Ostatnio piszę mało nowych tekstów, ale niektóre uzupełniam, np. ten o rozpatrywaniu moich skarg przez KRRiT. Krótkie uwagi rzucam czasem w Facebooku pod hasłem monitoring Radia Maryja. Polecam też Głos Rydzyka autorstwa Jacka Hołuba, zarówno w wersji blogowej, jak facebookowej.

W piątek przed sobotnim rocznicowym zjazdem Radia Maryja była nadana jak zwykle audycja dla młodzieży. Tematem była kwestia poruszana już wiele razy w tych audycjach – wzorce mężczyzny i kobiety. Audycję prowadził nowy aktywista od młodzieży w Radiu Maryja, o. Marcin Krupa oraz ks. Zbigniew Kucharski, asystent Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży będącego częścia Akcji Katolickiej. Uczestniczyło kilka osób, głównie młodych, po rekolekcjach na ten temat. Po co im w ogóle takie wzorce i jak one wyglądają?
Tak wygląda wzorcowy prawdziwy mężczyzna:
- podejmuje decyzje w oparciu o zdrowy osąd, nie emocje,
- nosi walizki kobiety,
- zajmuje się czynnościami męskimi,
- uprawia sport,
- lubi walczyć,
- ma hart ducha,
- uczy się od ojca rywalizacji o kobietę.
A tak prawdziwa kobieta:
- nie umie kierować traktorem (“kobieta jak jedzie, ona ma problem czy to prawa strona, czy to lewa strona” - ks. Kucharski),
- uwielbia być całowaną w rękę (jedna z uczestniczek),
- uwielbia chodzić w sukienkach,
- uczy się kobiecości: miłości, macierzyństwa, sprzątania i gotowania,
- zajmuje się czynnościami kobiecymi,
- udaje, że jest słaba,
- zna się na ubiorach,
- uczy się od matki jak zdobywać mężczyznę.
Niezbyt precyzyjne są te charakterystyki, może obecni nie wiedzą tak do końca jak to wszystko opisać. Ale możemy oprzeć się na tych, najwyraźniej szczątkowych, danych. Czy zatem, jeżeli te cechy wyróżniają płcie, oznacza to, że kobiety, w przeciwieństwie do mężczyzn nie podejmują decyzji w oparciu o racjonalny osąd ani nie przejawiają hartu ducha, a mężczyni, w przeciwieństwie do kobiet, umieją kierować traktorem i nie uczą się miłości, macierzyństwa, sprzątania i gotowania, bo nie powinni zbyt wiele na te tematy wiedzieć.
Czy sprzątanie to czynność, do której lepiej nadają się kobiety? Jedna z uczestniczek audycji, matka dwojga dzieci, opowiadała: “syn z mężem robił takie męskie czynności w domu i czasami się córka buntowała – dlaczego jej brat nie myje naczyń. (…) Ja mówię: bo my sprzątamy, tato ma rolę z twoim bratem, my tutaj. Buntowała się niejednokrotnie (…)”. Wygląda więc na to, że skłonność do przedkładania mycia naczyć nad, powiedzmy wbijanie gwoździ, nie jest wrodzona. Trzeba dziecko długo trenować, żeby zrozumiało co mu wolno, a czego nie wolno, a w dodatku nie zawsze się to udaje.
Mnie konstruowanie modeli wzorcowych zachowań płci wydaje się dziwnym pomysłem. Jestem mężczyzną, wyglądam inaczej niż kobiety, trochę inaczej się zachowuję, ale nie widzę powodu żebym nie mógł pozmywać albo zrobić dziecku obiadu. Wmuszanie, z powodów ideologicznych, wymyślanych na siłę podziałów może prowadzić do wychowywania kalek psychicznych, które udają, że nie umieją usmażyć jajecznicy ani przewinąć dziecka, a robią tylko to, co proste i przyjemne, np. wbijają gwoździe (a jeszcze przyjemniejsze jeżeli potem tynk posprząta kobieta).
Ma to jeszcze inny aspekt. W audycji został wspomniany problem nieobecnych ojców – i słusznie. Ale brak było namysłu nad tym, jak propagowany model ról płciowych wpływa na tę obecność. Ludzie, których przeraża bezbożny pomysł żeby ojciec opiekował się dzieckiem sam przez kilka tygodni urlopu rodzicielskiego nie powinni się dziwić tym, że między ojcami i ich dziećmi często brakuje więzi.
Jednym z wątków było przepuszczanie przodem: “dlaczego ja muszę uczyć studentów, że wpierw wchodzą studentki, a dopiero potem studenci?” mówił jeden ze starszych uczestników audycji. Wyobraziłem sobie studentów ustawianych w pary, żeby mogli wkroczyć do sali wykładowej w kolejności nakazanej przez Boga. Jeżeli akurat studentka rozmawia ze studentem, to na czas wchodzenia powinni się rozdzielić, żeby nie zaburzyć ko(s)micznego porządku. Sporo mówiono też o całowaniu w rękę. Uczestniczka mieszkająca stale w Niemczech przyznała, że ten zwyczaj wprawia jej koleżanki w zakłopotanie. Jakie to grzeczne i uprzejme – całować, choćby komuś wydawało się to dziwne i sztuczne.
Do audycji – dla młodzieży – dzwoniło, jak zwykle, dużo starszych osób. Walczył z tym dzielnie poprzedni dowódca radiomaryjnej młodzieży o. Andrukiewicz i pewnie m.in. ta walka zmęczyła go tak, że poszedł na roczny urlop. Młodsi dzwoniący też w wielu wypadkach nie należeli ściśle do młodzieży – żonani, z dziećmi, pracujący.
Pod koniec tej dwugodzinnej audycji jedna z młodych uczestniczek zmieniła nieco ton propagandy, mówiąc, tym razem bez ścisłego rozdzielania płci, że “nieważne czy jesteś mężczyzną, czy kobietą (…) postaraj się pokochać (…) zadbaj o dom czy rodzinę”. Być może to myśląca osoba, która zaczęła dostrzegać przesadę tej ideologii. Fałsz widać było wyraźnie też kiedy jedna z kobiet stwierdziła, że lubi “udawać, że jest słabą kobietą”. Po co? Żeby zrobić przyjemność mężczyźnie, nawet jeżeli woli on kobiety silne i godne podziwu?
Ks. Kucharski jako przykład zła związanego z odejściem do jedynie słusznych ról podał przysłowiowe “kobiety na traktorach”, przy okazji negując możliwość kierowania przez nie jakimikolwiek pojazdami: “kobieta jak jedzie, ona ma problem czy to prawa strona, czy to lewa strona”. Można by z tej wypowiedzi wysnuć wniosek, że kobiety w ogóle nie powinny dostawać praw jazdy. Takie rozwiązania są znane. Ale nie na to chciałem zwrócić uwagę. W przypadku “kobiety na traktorze” przestaje obowiązywać święta zasada “kobiety przodem”. Tym razem na przedzie jedzie mężczyzna, siedząc, podczas gdy kobiety zapewne idą za nim schylone, dźwigając w ciągu dnia pracy tony ziemniaków. Można przy tym całkiem zasadnie przypuszczać, że traktorzysta zarobi więcej niż idąca na piechotę kobieta. Dzisiaj na wsi wygląda to zupełnie inaczej, rzadko zbiera się coś ręcznie, ale obrazek kobiety kierującej traktorem w złych latach 50-tych powinien nam nasuwać takie właśnie myśli. Podobnie było wtedy w górnictwie – kobiety zostały na kilka lat dopuszczone do lżejszej pracy na lepiej płatnych stanowiskach, chociaż i tak nie na tych najlepszych.
Pozostaje się zastanowić skąd się bierze taka ideologia. Trochę z tępego konserwatyzmu nie przyjmującego do wiadomości, że zachowania, które z trudem docierają do podręczników szkolnych i telewizyjnych seriali, dawno już zadomowiły się w rzeczywistości. Te niezmienne (w podręcznikach i serialach) prawa chce zmienić zły świat, który widocznie spiskuje przeciwko chrześcijaństwu i w ogóle chce wszystko zepsuć. Rysowanie grubej linii pomiędzy wzorcami płci sluży również odsunięciu wątpliwości co do własnej płci i orientacji seksualnej. Wiele z tych osób pewnie przeżywa takie wątpliwości, co jest naturalne, bo płeć i orientację mamy nie zawsze do końca określoną, a przy tym mogą zmieniać się w czasie. Tymczasem Kościół zafiksował się na ideologicznej czystości płciowej – Bóg raz na zawsze ustala każdemu płeć, a orientacja jednoznacznie z niej wynika. Myślę, że koncepcji małżeństwa jako sakramentu wcale by nie zaszkodziło przyznanie, że jesteśmy wszyscy w jakiejś części kobietami, a w jakiejś mężczyznami ani równorzędne traktowanie różnych orientacji. Owszem, są w Biblii miejsca, w których wyklinani są homoseksualiści, ale Biblia wyklina dużo więcej zjawisk, co w wielu przypadkach jest przez Kościół pragmatycznie ignorowane. Podobnie jest z nieprzyjmowaniem do wiadomości potrzeby dostosowywania ciała do płci. To dziwne, że ideolodzy kościelni przywiązują taką wagę do kształtu ciała i do genów jako wyznacznika płci (w tym duchu wypowidał się niedawno w RM ks. prof. Paweł Bortkiewicz), zamiast przyjąć np., że płeć zależy od duszy, a ciało jest czymś przygodnym.

Zadziwiające są reakcje na powstanie i sukces Ruchu Poparcia Palikota. Straszne słowo na P z trudem przechodzi przez gardło redaktorom Radia Maryja, a dziennikarze zebrani w radiu TOK również unikają go jak ognia. Miałem okazję słuchać audycji z Żakowskim, Wołkiem i Lisem wcześnie rano w piątek przed wyborami. Rozmowy pomiędzy gęsto rozsianymi dziennikami było pewnie ponad pół godziny. O partiach, o możliwych koalicjach, o uśmiechu Napieralskiego i o tym dlaczego popularność SLD spadła. Wśród możliwych przyczyn słabych wyników SLD w sondażach był m.in. właśnie ten uśmiech, ale słowo na P nie padło.
Arcybiskup przemyski Józef Michalik (znany też jako
o. Jacek Cydzik
Julia Jaskólska
Piotr Jakucki





