawanej przez GUS z liczbą podawaną przez ISKK. Od pewnego czasu GUS zaznacza, że liczba wiernych Ordynariatu jest włączona do całości. Dla 2018 r. GUS podaje (Rocznik Statystyczny RP 2019), że było wtedy 32460984 ochrzczonych w KK, co jest liczbą o ponad 200 tys. większą niż wynika z danych kościelnych dla tego roku. Taka liczba ochrzczonych to 84% ludności. Równocześnie GUS podaje, że jest to 92,7% ludności diecezji. Wynikałoby z tego, że w Polsce w diecezjach mieszka 35,0 mln osób. Gdzie mieszka pozostałe 3 mln osób? Nie chodzi o emigrację. Na emigracji przebywa 2,5 mln osób, ale w kraju mieszka 38 mln.

Inną ciekawostką gusowską, jedną z wielu, jest to że liczba ochrzczonych dla roku 2019 r. wynosi wg GUS-u 32460984 (Mały Rocznik Statystyczny Polski 2020), czyli dokładnie co do jednej osoby tyle co w 2018 r. Być może struktury kościelne nie były w stanie podać nowych danych. Albo podały te same, a więc w oczywisty sposób błędne. GUS przy niektórych wyznaniach podaje, że dane są z 2018 r., w tym przypadku nie ma takiej uwagi.

Tyle podstawowych informacji i dodatkowych uwag. Jeżeli będzie potrzeba, dodam do tego tekstu więcej danych.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Niemców myśli różne o Energiewende

Od Nuklearii dowiedziałem się o raporcie „Barometr stabilności społecznej transformacji energetycznej” opublikowanym przez IASS w Poczdamie (na licencji CC BY-SA). Nuklearia zwróciła uwagę na polepszający się nieco stosunek Niemców do energii jądrowej, ale jest tam wiele innych ciekawych tematów. Ogólnie poglądy Niemców na Energiewende można określić jako niejednoznaczne i w niektórych obszarach szybko się zmieniające.

IASS zapytał respondentów czy system polityczny w Niemczech daje ludziom takim jak oni możliwość wypowiedzenia się o Energiewende (Mitsprachemöglichkeit) oraz czy mają wpływ na decyzje (Einflussmöglichkeit). Większość (odcienie fioletowego) nie widzi takich możliwości.

Kolejne pytanie dotyczy opinii o różnych działaniach, od całkowitego odrzucenia do pełnego poparcia: odejście od energii jądrowej (Kernenergie), odejście od węgla (Kohle), rozbudowa ponadregionalnych sieci energetycznych, rozbudowa źródeł odnawialnych (erneuerbare Energieträger), zmniejszenie zużycia enegii (Energieverbrauch), podniesienie efektywności energetycznej. W prawie wszystkich kategoriach widać duże i stabilne poparcie, ale pewnie wątpliwości budzi odejście od energii jądrowej. W ciągu dwóch lat poparcie spadło o 12 punktów procentowych do 56%, a odrzucenie wzrosło z 15% do 24%. Zwraca uwagę brak pytania o odejście od gazu, niemal równie szkodliwego dla klimatu jak węgiel (przypomniał mi o tym AB).

Ocena Energiewende: droga-tania, chaotyczna-planowa, niesprawiedliwa-sprawiedliwa, elitarna-bliska mieszkańcom, zła-dobra. Tu widać gwałtowny spadek entuzjazmu we wszystkich kategoriach. Udział oceniających zmianę jako złą zbliża się do 50%! Udział wierzących, że to zmiana tania spadł z 16% w 2017 roku do 7% w 2019 r. W tym jeden procent nadal bardzo w to wierzy – to muszą być naprawdę twardzi ludzie. Udział niewiernych Tomaszy nie wierzących w taniość zmian przez dwa lata wzrósł od i tak dużej większości 66% do 78%. Zadowolenie z polityki rządu federalnego w kwestii Energiewende nie było zbyt wielkie już dwa lata temu. Jeden procent „bardzo zadowolonych” pojawiał się i znikał, udział „bardzo niezadowolonych” podwoił się do 24%. Znacząco zmniejszył się udział obojętnych.Czy Niemcy spodziewają się pozytywnego wpływu Energiewende na ich życie w ciągu dziesięciu lat? Na sytuację finansową i gospodarczą, mobilność i używane środki transportu, środowisko zamieszkania, wyposażenie w nowe technologie, aktywność zawodową. Ponad 50% spodziewa się negatywnego wpływu na sytuację finansową i procent rośnie, już tylko 4% spodziewa się pozytywnego wpływu (8% dwa lata temu). W kwestii transportu pesymizm wzrósł z 25% do 39%, a jeżeli chodzi o nowe technologie znacząco spadł optymizm.Więc jeżeli Niemcy nie spodziewają się wiele dobrego dla siebie, to może owoce ich ogromnego wysiłku zbierze następne pokolenie? Większość w to wierzy, ale udział sceptyków w od 2017 roku wzrósł prawie dwa razy, do 18%, a entuzjazm, który niedawno był powszechny (73%) nadal udziela się większości, ale spadł do 57%.

Jednak poza tym inwestycje w wiatraki na lądzie (Land), biomasę, duże zespoły paneli słonecznych, wiatraki na morzu (See), geotermię i panele słoneczne na dachach są popierane przez 51-85% społeczeństwa i w wielu obszarach to poparcie nawet rośnie. Czy jest jakiś związek między lasem wiatraków lubianym przez 51% a przekonaniem o negatywnym wpływie Energiewende na sytuację finansową (57%, dwa akapity wyżej)?

A czy Niemcy są gotowi ponieść wyższe koszty ochrony klimatu, np. podwyższenie cen paliw? Bogaci (Einkommensreiche) zdecydowanie tak – 73%. Biedni (Einkommensarm) w 52% nie są gotowi na poświęcenia, chociaż aż 40% z nich jednak tak.

Jeżeli chodzi o komunikację (zakaz rejestracji nowych samochodów spalinowych od 2030 r., ograniczenie ich ruchu w centrach miast, zakaz lotów wewnątrz Niemiec, dopłaty do samochodów elektrycznych – E-autos, ograniczenie prędkości na autostradach, zniesienie przywilejów podatkowych oleju napędowego, rozwój elektromobilności, rozwój ruchu rowerowego, obniżenie podatków od biletów na koleje dalekobieżne, rozbudowa kolei dalekobieżnych, rozbudowa lokalnego transportu publicznego), widać duże zróżnicowanie. Potencjalnie bardzo kosztowny zakaz rejestracji samochodów spalinowych ma bardzo małe poparcie. Natomiast wydatki państwa ułatwiające życie obywatelom, jak rozwój lokalnego transportu i kolei popierane są przez 82-92% pytanych.

Tyle omówienia najciekawszych kwestii poruszonych w raporcie. Z wielką ciekawością będę oczekiwał na następny.

Opublikowano energetyka | Otagowano , , , , , , | Dodaj komentarz

Prelekcje biblijne

Już prawie rok temu mówiłem o początkach chrześcijaństwa w kontekście fałszywego opisywania Żydów w ewangeliach. Poniżej linki do nagrania i prezentacji:

Biblijne korzenie antysemityzmu
Obraz Żydów w Biblii chrześcijańskiej

prezentacja


W sierpniu tego roku na kolejnym VI Ogólnopolskim Zjeździe Ateistów miałem wystąpienie

Czy wolno kraść w szabat?
Deegzegeza i egzegeza opowieści o zrywaniu kłosów

Ta niepozorna i niezrozumiała na pierwszy rzut oka perykopa ogniskuje w sobie wiele kwestii związanych z rozumieniem Biblii chrześcijańskiej i jej ortodoksyjną interpretacją. Chcę skrytykować egzegetów ortodoksyjnych, którzy kombinują jak chłop pod górę, nie mogąc dostrzec prostych wyjaśnień i znanych źródeł. Próbuję przedstawić egzegezę w duchu biblistyki naukowej, a przy tym prostą i spójną.

prezentacja

Opublikowano biblistyka | Otagowano | Dodaj komentarz

Człowiek czy syn człowieka? Hipoteza.

Zastanawiałem się już nad opowieścią o łuskaniu kłosów. Wróciłem do niej przy lekturze „The Five Gospels”, ciekawego, inspirującego dzieła Jesus Seminar z własnym tłumaczeniem pięciu ewangelii (kanonicznych oraz Ewangelii Tomasza). Do specyfiki tej książki należy czteropoziomowe oznakowanie cytatów z Jezusa jako bardziej lub mniej prawdopodobnych. Głównym kryterium jest innowacyjność, bo według autorów tylko wypowiedzi odstające od sztampowych miały szansę przetrwać okres tradycji ustnej. Wypowiedź o szabacie dla człowieka (u nich: dla Adama i Ewy) uważają zatem za dość prawdopodobny cytat, ale „narrację” przed nim za być może pomysł wspólnoty przekazującej słowa Jezusa. Zgadzają się z tym, że „syn człowieczy” jest tym samym co „człowiek” i tylko ewangeliści błędnie widzą w tym pierwszym figurę apokaliptyczną. Jednak odczytanie postulatu panowania człowieka nad szabatem jako rewolucyjnego skłania Jesus Seminar do uznania tego chyba dość typowego powiedzenia faryzejskiego („Szabat dany jest tobie…”/„Szabat został stworzony dla człowieka…”) za niezwykłe i uznania fragmentu o Dawidzie za mało istotny. Tymczasem zarówno nawiązanie do niebezpieczeństwa, jakie kiedyś groziło Dawidowi, jak i podkreślenie tego niebezpieczeństwa dziś przez użycie „szabat dany jest tobie/człowiekowi” jest spójną opowieścią, która mogła w tym zestawie przejść ciężkie próby tradycji ustnej, chociaż najwyraźniej zgubiła źródło owego niebezpieczeństwa, czyli zapewne Rzymian. Ale to mogło się stać już przy redagowaniu pierwszej (chronologicznie) ewangelii w Rzymie.

Jak pisałem poprzednio, „syn człowieczy” w wersie 28 zapewne jest arameizmem. Kiedy przetłumaczymy wersy 27 i 28 na aramejski, uzyskujemy sensowne wynikanie tego, że „człowiek panuje nad szabatem” z przesłanki „szabat jest dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu”. Dlaczego jednak arameizm pojawia się w wersie 28, ale nie ma ich w wersie 27? Przyczyna może być taka, że slogan faryzejski o „szabacie danym tobie” mógł być wypowiadany, a co najmniej zapisany w materiałach, z których korzystał według-Marek w Rzymie po hebrajsku. Ewangelista mógł nie znać na tyle aramejskiego, żeby wiedzieć, że aramejski „syn człowieka” oznacza to samo co hebrajski „człowiek” („Adam”).

Zastanawiam się czy Jezus w ogóle mógł powiedzieć „syn człowieczy” kiedy mówił po aramejsku. W tym języku byłoby to coś jak „syn syna człowieka” i mogłoby brzmieć dziwnie. Ale w hebrajskim nie ma tego problemu i „syn człowieka” to po prostu syn człowieka.

Opublikowano biblistyka | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Efektywność wytwarzania prądu i dekarbonizacji przy pomocy wiatraków na podstawie danych dla Polski z 2018 r.

„Excluding nuclear power could double or triple the average cost of electricity for deep decarbonization scenarios because of the enormous overcapacity of solar energy, wind energy, and batteries that would be required to meet demand in the absence of a dispatchable low-carbon energy source.” J. Parsons et al., Science, vol. 363, p. 105, 2019.

W Polsce nie ma już problemu braku świadomości zmian klimatu oraz braku przekonania, że trzeba im przeciwdziałać. Ankiety CBOS pokazują to od dawna, a tendencja tej świadomości jest wzrostowa (CBOS 2018). Natomiast znacznie mniejsza, często wręcz ujemna, jest wiedza o efektywnych środkach zaradczych. Trudno się dziwić, bo nawet wiarygodne w innych kwestiach źródła informacji nie radzą sobie ze skomplikowanym światem energetyki, który trudno zrozumieć rozpatrując jego oderwane kawałki. Dla lepszego zrozumienia możliwości dekarbonizacji zbudowałem prosty, ale myślę, że realistyczny model współpracy źródeł wiatrowych i gazowych. Poniżej wykres z wynikami, dalej przykłady i wyjaśnienia. Trudności techniczne powodują, że publikuję obrazy rastrowe, chociaż o wysokiej rozdzielczości. Przez odsyłacz do repozytorium plików można dotrzeć do wersji wektorowych. Są też dostępne dane i skrypty, które posłużyły do ich wytworzenia.

Przykłady

Jak zastąpić dużą moc z elektrowni węglowych, np. 10 GW, energią wiatru na lądzie?

1. Jeżeli zbudujemy wiatraki o mocy 10 GW, to taką moc uzyskamy z nich przez 0% czasu. Średnio możemy liczyć na 2,4 GW, ale przez 61% czasu moc będzie poniżej średniej. Żeby mieć 10 GW, resztę musimy uzupełnić przy pomocy źródeł dyspozycyjnych, które są w stanie reagować na szybkie zmiany, a więc elektrowni gazowych. W tym przypadku będzie trzeba dodać średnio 7,6 GW. Z powodu dużej zmienności mocy wiatru elektrownie gazowe musiałyby często zmieniać moc, co razem z pracą poniżej optymalnego poziomu mocy powoduje zwiększenie zużycia gazu. Równo pracujące elektrownie CCGT osiągają emisję poniżej 400 gCO₂/kWh, ale, jak wskazują dane z Irlandii (Mearns 2016) przy bilansowaniu wiatru emisja może wynosić 575 g. Taki zespół wiatrowo-gazowy może mieć większą emisję, ok. 430 g, a więc większą niż same elektrownie gazowe oraz kilka razy większy koszt. Przy optymistycznym oszacowaniu czasu życia turbin wiatrowych na 25 lat długoterminowy koszt inwestycyjny zespołu wiatrowo-gazowego to 0,36 mld zł na 1 GW na rok, a 21,6 mld zł na 1 GW na 60 lat. Okres 60 lat pozwala bezpośrednio porównać ten koszt z kosztem inwestycyjnym elektrowni jądrowej.

Koszty różnych źródeł:

źródło Gzł/GW czas życia Gzł/GW/rok Gzł/GW/60 lat
wiatr 6 25 0,24 14,4
gaz 3,5 30 0,12 7,2
EJ 22 60 0,37 22,2

Dane wyliczone dla powyższego przypadku są w pliku „wyniki”, w linii „0.00…”. Wyjaśnienie parametrów zawartych w tym pliku jest w dalszej części tekstu.

2. Jeżeli chcemy zmniejszyć emisyjność przez zmniejszenie udziału gazu, musimy dodać nadmiarową moc wiatru. Mogłaby to być np. taka moc, żeby osiągnąć z wiatru średnio 10 GW, a więc zainstalować należałoby 41,7 GW. Udział gazu i jego emisja są wtedy ponad dwa razy mniejsze, chociaż nadal wysokie. Odrzucenie części energii z wiatru, nieuniknione przy jego dużym udziale, powoduje zmniejszenie efektywności i zwiększenie efektywnej emisji na kWh przez elektrownie wiatrowe. Jeżeli jesteśmy w stanie bez dużych strat energii użyć do czegoś aż 30 GW (eff3, em3), różnice są niewielkie. Da się je zauważyć przy ograniczeniu do 20 GW (eff2, em2). Jednak przy dużym udziale energii z wiatru w kraju i za granicą może nie być możliwości zużywania nawet nadmiaru powyżej założonych 10 GW i wtedy efektywna emisja wiatru jest o 50% większa od bazowej (em1w, zob. też eff1, em1). Koszt osiąga ponad 67 mld zł za 1 GW na 60 lat.

Plik „wyniki”, linia „0.39…”

Schemat pokazujący moc zadaną, moc nominalną, obszar uzupełniania mocy gazem oraz moce odcięcia:

3. Mediana zamiast średniej arytmetycznej. 54,2 GW mocy nominalnej wiatru gwarantuje osiągnięcie 10 GW przez 50% czasu. Udział gazu spada do 1/4, całkowita emisja do 168 g, koszt rośnie do 85 mld zł za 1 GW na 60 lat.

Plik „wyniki”, linia „0.50…”

4. Minimum emisji dla wersji z odrzucaniem mocy wiatru powyżej mocy zadanej osiągamy przez prawie 17-krotnym nadmiarze mocy wiatru. Nie potrzebujemy wtedy już 10 GW z gazu, wystarczy 9,5 GW. Odrzucanie znacznej części energii wiatru powoduje zwiększenie efektywnej emisyjności wiatru do 48 g. Elektrownie gazowe są wykorzystane już tylko w 6,5% i emisja gazu (46 g) ma spory składnik wynikający nieefektywnego używania kapitału (8 g). Słabo wykorzystane źródło ma nie tylko większą proporcję kosztów kapitału w koszcie wytwarzanej energii, ale również proporcjonalnie większą emisyjność. Koszty energetyczne uzyskania energii z gazu to odwrotność współczynnika EROEI (Energy Return of Energy Invested) i wynosi ok. 3%. Tylko 1 promil to koszty energetyczne budowy i rozbiórki elektrowni, ale przy bardzo niskim wykorzystaniu ten udział rośnie na tyle, że staje się zauważalny. Koszt: 250 mld zł na 1 GW na 60 lat.

Plik „wyniki”, linia „0.84…”

Poniżej wykres w skali logarytmicznej, który obejmuje szerszy zakres wartości danych:

Założenia

Konstruując wykres przyjąłem kilka prostych założeń, które upraszczają zagadnienie, ale pozwalają je pokazać poglądowo:

  • stały popyt,
  • brak magazynowania (założenie realistyczne, zwłaszcza dla dużych mocy),
  • brak eksportu (też realistyczne założenie, przy dużym udziale wiatru w kraju i za granicą).

Wnioski

Wykres może być częścią odpowiedzi na pytanie postawione w pracy Power to Decarbonize (M. Nelson et al. 2017): dlaczego powiększanie użycia energii wiatru nie wpływa na dekarbonizację energetyki w różnych krajach? Oczywiste wydaje się, że uzupełnianie gazem mocno redukuje możliwości dekarbonizacji energetyki przy pomocy wiatru, zwłaszcza jeżeli uzupełniamy aż do mocy nominalnej zespołu wiatraków. Emisję z gazu zwiększa praca poniżej optymalnego obciążenia i częste zmiany mocy. Duży nadmiar mocy wiatru pozwala ograniczyć udział gazu, ale zmniejsza to zarówno efektywność wiatru (przez odrzucanie energii), jak też, chociaż w dużo mniejszym stopniu, gazu (przez słabe wykorzystanie).

Na wykresie mamy z lewej strony obszar stosunkowo niskich cen, jednak nawet kilkukrotny nadmiar mocy wiatru nie pozwala zmniejszyć emisji gazu, na tyle, żeby w sumie było to wyraźnie poniżej 200 g.

Minimum emisji osiągamy dopiero bliżej prawej strony wykresu. Wynosi ono 45 g dla nierealistycznej sytuacji kiedy przy 27-krotnym nadmiarze mocy bylibyśmy w stanie zawsze skonsumować ją w całości. W praktyce, przy dużym udziale wiatru znacznie bliższa rzeczywistości będzie sytuacja, kiedy w ogóle nie możemy użyć energii wiatru powyżej zadanej. Użytkownicy krajowi mieliby i tak dość mocy, a sąsiedzi w tym samym momencie mieliby podobny problem z nadmiarem mocy wiatru u siebie. To bardziej realistyczne minimum to 93 g przy 17-krotnym nadmiarze. Jednak koszt inwestycyjny jest w tym obszarze gigantyczny.

Na wykresie nie ma takiego obszaru, w którym cena za 1 GW na 60 lat byłaby niższa od 100 mld zł, a równocześnie emisja była poniżej 100 geqCO₂/kWh. Wynika z tego, że przy założeniach przyjętych w tej pracy poważna dekarbonizacja przy pomocy wiatru nie jest możliwa, a umiarkowane nawet zmniejszenie emisji wymaga ogromnych wydatków.

Dane

Przykładowe dane dla wiatraków na lądzie udało mi się uzyskać z WWW PGE. Dotyczą całego roku 2018 w Polsce. Moc zainstalowana zmieniała się wtedy nieznacznie, więc przyjąłem moc dla połowy roku – 5,875 GW. Taka moc nie waży mocno na systemie energetycznym i emisji, ale skaluję dane proporcjonalnie, zakładając, że wyliczenia dotyczą większych mocy i dużego udziału wiatru. Zwiększanie liczby niezależnych źródeł mogłoby zmienić dystrybucję energii, ale Polska, a nawet Europa jest na tyle małym obszarem, że źródła wiatrowe są silnie skorelowane (D. Ahlborn 2018). Okresy 1-2 tygodni ciszy w Europie dotyczą praktycznie całego jej obszaru. Poniżej prezentacja właściwości oryginalnych danych.

moc

histogram

Możliwe kierunki badań

Użyte dane dotyczą wiatraków pracujących na lądzie. Inne, lepsze wyniki można by uzyskać opierając się na przykładowych danych wiatraków na morzu. Podobne obliczenia można też przeprowadzić dla energii słonecznej i kombinacji energii wiatru i słonecznej. Spory wkład w koszt ma paliwo, które też by można uwzględnić. Generatory energii się zużywają, co ma również wpływ na wynik.

Kolumny w danych i nazwy krzywych na wykresie

1. %t, procent czasu z gwarantowaną mocą (xlabel, mnożone przez 100)

Oś x wykresu to procent czasu w roku, przez który (w losowych momentach) możemy się spodziewać określonej mocy.

2. %P, moc zadana jako procent mocy nominalnej (mnożone przez 100)

Z danych dla 2018 r. można wyliczyć jak duża musi być wielokrotność mocy zainstalowanej (nominalnej) do mocy, którą chcemy zapewnić (zadanej).

3. nom/P, stosunek mocy nominalnej do zadanej

Odwrotność poprzedniej liczby.

4. P2018, moc gwarantowana przez procent czasu z kol. 1 dla obecnej mocy nominalnej (brak na wykresie)

Jaka moc może być zagwarantowana przez określony procent czasu dla obecnej mocy zainstalowanej.

5. eff3, efektywność bez mocy powyżej potrójnej zadanej (mnożone przez 100)

Efektywność kiedy używamy również moc powyżej zadanej, ale najwyżej do trzykrotności tej mocy. Dla danych z 2018 r. maksymalna efektywność to 24,0%. Odrzucanie tylko powyżej trzykrotności mocy niewiele zmniejsza ten współczynnik. Użycie nadmiaru mocy do pożytecznych celów, np. przechowywania energii przez produkcję metanu, poprawia współczynnik tylko o tyle, o ile jest wydajne.

6. eff2, efektywność bez mocy powyżej podwójnej zadanej (brak na wykresie, mnożone przez 100)

To samo co 5., ale przy odrzucaniu powyżej dwukrotności mocy zadanej.

7. eff1, efektywność bez mocy powyżej mocy zadanej (mnożone przez 100)

Jak 5., ale z odrzucaniem wszystkiego powyżej mocy zadanej. Przy dużym udziale energii z wiatru może to być sytuacja typowa, przynajmniej przez większość czasu.

8. miss, procent energii brakującej [do mocy zadanej] (mnożone przez 100)

Jakiej części energii brakuje z powodu nie osiągania przez wiatr mocy zadanej przez pewną część czasu.

9. missmax, maksymalna moc brakująca (brak na wykresie)

Moc wiatru nigdy nie spada do zera, więc nie musimy mieć pełnego 1 GW mocy gazu na każdy zadany gigawat. Ale współczynnik ten spada do 0,9 dopiero przy absurdalnie wielkiej krotności mocy – 30 razy. Współczynnika tego nie rysuję na wykresie, ale uwzględniam przy obliczaniu emisji z gazu.

10. em, emisja [gCO₂/kWh]

Przy pełnym wykorzystaniu mocy wiatru. Uwzględnia emisyjne koszty operacyjnie (emgase0 = 575 * (1-0.00097432)) i kapitałowe (emgasi = 575 * 0.00097432).

emgas = miss * emgase0 + 1/miss * emgasi0 * missmax

em = emgas + emwind0

gdzie emwind0 = 11 [gCO₂/kWh]

11. em3, emisja bez mocy powyżej potrójnej zadanej [gCO₂/kWh]

Emisja z wiatru uwzględnia energię odrzuconą poprzez stosunek współczynników efektywności.

em3 = emgas + emwind0 * eff0/eff3

12. em2, emisja bez mocy powyżej podwójnej zadanej [gCO₂/kWh] (brak na wykresie)

em2 = emgas + emwind0 * eff0/eff2

13. em1, emisja bez mocy powyżej zadanej [gCO₂/kWh]

em1 = emgas + emwind0 * eff0/eff1

14. em1w, emisja bez mocy powyżej zadanej – wiatr [gCO₂/kWh]

Wiatrowa część 13.

em1w = emwind0 * eff0/eff1

15. em1g, emisja bez mocy powyżej zadanej – gaz [gCO₂/kWh]

Gazowa część 13.

em1g = emgas

16. cost, koszt [Gzł/GWh/60 lat]

Koszt mocy nominalnej wiatru (po 6 Gzł/GW) i gazu (3,5 Gzł/GW) przeliczona na 60 lat przy uwzględnieniu czasu życia źródeł.

cost = costgas/spangas * missmax + costwind/spanwind * 1/powp

Pliki

Pod adresem https://blog.rzm.pl.eu.org/wiatr są m.in. następujące pliki:

– dane oryginalne: 20180131 20180228 20180331 20180430 20180531 20180630 20180731 20180831 20180931 20181031 20181130 20181231,

– połączone w plik z mocami dla kolejnych godzin w 2018 r.: moc,

– skrypt w awku do obliczenia średniej, minimum i maksimum danych: podst,

– skrypt tworzący plik wyniki: percentyl,

– skrypt gnuplota rysujący główny wykres: gen_eff.gnuplot .

Źródła

Opublikowano energetyka | Otagowano , , , , | 5 Komentarzy

Czy wolno kraść w szabat?

7Q5

Bardzo ciekawy, zwłaszcza w świetle uwag Hyama Maccoby’ego jest fragment o łuskaniu kłosów w szabat. Tu wersja w Ewangelii według Marka 2:23-28:

23 Pewnego razu, gdy Jezus przechodził w szabat wśród zbóż, uczniowie Jego zaczęli po drodze zrywać kłosy. 24 Na to faryzeusze rzekli do Niego: «Patrz, czemu oni robią w szabat to, czego nie wolno?» 25 On im odpowiedział: «Czy nigdy nie czytaliście, co uczynił Dawid, kiedy znalazł się w potrzebie, i był głodny on i jego towarzysze? 26 Jak wszedł do domu Bożego za Abiatara, najwyższego kapłana, i jadł chleby pokładne, które tylko kapłanom jeść wolno; i dał również swoim towarzyszom». 27 I dodał: «To szabat został ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu. 28 Zatem Syn Człowieczy jest panem szabatu».

Ten fragment (i jego paralele: Mat 12:1-8, Łuk 6:1-5) jest używany do wytykania faryzeuszom małostkowości a także do uzasadniania zmiany dnia świętego przez chrześcijan:

Mówiąc, że Syn Człowieczy jest panem szabatu, Jezus stwierdza, że jest najwyższym prawodawcą. Może więc ustanawiać nowe formy świętowania dnia świętego. Odnowiona przez Niego religia, nazwana później chrześcijaństwem, będzie miała swój nowy dzień spoczynku. Nowym szabatem stanie się dla chrześcijan niedziela. Jej świętowanie będzie dostosowane do istoty odnowionej przez Jezusa religii. (ks. dr Michał Kaszowski, Rozważanie Ewangelii wg. św. Łukasza)

Specjalnego wyjaśnienia wymaga wers 28, który wygląda nielogicznie. Dlaczego z tego, że szabas jest dla człowieka (wers 27) miałoby wynikać, że panem owego szabasu jest jakiś Syn Człowieczy? Inaczej brzmi to po aramejsku, języku w którym te słowa, jeżeli są autentyczne, były oryginalnie wypowiedziane. Po aramejsku „syn człowieczy” oznacza po prostu człowieka. Wtedy wynikanie treści wersu 28 z 27 staje się oczywiste: szabat dla człowieka, zatem człowiek jest panem szabatu.

Warto zauważyć, że prawa, które naruszają uczniowie Jezusa to nie tylko nakaz świętowania szabatu, ale również zakaz kradzieży, bo było to z pewnością cudze pole (przynajmniej według prawa faryzejskiego, bo saduceusz trzymający się ściśle Tory mógł zgadzać się na dozwolone w niej łuskanie kłosów przez przechodniów). Jak usprawiedliwia uczniów Jezus? Podaje przykład Dawida, który razem z towarzyszami posilił się chlebami (plackami) pokładnymi, obrzędowym pieczywem, które zjadać wolno było tylko kapłanom. Dawida usprawiedliwiał głód i niebezpieczeństwo – ucieczka przed ścigającym go królem Saulem. Drugie usprawiedliwienie to hasło „szabas dla człowieka”, faryzejskie powiedzenie (zapisane w Mechilcie) oznaczające, że rytuały są ważne, ale jeżeli na szali jest zdrowie lub życie, nie trzeba ich przestrzegać (faryzeusze uważają, że od rytuałów jest ważniejsza również miłość – Mk 12:33).

Te usprawiedliwienia mówią, że opisana przechadzka wśród zboża nie jest turystyką, ale ucieczką przed zagrożeniem. Dlaczego zagrożenie to pozostaje tylko między wierszami, być może usunięte z oryginalnego źródła tekstu według-Marka? Zagrożeniem dla namaszczonego i jego uczniów mogli być herodianie, saduceusze lub Rzymianie. Ewangeliści nie wahają się rzucać na Heroda Antypasa najstraszniejszych oskarżeń. Znana jest z ewangelii – i znikądinąd, bo przypuszczalnie zmyślona – historia o głowie Jana Chrzciciela na tacy. Tym bardziej nie krępowaliby się przypisać mu prześladowań Jezusa, które faktycznie mogły się zdarzyć. Nie hamują się również w obelgach rzucanych na saduceuszy (dostaje się przy okazji też faryzeuszom, którzy byli z zupełnie innej parafii). Wzmianka o okrutnych saduceuszach mogłaby się pojawić i tu. Przypuszczam więc, że w tej enigmatycznie opisanej sytuacji bezpośrednimi prześladowcami Jezusa musieli być Rzymianie, których okrucieństwa ewangeliści wolą opisywać oględnie lub pomijać i dlatego informacja o nich została usunięta z tekstu. W związku z tym sytuacja jakby zawisła w powietrzu, stała się tajemnicza i daje pole do popisu egzegetom próbującym opisać o co tak naprawdę chodziło.

Źródła:
H. Maccoby, Jesus the Pharisee,
Ks. M. Kaszowski, Rozważanie Ewangelii wg. św. Łukasza,
Mekhilta d’Rabbi Yishmael 31:13.2, „Szabat jest ci dany, ty nie jesteś dany szabatowi”,
uwagi B. Ehrmana o słowie „człowiek” po aramejsku.

Opublikowano biblistyka | Otagowano , , | 3 Komentarze

Czy Szaweł był faryzeuszem?

P050-Act-8_26-32-IV-V

Czy Szaweł był faryzeuszem? Według Dziejów Apostolskich mówił w Sanhedrynie, że był uczniem Gamaliela, który  w czasach Jezusa był przywódcą faryzeuszy, ale można mieć co do tego wątpliwości:

  • służył saduceuszom, z którymi faryzeusze byli w konflikcie,
  • miał inne poglądy niż jego rzekomy nauczyciel Gamaliel, który usprawiedliwiał uczniów Jezusa w czasie ich procesu,
  • prześladował nazarejczyków, czego faryzeusze raczej nie robili, bo nie widzieli powodu (zob. np. bardzo przyjazną rozmowę faryzeusza i Jezusa u Mk 12:28-34),
  • jego pomysł spożywania ciała i krwi boga jest w duchu hellenistycznych religii misteryjnych, a bardzo odległy od pojęć judaizmu (wspólnota jerozolimska, prowadzona przez brata Jezusa nie znała tego zwyczaju),
  • cytował Biblię Hebrajską nie z oryginału, ale z greckiego tłumaczenia (Septuaginty),
  • jego sposób rozumowania nie był zgodny z rygorami rozumowania szkoły faryzejskiej,
  • kiedy opowiadał o swoich związkach z Gamalielem, ten już nie żył.

Dlaczego ma etykietę faryzeusza? Autorzy NT byli rozdarci między dyskredytowaniem faryzeuszy a nawiązywaniem do tradycji, która była oczywiście faryzejska. Szaweł-faryzeusz załatwia oba te interesy naraz. Powołanie się na Gamaliela mogło też zwiększać szansę na przychylność faryzeuszy, kiedy Paweł stanął przed Sanhedrynem.

Opublikowano biblistyka | Otagowano | Dodaj komentarz

Duże dopiski do ewangelii

Dwa drobiazgi z jednego z wykładów Barta Ehrmana: duże dopiski do ewangelii.

Mark16-B

Według źródeł z IV w. Ewangelia według Marka kończy się na tym, że kobiety powiadomione o zmartwychwstaniu „Nikomu też nic nie oznajmiły, bo się bały.” W zasadzie wynikałoby z tego, że Wedługmarek też nie powinien był nic wiedzieć. Głupio bym się czuł czytając taki tekst dociekliwym kandydatom do nawrócenia. Zatem później inny autor dopisał na końcu tej ewangelii 12 wersetów o tym, że Jezus ukazał się jeszcze tym i owym, a obiecał im m.in., że będą odporni na jad węży i inne trucizny. No, to jest dopiero jakieś zakończenie bez spartaczenia.
https://pl.wikipedia.org/…/D%C5%82u%C5%BCsze_zako%C5%84czen…
https://en.wikipedia.org/wiki/Mark_16

Inni autorzy lub kopiści znali fajną historię o cudzołożnicy, której bardzo brakowało im a to w Ewangelii według Jana, a to według Łukasza albo w innych tekstach. Pewnie każdy znał jakąś sympatyczną cudzołożnicę i dlatego ta historia jest tak lubiana. Ehrman ma hipotezę, że mógł to być tylko dopisek na marginesie przepisany przez kolejnych kopistów, ale tego nie wiemy. W każdym razie nie było go jeszcze w IV w. i spory kawałek Ewangelii według Jana bywa opatrywany nawiasem albo gwiazdką oznaczającą wątpliwości co do tego czy fragment ten był, czy nie był napisany przez anonimowego autora większości tekstu tej ewangelii.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Pericope_adulterae

Cały wykład Barta Ehrmana o wiarygodności kopistów Nowego Testamentu: https://www.youtube.com/watch?v=pfheSAcCsrE

Opublikowano biblistyka | Otagowano , | Dodaj komentarz

Jeden bit różnicy, czyli cyberjasyr od powicia

cyberjasyr_upr

Niszczenie danych przez wirusy w celu wymuszenia okupu jest dużą plagą. Niedawno został nią dotknięty mój znajomy, który prowadzi bardzo pożyteczną działalność, i która została w ten sposób utrudniona. Zadziwiające jest, że błąd w oprogramowaniu MS-Windows, o którym słyszałem chyba jeszcze w zeszłym wieku, nadal jest odpowiedzialny za dopuszczenie do większości ataków. Ten błąd to pozwalanie przez oprogramowanie na wykonanie programu przysłanego e-mailem. Może nawet pojawiają się jakieś ostrzeżenia, ale nieświadomy użytkownik (a takich jest większość) klika raz czy drugi i uruchamia program, który niszczy jego pliki. I jest to całkiem logiczne: taki jest paradygmat tego systemu. System Windows to dziedzic starego DOS-a i antycznego CP/M-u. Odziedziczył po nich rozpoznawanie typu plików po nazwie. Z grubsza jest tak, że jeżeli nazwa kończy się na „.EXE”, to plik ma być uważany za program. Plik „zniszczę_twoje_pliki.EXE” przychodzi e-mailem, użytkownik klika, system uruchamia program. Proste i wygodne… W dodatku przeglądarka plików w Windows może nie pokazywać końcówek nazw, traktując je jak wewnętrzną sprawę systemu. To powoduje, że wpadka jest jeszcze łatwiejsza i stąd w atakujących e-mailach nazwy w rodzaju „zniszczę_twoje_pliki.ZIP.EXE”, które wyglądałyby bardzo podejrzanie, ale dzięki „pomocnemu” chowaniu końcowego „.EXE” wyglądają zupełnie niewinnie.

Dlaczego to dla mnie dziwne? Od lat używam UNIX-a, a konkretnie najczęściej Linuxa. UNIX klasyfikuje pliki inaczej. Dla wygody można używać nazw zakończonych na przykład „.jpeg”, ale nie ma to znaczenia dla samego systemu. Żeby UNIX uznał plik za program, plik taki musi mieć włączone uprawnienie do uruchamiania, nieco uproszczając, jeden bit, który może mieć wartość 0 albo 1. W UNIX-ie użytkownik może zapisać plik, ale nie jest on uważany za program i klikanie go nie uruchomi. Dopiero dodanie uprawnienia do wykonania pozwala kliknąć skutecznie. Zmiana uprawnień pliku to proste, ale dodatkowe działanie, a więc mogące powstrzymać klikających mniej przytomnie. Można by uniknąć tego utrudnienia. Program pocztowy mógłby sprawdzać czy zapisany załącznik jest programem i włączać mu to uprawnienie. Tylko nie ma powodu tak ułatwiać użytkownikowi strzelenie sobie w stopę.

W systemie Windows program pocztowy mógłby przy zapisie pliku zmieniać końcówkę nazwy z „.EXE” na „.ZMIEŃ_NA_.EXE,_JEŻELI_LUBISZ_RYZYKO”. Ale i tak jest różnica: Windows wymagają dodatkowego zabezpieczenia przed zachowaniem systemu, natomiast w UNIX-ie dopiero jeżeli chcemy obejść zabezpieczenie obecne głęboko w założeniach systemu, program lub użytkownik musi wykonać dodatkowe działanie.

Każdy system daje się używać do większości zastosowań, tylko musimy zdawać sobie sprawę z ryzyka. Ryzyko istnieje zawsze, ale błędny paradygmat u podstaw systemu powoduje jego zwielokrotnienie. Jeżeli nie szkoda nam kilkuset złotych, które oszust może od nas wymusić lub nawet ukraść z konta bez naszej wiedzy, to nie ma znaczenia jakiego systemu używamy. Ale już dyrektor firmy stanowczo nie powinien używać systemu o niskim poziomie bezpieczeństwa, chociażby z powodu odpowiedzialności za pracujących w niej ludzi. Taki system to pozbycie się bezpieczeństwa na własne życzenie i za własne pieniądze.

Tekst inspirowany felietonem Wojciecha Orlińskiego „Cyberjasyr czyli kup pan bezbronność”.

Opublikowano komputery, Linux, MS-Windows, UNIX | Otagowano | Dodaj komentarz

Jak zabijać Jezusa

Ostatnio zainteresowała mnie biblistyka. Kiedyś czytałem prace Anny Świderkówny, ale wciągnął mnie na dobre dopiero Hyam Maccoby. Kiedy jako jeszcze początkujący adept dyskutowałem z zapałem o tej tematyce z każdym, kogo spotkałem, pewna katoliczka podsunęła mi książkę Pawła Lisickiego „Kto zabił Jezusa?”. Chęć zmierzenia się z nią zachęciła mnie do dalszych lektur i pogłębienia wiedzy. Potem zabrałem się za analizę książki Lisickiego.

plisicki-kto-zabil-jezusa

Autorem wstępu jest ks. Waldemar Chrostowski. Jego nazwisko może zniechęcać albo jest swoistym sygnałem alarmowym, zwłaszcza w kontekście tytułu, bo jest to ksiądz znany z antysemickich wypowiedzi. Praca Lisickiego jest obszerna, ma blisko 400 stron, i porusza imponującą liczbę zagadnień znanych mi z prac różnych biblistów. Mimo tej objętości i zakresu zawiera znaczące luki. Jednym z przykładów może być podejście do historii o Barabaszu. Lisicki przytacza informacje, że według wczesnych wersji ewangelii miał on na imię Jezus oraz że nie ma żadnych potwierdzeń istnienia zwyczaju zwalniania więźniów przez Rzymian (notabene okupantów bardzo okrutnych, a szczególnie ciętych na rebeliantów). Zwolnienie Barabasza próbuje uwiarygadniać informacjami o zwalnianiu przez Rzymian więźniów w innych miejscach i czasach. Pomija jednak inny szczegół dotyczący tej postaci, jego przydomek, który oznacza „syn ojca”. Może to już by było za dużo dziwności jak na książkę apologetyczną: dwóch działających w tym samym czasie żydowskich rebeliantów, obaj o imieniu Jezus, jeden powołujący się często na Ojca w niebie, drugi syn Ojca (bar Abbas). Historia Barabasza jest o tyle ważna, że jest w niej scena przyzwolenia żydowskiego ludu na zabicie Jezusa z Nazaretu. Z braku źródeł trudno dziś rozstrzygnąć czy było to rzeczywiste wydarzenie. Jednak trudno je za takie uznać, kiedy zna się wszystkie jego nietypowe aspekty, a nie tylko te wybrane przez Lisickiego.

Są inne zagadnienia, co do których jest więcej danych źródłowych, jak stosunek Jezusa do judaizmu. Autor z niedowierzaniem odrzuca tezę o tak dużej zbieżności poglądów Jezusa i faryzeuszy, że można twierdzić, że był on jednym z nich. Wymienia źródła, które te zbieżności opisują, nie cytując jednak argumentów. Niesłusznie przypisuje faryzeuszom skrupulantyzm i rygoryzm, podczas gdy grupa ta, dominująca w ówczesnym Izraelu liczebnie, właśnie zmiękczała sztywne reguły (wyjątkiem może być stanowisko naśladowców Szamaja w stosunku do rozwodów, takie jak przyjął Jezus; ale hilelicka większość była bardziej liberalna). To właśnie faryzeusze byli zwolennikami hasła „szabas dla człowieka”, które znamy jako cytat z Jezusa. Autor książki określa to stanowisko jako wyjątkowo liberalne, podczas gdy było to wtedy stanowisko typowe, a dotyczyło możliwości rezygnacji z zasad i rytuałów, kiedy zachodzi potrzeba ratowania życia. U Lisickiego nie pojawiają się wobec tego zasadnicze rozbieżności między faryzeuszami a saduceuszami, którzy rzeczywiście byli rygorystami. Saduceusze, chociaż byli w mniejszości, mieli większe wpływy polityczne, jako rzymscy Quislingowie. Lisicki sugeruje jednak równy udział faryzeuszy w tej części władzy, którą Rzymianie oddali żydowskim kolaborantom. W tej sytuacji autor nie może się nie dziwić, kiedy faryzeusz Gamaliel broni uczniów Jezusa przed oskarżeniami. Co jest ważne, a czego nie dowie się czytelnik tej książki, to oprócz bliskości poglądów Jezusa i faryzeuszy również to, że Gamaliel nie był jakimś tam faryzeuszem. Był to wnuk Hilela,  najbardziej wtedy szanowany przywódca i autorytet faryzeuszy, a więc i większości Żydów.

Widzę też luki w rozważaniach dotyczących kwestii mesjańskiej, czyli królewskiej. Autor przyznaje, że żydowskich chrystusów było wielu, ale nie zajmuje się znaczeniem słowa mesjasz/chrystus/namaszczony w tamtych czasach. Wydźwięk tego określenia był wtedy jednoznaczny: namaszczony na króla Izraela (namaszczony był też arcykapłan). Nic dziwnego, że według ewangelii uczniowie długo, również po śmierci Jezusa „nie rozumieją” ewentualnego nowego, innego niż powszechnie przyjęte, znaczenia tego słowa. Zwłaszcza, że nie jest pewne czy sam Jezus rozumiał je inaczej niż wszyscy. Mówił przecież o apostołach na dwunastu tronach (zatem włącznie z Judaszem) i o sobie jako władcy nad nimi.

Lisicki wyraża powątpiewanie co do tezy, że Paweł z Tarsu, mimo własnej deklaracji, nie był faryzeuszem, ale pomija rozumowanie które do niej prowadzi. Wymienione, ale nie cytowane przez autora opracowania podają takie argumenty jak sposób rozumowania Pawła, odbiegający od rygoryzmu i sposobu argumentacji faryzeuszy oraz posługiwanie się przez niego Torą w wersji greckiej (Septuagintą), a nie hebrajskiej. Według Lisickiego Paweł nie mógł być antyjudaistyczny, bo był wyznawcą judaizmu. Tymczasem właśnie cały konflikt Pawła z jerozolimską gminą wyznawców Jezusa (nazarejczyków) kierowaną przez Jakuba, brata Jezusa (tu akurat Lisicki nie próbuje apologetycznie lawirować i nie zaprzecza, że Jezus miał brata), wziął się z tego, że Paweł tworzył nowe zasady i nową religię, odchodząc od reguł judaizmu. Inne stwierdzenie, że „trudno przyjąć żeby Żydzi wymyślili fakty obciążające rodaków [odpowiedzialnością za zabicie Jezusa]” również neguje konflikty między Żydami z czasów Pawła i te ze sporo późniejszych czasów pisania ewangelii, a pobrzmiewa w nim echo przesądu, że Żyd nie może być antysemitą. Teza Lisickiego, że Paweł, tworząc nową religię mógł przecież ogłosić mesjaszem siebie, że prościej było założyć nowy Kościół samemu jest naiwny. Paweł bez tradycji judaizmu i bez powołania się na przekaz bezpośrednio od Jezusa (którego nie znał osobiście) nie miałby wielu argumentów za nową religią.

Lisicki nalega na autentyzm ewangelii, stwierdza że autorytet ewangelistów powodował, że ich teksty były pieczołowicie przechowywane. Nie uwzględnia tego, że w ciągu kilkudziesięciu lat między śmiercią Jezusa a spisaniem różnych ewangelii opowieści o Jezusie były przekazywane ustnie, a teksty pisane, z których, poza Ewangelią wg Marka, wyraźnie korzystali Łukasz i Mateusz, takie jak tekst Q z cytatami z Jezusa, czy inne ich wspólne źródło zwane przez biblistów Ewangelią Krzyża, nie zostały pieczołowicie przechowane i zaginęły jeszcze w starożytności. Jak można było zagubić tak ważne teksty? Można przypuszczać, że nadawały się mniej co szerzenia wiary niż nowe, częściowo oparte na nich  teksty, ewangelie. No i przede wszystkim, jak by pieczołowicie nie były przechowywane teksty kanonicznych ewangelii, trzeba uwzględnić, że były pisane z określoną tendencją i dla konkretnych potrzeb.

Praca Lisickiego ma charakter obronny (z grecka: apologetyczny), a nie naukowy. Ma za zadanie nie tyle dociekanie prawdy, co szukanie wszelkich argumentów za interpretacją Nowego Testamentu w duchu ortodoksji katolickiej i potwierdzenie, że to Żydzi są winni śmierci Jezusa. Mimo że autor zajmuje się bardzo szerokim zakresem zagadnień, a może właśnie na tym tle, widać wybiórczość i uniki. Bardziej wiarygodne są prace akademickich biblistów jak Ehrmana czy Maccoby’ego. I do ich czytania chciałbym zachęcić czytelników tej recenzji.

Źródła:

  • Paweł Lisicki, Kto zabił Jezusa? Prawda i interpretacje, 2013,
  • Hyam Maccoby, Jezus i żydowska walka wyzwoleńcza, 1999,
  • Bart Ehrman, nagranie wykładu How Jesus Became God (trzy części), 2016,
  • John Dominic Crossan, Kto zabił Jezusa. Korzenie antysemityzmu w ewangelicznych relacjach o śmierci Jezusa, 1998.

PS. Już po zamieszczeniu tekstu znalazłem kilka recenzji opublikowanych jeszcze w 2013 r. Jednak moja porusza zagadnienia, o których nie pisali inni autorzy:

Opublikowano biblistyka, chrześcijaństwo | Otagowano , , | 4 Komentarze