Czy jesteś prawdziwy?

Ostatnio piszę mało nowych tekstów, ale niektóre uzupełniam, np. ten o rozpatrywaniu moich skarg przez KRRiT. Krótkie uwagi rzucam czasem w Facebooku pod hasłem monitoring Radia Maryja. Polecam też Głos Rydzyka autorstwa Jacka Hołuba, zarówno w wersji blogowej, jak facebookowej.

Znaczek z traktorzystką - z blogu http://herstoria.blox.pl/

W piątek przed sobotnim rocznicowym zjazdem Radia Maryja była nadana jak zwykle audycja dla młodzieży. Tematem była kwestia poruszana już wiele razy w tych audycjach – wzorce mężczyzny i kobiety. Audycję prowadził nowy aktywista od młodzieży w Radiu Maryja, o. Marcin Krupa oraz ks. Zbigniew Kucharski, asystent Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży będącego częścia Akcji Katolickiej. Uczestniczyło kilka osób, głównie młodych, po rekolekcjach na ten temat. Po co im w ogóle takie wzorce i jak one wyglądają?

Tak wygląda wzorcowy prawdziwy mężczyzna:

  • podejmuje decyzje w oparciu o zdrowy osąd, nie emocje,
  • nosi walizki kobiety,
  • zajmuje się czynnościami męskimi,
  • uprawia sport,
  • lubi walczyć,
  • ma hart ducha,
  • uczy się od ojca rywalizacji o kobietę.

A tak prawdziwa kobieta:

  • nie umie kierować traktorem (“kobieta jak jedzie, ona ma problem czy to prawa strona, czy to lewa strona” -  ks. Kucharski),
  • uwielbia być całowaną w rękę (jedna z uczestniczek),
  • uwielbia chodzić w sukienkach,
  • uczy się kobiecości: miłości, macierzyństwa, sprzątania i gotowania,
  • zajmuje się czynnościami kobiecymi,
  • udaje, że jest słaba,
  • zna się na ubiorach,
  • uczy się od matki jak zdobywać mężczyznę.

Niezbyt precyzyjne są te charakterystyki, może obecni nie wiedzą tak do końca jak to wszystko opisać. Ale możemy oprzeć się na tych, najwyraźniej szczątkowych, danych. Czy zatem, jeżeli te cechy wyróżniają płcie, oznacza to, że kobiety, w przeciwieństwie do mężczyzn nie podejmują decyzji w oparciu o racjonalny osąd ani nie przejawiają hartu ducha, a mężczyni, w przeciwieństwie do kobiet, umieją kierować traktorem i nie uczą się miłości, macierzyństwa, sprzątania i gotowania, bo nie powinni zbyt wiele na te tematy wiedzieć.

Czy sprzątanie to czynność, do której lepiej nadają się kobiety? Jedna z uczestniczek audycji, matka dwojga dzieci, opowiadała: “syn z mężem robił takie męskie czynności w domu i czasami się córka buntowała – dlaczego jej brat nie myje naczyń. (…) Ja mówię: bo my sprzątamy, tato ma rolę z twoim bratem, my tutaj. Buntowała się niejednokrotnie (…)”. Wygląda więc na to, że skłonność do przedkładania mycia naczyć nad, powiedzmy wbijanie gwoździ, nie jest wrodzona. Trzeba dziecko długo trenować, żeby zrozumiało co mu wolno, a czego nie wolno, a w dodatku nie zawsze się to udaje.

Mnie konstruowanie modeli wzorcowych zachowań płci wydaje się dziwnym pomysłem. Jestem mężczyzną, wyglądam inaczej niż kobiety, trochę inaczej się zachowuję, ale nie widzę powodu żebym nie mógł pozmywać albo zrobić dziecku obiadu. Wmuszanie, z powodów ideologicznych, wymyślanych na siłę podziałów może prowadzić do wychowywania kalek psychicznych, które udają, że nie umieją usmażyć jajecznicy ani przewinąć dziecka, a robią tylko to, co proste i przyjemne, np. wbijają gwoździe (a jeszcze przyjemniejsze jeżeli potem tynk posprząta kobieta).

Ma to jeszcze inny aspekt. W audycji został wspomniany problem nieobecnych ojców – i słusznie. Ale brak było namysłu nad tym, jak propagowany model ról płciowych wpływa na tę obecność. Ludzie, których przeraża bezbożny pomysł żeby ojciec opiekował się dzieckiem sam przez kilka tygodni urlopu rodzicielskiego nie powinni się dziwić tym, że między ojcami i ich dziećmi często brakuje więzi.

Jednym z wątków było przepuszczanie przodem: “dlaczego ja muszę uczyć studentów, że wpierw wchodzą studentki, a dopiero potem studenci?” mówił jeden ze starszych uczestników audycji. Wyobraziłem sobie studentów ustawianych w pary, żeby mogli wkroczyć do sali wykładowej w kolejności nakazanej przez Boga. Jeżeli akurat studentka rozmawia ze studentem, to na czas wchodzenia powinni się rozdzielić, żeby nie zaburzyć ko(s)micznego porządku. Sporo mówiono też o całowaniu w rękę. Uczestniczka mieszkająca stale w Niemczech przyznała, że ten zwyczaj wprawia jej koleżanki w zakłopotanie. Jakie to grzeczne i uprzejme – całować, choćby komuś wydawało się to dziwne i sztuczne.

Do audycji – dla młodzieży – dzwoniło, jak zwykle, dużo starszych osób. Walczył z tym dzielnie poprzedni dowódca radiomaryjnej młodzieży o. Andrukiewicz i pewnie m.in. ta walka zmęczyła go tak, że poszedł na roczny urlop. Młodsi dzwoniący też w wielu wypadkach nie należeli ściśle do młodzieży – żonani, z dziećmi, pracujący.

Pod koniec tej dwugodzinnej audycji jedna z młodych uczestniczek zmieniła nieco ton propagandy, mówiąc, tym razem bez ścisłego rozdzielania płci, że “nieważne czy jesteś mężczyzną, czy kobietą (…) postaraj się pokochać (…) zadbaj o dom czy rodzinę”. Być może to myśląca osoba, która zaczęła dostrzegać przesadę tej ideologii. Fałsz widać było  wyraźnie też kiedy jedna z kobiet stwierdziła, że lubi “udawać, że jest słabą kobietą”. Po co? Żeby zrobić przyjemność mężczyźnie, nawet jeżeli woli on kobiety silne i godne podziwu?

Ks. Kucharski jako przykład zła związanego z odejściem do jedynie słusznych ról podał przysłowiowe “kobiety na traktorach”, przy okazji negując możliwość kierowania przez nie jakimikolwiek pojazdami: “kobieta jak jedzie, ona ma problem czy to prawa strona, czy to lewa strona”. Można by z tej wypowiedzi wysnuć wniosek, że kobiety w ogóle nie powinny dostawać praw jazdy. Takie rozwiązania są znane. Ale nie na to chciałem zwrócić uwagę. W przypadku “kobiety na traktorze” przestaje obowiązywać święta zasada “kobiety przodem”. Tym razem na przedzie jedzie mężczyzna, siedząc, podczas gdy kobiety zapewne idą za nim schylone, dźwigając w ciągu dnia pracy tony ziemniaków. Można przy tym całkiem zasadnie przypuszczać, że traktorzysta zarobi więcej niż idąca na piechotę kobieta. Dzisiaj na wsi wygląda to zupełnie inaczej, rzadko zbiera się coś ręcznie, ale obrazek kobiety kierującej traktorem w złych latach 50-tych powinien nam nasuwać takie właśnie myśli. Podobnie było wtedy w górnictwie – kobiety zostały na kilka lat dopuszczone do lżejszej pracy na lepiej płatnych stanowiskach, chociaż i tak nie na tych najlepszych.

Pozostaje się zastanowić skąd się bierze taka ideologia. Trochę z tępego konserwatyzmu nie przyjmującego do wiadomości, że zachowania, które z trudem docierają do podręczników szkolnych i telewizyjnych seriali, dawno już zadomowiły się w rzeczywistości. Te niezmienne (w podręcznikach i serialach) prawa chce zmienić zły świat, który widocznie spiskuje przeciwko chrześcijaństwu i w ogóle chce wszystko zepsuć. Rysowanie grubej linii pomiędzy wzorcami płci sluży również odsunięciu wątpliwości co do własnej płci i orientacji seksualnej. Wiele z tych osób pewnie przeżywa takie wątpliwości, co jest naturalne, bo płeć i orientację mamy nie zawsze do końca określoną, a przy tym mogą zmieniać się w czasie. Tymczasem Kościół zafiksował się na ideologicznej czystości płciowej – Bóg raz na zawsze ustala każdemu płeć, a orientacja jednoznacznie z niej wynika. Myślę, że koncepcji małżeństwa jako sakramentu wcale by nie zaszkodziło przyznanie, że jesteśmy wszyscy w jakiejś części kobietami, a w jakiejś mężczyznami ani równorzędne traktowanie różnych orientacji. Owszem, są w Biblii miejsca, w których wyklinani są homoseksualiści, ale Biblia wyklina dużo więcej zjawisk, co w wielu przypadkach jest przez Kościół pragmatycznie ignorowane. Podobnie jest z nieprzyjmowaniem do wiadomości  potrzeby dostosowywania ciała do płci. To dziwne, że ideolodzy kościelni przywiązują taką wagę do kształtu ciała i do genów jako wyznacznika płci (w tym duchu wypowidał się niedawno w RM ks. prof. Paweł Bortkiewicz), zamiast przyjąć np., że płeć zależy od duszy, a ciało jest czymś przygodnym.

Opublikowano feminizm, katolicyzm, młodzież, propaganda, Radio Maryja | Otagowano , | 7 komentarzy

Dezerter z armii Boga

Ks. Adam Boniecki nigdy nie był najbardziej bojowym żołnierzem Armii Boga. Zawsze był takim rodzajem katolika, z którym daje się rozmawiać, i rozmawiał z każdym, nawet z ateistami. Jego “Tygodnik Powszechny” dawno przestał być w awangardzie ataku. Jeżeli nawet poparł kościelne poglądy na aborcję, a ostatnio na in vitro (pod koniec 2009 r. dołączył do nagonki na in vitro prowadzonej przez najbardziej czarnosecinne kościelne tygodniki), to hierarchia mu nie dowierza. Za dużo myślenia, mędrkowania, dialogu, w dodatku takiego, w którym różne osoby mogą mieć różne zdanie.

Koledzy zakonni ks. Bonieckiego, stosunkowo młody prowincjał i wiceprowincjał (obaj urodzeni w 1966 r.) to formacja katolicyzmu totalitarnego. To pokolenie, do którego też należę, jest obciążone garbem religii. Żyło w cieniu papieża Karola Wojłyty, który był reklamowany przez media przez dziesiątki lat, a wszelkie uwagi krytyczne były uważane za nietakt. Na fali popularności medialnej gwiazdy Kościół Katolicki zdobył w Polsce wielką władzę, przywileje i pieniądze. Z tak wysokiego poziomu można już tylko spadać. Tym większa jest mobilizacja dowodzących Kościołem w walce o urzymanie na ścianie sali sejmowej krzyża – dowodu, że sejm nierządem stoi. Księżom, a nawet zaangażowanym katolikom świeckim nie jest łatwo utrzymać zdrowy rozsądek w czasie tej kampanii. Ks. Boniecki jest jednym z nielicznych, którzy nie tylko odważają się myśleć inaczej niż każą radykalni przywódcy, ale również o tym publicznie mówią. W zasadzie nie mówi niczego szczególnego, ale każdy wyłom we froncie jest groźny. Zwłaszcza jeżeli ktoś ośmiela się polemizować z biskupem (w dość dzikim biskupem radiomaryjnym zresztą). Dlatego  polemista musiał zostać uciszony. Ostatecznie sam się zgodził na takie rozwiązanie wstępując do struktury mafijnej. To, że to śmieszne, dziecinne, a w dodatku skuteczne jak zawracanie Wisły kijem, nie dociera do podnieconych walką. Walka będzie zażarta – aż do nieuniknionej przegranej. Ale póki jest cień szansy na utrzymanie stanu posiadania, Kościół się nie wycofa. Kiedy przegra, będzie walczył o inne przegrane sprawy – aborcję, in vitro. A jeżeli tym razem wygra, poczuje się mocny i może zaproponuje jeszcze coś, co lubi, np. zakaz rozwodów. W Polsce to prawo nie wydaje się zagrożone, ale jeżeli społeczeństwo osłabnie, to walka będzie wznowiona, bo Kościół nigdy nie porzuca radykalnych pomysłów, tylko nie zawsze ma możliwość wprowadzenia ich w życie. Na Malcie o ten zakaz rozwodów ostro walczył.

To właśnie z nami, ze społeczeństwem walczy Armia Boga, a celem jest pokonanie społeczeństwa, zabranie mu praw. Grupa z dość ekscentrycznymi pomysłami w chwili gdy jej wpływy maleją staje się bardziej radykalna, odrzuca tych mniej radykalnych, przyciąga fanatyków. W ten sposób radykalizm rośnie i grupa wpada w korkociąg radykalizmu. Ku rozpaczy klerykalnej prasy, która próbuje szukać dobra w strukturach zła. Ja też nie życzę KK tego lotu w korkociągu, ale nie sądzę żeby ktoś mógł go powstrzymać. Lećcie.

Opublikowano katolicyzm, religia | Otagowano , , | 2 komentarzy

Kto się boi Palikota?

Zadziwiające są reakcje na powstanie i sukces Ruchu Poparcia Palikota. Straszne słowo na P z trudem przechodzi przez gardło redaktorom Radia Maryja, a dziennikarze zebrani w radiu TOK również unikają go jak ognia. Miałem okazję słuchać audycji z Żakowskim, Wołkiem i Lisem wcześnie rano w piątek przed wyborami. Rozmowy pomiędzy gęsto rozsianymi dziennikami było pewnie ponad pół godziny. O partiach, o możliwych koalicjach, o uśmiechu Napieralskiego i o tym dlaczego popularność SLD spadła. Wśród możliwych przyczyn słabych wyników SLD w sondażach był m.in. właśnie ten uśmiech, ale słowo na P nie padło.

Outsider Palikot burzy pewność i spokój na scenie politycznej zapchanej historycznymi kompromisami. Dla mnie jest facetem, który ma odwagę głośno mówić rzeczy oczywiste. Wśród partii popierających poglądy skrajne, włącznie z osławionym ustawodawstwem antyaborcyjnym, rzucenie paru oczywistych stwierdzeń na temat aborcji, związków partnerskich czy religii w szkole brzmi jak wystrzał. Przypomina mi to czasy komunizmu, kiedy nasze nader skromne postulaty niepodległości i demokracji były przez państwową propagandę widziane jako skrajne i burzące spokój. Na szczęście dzisiaj są zbyt oczywiste żeby o nich mówić, więc nikt nie wsadza do więzień dzisiejszych burzycieli spokoju. a mogą  oni nawet mieć wpływ na tworzenie prawa.

Wielka zagadka (dla komentatorów z radia TOK) osłabienia SLD ma proste rozwiązanie. SLD, chociaż próbował ostatnio trochę podnosić hasła deklerykalizacji, ma w tej dziedzinie małą wiarygodność. Nie tylko dlatego, że problemy, których nie załatwił rządząc, podnosi gdy zbliżają się wybory. Również dlatego, że działacze tej partii, przeankietowani na  którymś zjeździe, okazali się w sporej liczbie tak klerykalni jak działacze PiS-u czy starsze pokolenie działaczy PO. Innym czynnikiem może być też to, że SLD jest politycznie za mało prawicowa. Oczywiście nie jest lewicowa, raczej centrowa, ale jest spora publiczność, która chętniej zagłosuje na partię zdecydowanie prawicową niż na centrową, byle nie popierała finansowania Kościoła przez państwo. Taką partią może okazać się RPP, partią, jak to ktoś kiedyś powiedział, mówiąc o swoich marzeniach, “prawicy laickiej”.

Jaki kształt przybierze to pospolite ruszenie dopiero się okaże. Sądząc po kandydatach w moim okręgu (Warszawa II) – trudno zgadnąć. Z wielkim trudem odszukałem kandydata, który nie zgadza się ustawodawstwem prokościelnym w sprawie aborcji, a nie był to kandydat z samego początku listy. Okazuje się, że w praktyce można mieć wątpliwości czy nasi przedstawiciele z RPP będą mieli poglądy zbliżone do poglądów przywódcy ugrupowania. Ale może niektórzy z nich chociaż w niektórych sprawach będą chcieli coś zdziałać. Czy Palikot będzie umiał z tej pstrokatej mozaiki ułożyć wyraźny wzór? Słyszałem dzisiaj sugestie o przeciąganiu posłów SLD do sejmowego klubu RPP, ale mogą być też próby przeciągania i w drugą stronę.

Są też w RPP osoby znane ze swojej działalności, jak Wanda Nowicka, a przy tym wyraziste również przez to kim są, jak Anna Grodzka, która jest osobą trans. Tacy ludzie są jeszcze bardziej prześladowani, dyskryminowani i przemilczani niż homoseksualiści. Jej sukces wyborczy jest osobistym sukcesem również tych, którzy boją się mówić kim są naprawdę. Trans w sejmie to wspaniały przykład, zwłaszcza dla młodzieży, ale i dla nas wszystkich.

Kilka miesięcy temu, kiedy przejście RPP przez próg wyborczy wydawało mi się wątpliwe wygłaszałem pogląd, że RPP, nawet jeżeli nie uzyska miejsc w sejmie, będzie znakiem, że problemy uparcie pomijane przez inne partie muszą w końcu znaleźć swój wyraz. Czterdziestu posłów Palikota to wielkie zwycięstwo, zwłaszcza nad mediami, ale Palikot jeszcze nie zostanie premierem, a wprowadzenie przez niego ministrów do rządu też wydaje się bardzo wątpliwe. Ale jako trzecia siła w sejmie będą oni wyraźnym znakiem, że należy się liczyć z wyborcami, a nie tylko z możnymi tego świata i strukturami zła.

 

 

Opublikowano demokracja, media | Otagowano | 4 komentarzy

Nienawiść i ścinanie drzew

Przeczytałem ciekawą i spokojną wypowiedź Zbigniewa Nosowskiego (“GW”, 2011-09-15) o stronniczym podejściu do nienawiści. I widzę w nim sporo racji, ale też brak równowagi przy przyrównywaniu do siebie różnych rodzajów nienawiści.

Osobiście wystrzegam się nienawiści. Wolę przyglądać się światu bez nadmiaru negatywnych  emocji, chociaż niektóre czyny i idee we mnie takie emocje budzą. Niechętnie też patrzę na publiczne wyrażanie nienawiści, ale odróżniam rodzaje sytuacje, w których do tego dochodzi. Z. Nosowski porównuje zbeszczeszczenie pomnika pomordowanych do zniszczenia egzemplarza Biblii. Oba wydarzenia były przejawem zaplanowanego publicznego okazywania nienawiści, ale są między nimi różnice.

Zbeszczeszczenie pomnika, który jest zarazem grobem kilkuset ofiar to czyn skierowany przeciwko tym ludziom. Niszczyciele wyrazili nienawiść przez przywołanie idei hitleryzmu, który miał duży, chociaż w tym przypadku akurat tylko pośredni, wpływ na dojście do tego morderstwa. Trochę inną wymowę miałby podobny czyn dokonany na pomniku obcej armii okupacyjnej, jakich mamy w Polsce wiele, ale w tym przypadku dotyczył zwykłych ludzi, wśród których było zresztą wiele dzieci.

Inaczej traktuję drugi czyn porównywany przez Nosowskiego do tego pierwszego, publiczne zniszczenie Biblii przez Adama Darskiego. Ta nienawiść skierowana jest przeciwko ideom zawartym w tej książce, niekoniecznie przeciwko ludziom. Sam miałbym opory przez niszczeniem przedmiotów, na których wytworzenie ktoś poświęcił swoją pracę, zwłaszcza książki, bo idee zawarte w książkach są ciekawe, zwłaszcza jeżeli się z nimi nie zgadzamy. Darski zniszczył jednak ten przedmiot w ramach walki z ideami, a niekoniecznie z konkretnymi ludźmi. Czy tylko na tym polega różnica? Warto i w tym przypadku zastanowić się nad przedmiotem ataku. Biblia jest książką ważną, świętą dla wielu, ale zawiera idee, które mogą budzić niechęć, a nawet, zanim zdołamy powściągnąć swoje uczucia i przejść do zimnej refleksji – nienawiść. To szeroki temat, ale jeżeli ograniczymy się tylko do pochwały morderstw (przeważnie nakazywanych przez Boga), to w Biblii można znaleźć wiele pochwał mordowania, nie tylko osób uznanych za wrogów (“Starca, młodzieńca, i pannę, i maluczkich, i niewiasty wybijcie do szczętu …”), ale i za wróżenie, za homoseksualizm, za uprawianie stosunków seksualnych z płcią przeciwną, za wyznawanie innej religii lub żadnej, za bluźnierstwo itd. itd. Więc jeżeli potępiamy i niszczycieli grobów,
i Darskiego, nie możemy nie potępiać też Biblii.

Inny zarzut stosunku do Darskiego, nie podnoszony akurat w tym tekście Nosowskiego, ale przez niektórych biskupów, dotyczy pochwały zabójstwa św. Wojciecha. Ja bym nie skazywał go na śmierć, najwyżej na roboty publiczne przy odbudowie Świętego Gaju. Myślę jednak, że wyznawcy religii, której święta księga tak sławi morderstwa, nawet za bluźnierstwo, powinni mieć więcej zrozumienia dla Prusów, których święte miejsca beszcześcił Vojtěch Slavníkovec. Być może Darski, niszcząc Biblię, chciał zrobić coś podobnego jak Slavníkovec, który podobno niszcząc święte drzewo chciał eksperymentalnie dowieść, że nie spotka go za to kara bogów. Ci, którzy czczą tego Wielkiego Eksperymentatora powinni okazać zrozumienie dla podobnych eksperymentów dokonywanych współcześnie, przynajmniej jeżeli nie łączą się z użyciem przemocy, atakiem wojska na cudze państwo czy innymi aktami fizycznej agresji.

Ale atak na biblijne idee nie ma, niestety, tylko aspektu historycznego. Fanatyczni wyznawcy religii tej księgi mają istatny wpływ na nasze życie, choćby przez kształtowanie prawa i zużywanie zasobów ze wspólnej kasy na propagowanie swojej partykularnej religii, tu i
teraz. Nawet Darski nie wzywa do przemocy przeciwko tym, którzy umieszczają znaki swojego Kościoła w miejscach, które są wspólną własnością obywateli. Tymczasem jest to akt, jeżeli nie bluźnierstwa, to przynajmniej religijnej prowokacji, który większość nim dotkniętych znosi w spokoju. Czy powinniśmy jednak działać śmiało i bez skrępowania, jak św. Wojciech?

Opublikowano historia, katolicyzm, religia, święte przedmioty | Otagowano , , , , | 7 komentarzy

Arcybiskup z dna getta

Arcybiskup przemyski Józef Michalik (znany też jako “Mściwy książę Kościoła”), wygłaszając 11 września przemówienie w Gietrzwałdzie skarżył się na “getto katolickie”:

Polska powinna zatroszczyć się o to, aby zginęło getto katolickie i trzeba na tej drodze wytrwać. Żeby w każdej dziedzinie życia, każdy obywatel miał równe prawa.

To jest dramat, że w katolickiej Polsce, chrześcijańskiej Polsce próbuje się zepchnąć na margines, czyli zamknąć w getto myślowe i getto społeczne obecność Ewangelii, bożego prawa, krzyża, Pisma Świętego.

oraz mówił, że przejawem “getta katolickiego” jest także:

oskarżanie Radia Maryja, że ono tam takie, czy inne orientacje przyjmuje.

Getta, w których zamykano Żydów to pomysł jeszcze starożytny, ale realizowany szczególnie gorliwie przez chrześcijan po V Soborze Laterańskim. Pierwsze zorganizowane przez chrześcijan getta powstały w 1516 i 1541 r. w Wenecji. Mieszkańcy tych gett zostali przy tym obłożeni dodatkowymi podatkami. Getto w Rzymie zaczęło powstawać w 1555 r. na rozkaz papieża, który zakładał getta również w innych należących do niego miastach. Zakazy mieszkania w określonych dzielnicach lub przy pewnych ulicach, podobnie jak zakazy posiadania ziemi albo uprawiana różnych zawodów, istniały w wielu krajach, również w Polsce.

W dzisiejszej Polsce sytuacja jest inna. Tu większość obywateli mieszka w getcie i płaci kilka miliardów złotych rocznie na Kościół Katolicki. Za przywilej propagowania swojej religii w przeszkolach, szkołach i uczelniach wyższych KK nie tylko nie płaci, ale w dodatku dostaje jeszcze na to nasze pieniądze. Księża są zatrudniani przez wojsko, nawet tam gdzie nie ma żadnych jednostek, bez nich nie może obejść się prawie żadna impreza ani obchody. Biskupi troszczą się o równe prawa, ale wyłącznie o swoje. Właśnie trwa kampania mająca na celu wyrzucenie z programu w TVP Adama Darskiego. Nie chodzi o jego kwalifikacje czy umiejętności, ani o jakość programu, ale wyłącznie o to jaką religię wyznaje. Za to nie mająca z Kościołem formalnych związków, ale zaprzyjaźniona prywatna telewizja Trwam należąca do o. Rydzyka może liczyć na wsparcie biskupów w swojej walce o miejsce w multipleksie cyfrowym, na które nie zasługuje nie tylko z powodu małego zainteresowania widzów i plugawych wypowiedzi, ale i z powodu łamania prawa. Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji rozpatruje właśnie skargę na reklamy ukryte, takie jakie często są przez tę telewizję nadawane.

Jeżeli katolicyzm w Polsce znajduje się w getcie myślowym, to nie dlatego, że zamykają go w nim ateiści i sataniści. Kościół Katolicki zamyka się w nim sam. W getcie myślowym jest wspomniane przez arcybiskupa Radio Maryja, pełne nienawiści i buty, ignorujące prawo, tak jakby nie dotyczyło mieszkańców katolickiego getta. W tym getcie nie wolno nawet krytykować tego rodzaju mediów ani ich szalonych pomysłów. Z kościelnego getta nie widać rozwieszonych w większości publicznych instytucji krzyży. Instytucji niby wspólnych, ale zmuszonych do propagowania jednej, jedynie słusznej religii getta. Getto nie waha się ośmieszyć Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, na którym pasożytuje, organizując na jego terenie sympozjum wyznawców magii. Gettowi profesorowie przyznali o. Rydzykowi doktorat za marną pracę magisterską, w której wychwala on swoją własną działalność, pomijając wszelkie jej wstydliwe elementy. Niektórzy z obrońców tego doktoratu zostali potem zatrudnieni w szkole, która należy do wyświęconego przez nich doktora. Getto  kościelne nie zauważa kłamstwa ani podłości – to są sprawy moralnie obojętne. Ważna jest władza getta katolickiego nad większością – zepchniętą do getta.

Opublikowano katolicyzm, media, Radio Maryja, religia, WSKSiM | Otagowano , , | 2 komentarzy

Kłamstewko (2 uzupełnienia: ryczenie na brzozę, fizyk analizuje)

o. Jacek Cydzik

Znamy kampanię o. Rydzyka dotyczącą wypadku lotniczego w Smoleńsku. Podlegający mu “Nasz Dziennik” musi codziennie drukować coś na ten temat, w Radiu Maryja i w należącej do o. Rydzyka Telewizji Trwam są stale audycje z działaczami PiS-u albo sprzedajnymi dziennikarzami. W audycjach redakcja i goście ścigają się w wymyślaniu spisków i wariantów zamachu. W kolejnej serii audycji 11 VIII występowali Julia Jaskólska i Piotr Jakucki, zachęcani do snucia fantazji przez o. Janusza Dyrka i o. Jacka Cydzika. Do audycji, która trwała w sumie, w trzech częściach 5 godzin(!), dodzwonił się między innymi pilot, który wyśmiał powtarzaną uparcie w RM tezę o pancernej brzozie przypominając, że skrzydła są stosunkowo delikatne, zbudowane z cienkich blach duraluminiowych, a samolot ląduje z prędkością 280 km/h i ewentualne drzewo tnie skrzydło jak żyletka.

Julia Jaskólska Piotr Jakucki

Ale nie chcę się rozpisywać o spiskach smoleńskich. Przed końcem ostatniej części audycji, już 12 VIII o 01:47 zadzwonił słuchacz, który miał pretensje do rozgłośni:

słuchacz: Tak sugerujecie … że to był niby zamach.
o. Cydzik: Ale, panie Grzegorzu, nic nie sugeruję, tylko stawiam pytania, no ludzie! (…)
słuchacz: Ale bez przerwy jeden temat, jeden temat, na okrągło, proszę księdza, przecież są inne tematy, w tej chwili się zbliżają wybory, bez przerwy w kółko to samo, to samo, przecież to tak nie może być.
o. Cydzik: No, ale wczoraj mówiliśmy o czymś innym, jutro będziemy mówić czymś innym, dzisiaj mówimy o Smoleńsku.
słuchacz: Wczoraj było to samo.
o. Cydzik: Wczoraj był pan Święczkowski, prokurator, mówił o śmierci pana Andrzeja Leppera na przykład.
słuchacz: Mi się to nie podoba, szukacie takich haków, że to się w głowie nie mieści.
o. Cydzik: No dobrze. Panie Grzegorzu, pozdrawiam pana.

Nie chodzi mi o nudzenie Smoleńskiem przez Radio Maryja, co zresztą, wbrew sugestii słuchacza ma ścisły związek z kampanią wyborczą. Chcę pokazać, że oprócz wielkich, wypracowywanych miesiącami i latami kłamstw – o wypadku lotniczym czy o losach obozu KL Warschau, redaktorom Radia Maryja przychodzą bez trudu też małe kłamstewka a vista. Wczoraj były nadawane poprzednie trzy godziny audycji z Jaskólską i Jakuckim – o wypadku smoleńskim. A jeżeli o. Cydzik miał na myśli poprzedni dzień, 10 VIII, to rzeczywiście były w TV Trwam i w RM audycje z Bogdanem Święczkowskim, który mówił również o Andrzeju Lepperze (oczywiście też snując teorie spiskowe), ale tytuł i główna tematyka tych audycji to “Smoleńsk 2010 – szukamy prawdy”. Czy jutro o czymś innym? 13 VIII w studio gościł Antoni Macierewicz, który mówił – o czym by innym? – o wypadku w Smoleńsku. Ale nie tylko wczoraj i jutro to samo. Następny  telefon był od słuchacza, który już na wstępie przypomniał o audycji nadanej trzy dni przed audycją ze Święczkowskim – tym razem z Beatą Gosiewską – o katastrofie smoleńskiej. Trzy godziny audycji prowadził o. Cydzik, dwie następne, już 8 VIII – o. Waldemar Gonczaruk. Więc faktycznie między 8 a 13 VIII specjalnej długiej audycji o wypadku nie było tylko 9 VIII. Wtedy był poruszany lżejszy temat – aborcja.

To dziwne – kłamstwo w sprawie zupełnie drobnej. O. Cydzik mógł powiedzieć, że temat jest ważny, więc dlatego audycje o nim są codziennie. Wybrał ładniejszą odpowiedź, że wcale nie codziennie. Może jest tak wprawiony w kłamstwach, choćby o tym, że niczego nie sugeruje w sprawie zamachu, że i przy takich drobiazgach jest gotów natychmiast odeprzeć atak bezczelnego słuchacza i łże jak nut.

2011-08-18 A w czasie audycji z Macierewiczem 13 VIII o. Dariusz Drążek powtarzał ploty o brzozie:

Co z tą pancerną brzozą? Bo ona już urosła do rangi symbolu, ale kiedy także czytam na ten temat, to dowiaduję się, że ta brzoza po prostu się przełamała, nawet że konar po prostu opadł jak złamany kikut, podczas gdy, no, ryk silników odrzutowych, moc tych silników musiałaby złamaną brzozę po prostu odwalić na ileś tam set może nawet metrów!

Głupota czy manipulacja nie zważająca na wyjaśnienia pilota dwa dni wcześniej? Twierdzenie, że sam ryk silnika powinien obrócić okolicę w perzynę wskazywałoby na brak zrozumienia tak głęboki, że sprowadzający opowieść o brzozie do absurdu.

2011-10-03 W Studiu Opinii i w swoim blogu Piotr Artymowicz pisze o skrzydle i brzozie z punktu widzenia fizyka.

Opublikowano katolicyzm, KL Warschau, propaganda, Radio Maryja, spisek, TV Trwam, zamach smoleński | Otagowano , , , | 1 komentarz

KRRiT wzywa, o. Rydzyk ignoruje (VI aktualizacja: kara i dalsze postępowania)

W moim WWW o Radiu Maryja można się zapoznać z listą wezwań, jakie KRRiT wystosowała do nadawcy społecznego Radia Maryja w sprawie zaprzestania nadawania reklam. Rozgłośnia z takim statusem nie może ich nadawać, ale na koncesji nadawcy społecznego, który nie musi płacić za koncesję zaoszczędza wiele milionów złotych rocznie. Dla niektórych zaskakujące może być, że długą listę reklam, których Radiu Maryja nadawać nie wolno wysłała do RM Elżbieta Kruk (“Naszego Dziennika”, fundacji Lux Veritatis, WSKSiM i innych). Być może było to pierwsze takie wezwanie wysłane przez KRRiT, bo za czasów Danuty Waniek Rada zupełnie ignorowała skargi na reklamy w RM. Ale mimo, że niedługo możemy obchodzić czwartą rocznicę wezwania E. Kruk, reklamy wymienionych przez nią produktów i usług nadal są nadawane. W znacznie skromniejszym zakresie wezwał do zaprzestania nadawania reklam Witold Kołodziejski, bo tylko w sprawie reklamy SKOK-ów. Rozgrzeszył natomiast reklamowanie telefonii o. Rydzyka wRodzinie. Wezwać do zaprzestania nadawania niektórych reklam zdążyła też obecna rada pod przewodnictwem Jana Dworaka, która w dodatku działa stosunkowo sprawnie i nie opóźnia sztucznie rozpatrywania skarg jak Rada w składzie z czasów rządów PiS-u.

W maju i czerwcu wysłałem do KRRiT kolejne skargi na reklamy nielegalne i ukryte w RM oraz reklamy w TV Trwam, które w zasadzie mogące być nadawane legalnie,  ale, niezgodnie w prawem, nadawane są w sposób ukryty, bo bez oznaczenia. Nie dostałem jeszcze odpowiedzi z KRRiT, ale rzeczniczka Rady Katarzyna Twardowska, do której zostałem skierowany, podała, że sprawa mojej skargi na RM z 19 V jest rozpatrywana, był analizowany monitoring i Rada, stwierdziwszy naruszenie przepisów poprzez nadawanie reklam ukrytych, 7 VII wysłała do RM wezwanie do zaprzestania nadawania tych reklam, grożąc tym razem poważniejszymi sankcjami gdyby RM się do wezwań nie zastosowało. Być może tym razem Rada nie żartuje i o. Rydzyk od tygodni lamentuje nad pismami od KRRiT, zamiast po prostu przestać łamać prawo. Uzupełnieniem mojej skargi z maja jest skarga z 20 VI dotycząca reklamy SKOK-ów, która jest w trakcie badania przez KRRiT (nie wysłano jeszcze żadnych wezwań do nadawcy).

Reklamy ma prawo nadawać należąca do o. Tadeusza Rydzyka Telewizja Trwam, ale musi je oznaczać. Reklama nieoznaczona nazywana jest przez ustawę o radiofonii i telewizji reklamą ukrytą. Razem z pismem z 19 V dotyczącym RM wysłałem pismo dotyczące ukrytej reklamy Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej (też należącej do o. T. Rydzyka w ramach jego fundacji Lux Veritatis), a 20 VI pismo o ukrytych reklamach SKOK-ów, które były reklamowane równocześnie w RM i w TV Trwam, w ich połączonym programie będącym transmisją z radiomaryjnego zjazdu dla dzieci 12 VI b.r. W programie reklamującym WSKSiM były również reklamowane płyty sprzedawane przez inną należącą do o. T. Rydzyka fundację – Nasza Przyszłość. Od rzeczniczki KRRiT dowiedziałem się, że moje pismo z maja dotyczące TV Trwam jest w trakcie rozpatrywania.

Co na to władze obu stacji, tzn. o. T. Rydzyk? Na razie Rada nie otrzymała od niego odpowiedzi na pismo z 7 VII. Odpowiada zarówno poprzez dalsze nadawanie tych samych reklam, jak też odnosząc się do pism KRRiT na falach i łamach rządzonych przez niego mediów. O. Rydzk nadaje m.in. ten komunikat, zaczynający się od piosenki “Nigdy, nigdy, nigdy się nie poddam”. Zobaczymy.

Postaram się napisać o ewentualnych nowych informacjach z KRRiT o losie moich skarg.

2011-09-20 Najnowsze informacje z KRRiT: rada zastanawia się nad decyzją, ale nadal, po 2,5 miesiąca, żaden z nadawców (RM, czyli o. T. Rydzyk oraz TV Tr., czyli ob. T. Rydzyk) nie odpowiedział na pisma Rady z uwagami dotyczącymi nielegalnych lub ukrytych reklam.

2011-10-25 Minął kolejny miesiąc, więc pytam rzeczniczkę KRRiT czy nadeszła odpowiedź któregoś z nadawców i kiedy KRRiT podejmie decyzje w tych sprawach. Jutro mam dostać odpowiedź.

2011-11-16 Już trzy tygodnie, a rzeczniczki nie słychać. Dzwonię znowu. I tak jak kilka miesięcy temu zaskoczyło mnie, że zamiast z Departamentem Reklamy mam się kontaktować z rzeczniczką, która zresztą okazała się być osobą kompetentną i sprawną, teraz rzeczniczka zaskoczyła mnie odesłaniem do Wydziału Skarg i Wniosków. A Wydział Skarg odesłał mnie do Departamentu Monitoringu (tu inne zaskoczenie – po niedawnej reorganizacji nie ma już Dep. Reklamy, za to pojawiał się ten departament), a Dep. Monitoringu ponownie do Wydziału Skarg. Od wysłania moich skarg z 19 maja zaraz minie pół roku, już prawie pięć miesięcy czekają skargi z 20 czerwca, a Rada milczy. Ciekawe czy o. Rydzyk raczył w końcu odpowiedzieć na pismo KRRiT z lipca.

2011-11-30 Znowu dzwonię, dodzwaniam się do jednego z działów, tam nie wiedzą gdzie mnie skierować. Mój list do przewodniczącego z 16 XI nie doczekał się odpowiedzi. Może dowiem się czegoś jutro, już w grudniu (po południu).

2011-12-01 Dowiedziałem się. Nie bardzo wiele, ale po miesiącach posuchy cieszy i to. Joanna Szatkowska w Wydziału Skarg i Wniosków KRRiT (to wydział, nie departament, jak błędnie pisałem) skierowała mnie – dokąd? Do Departamentu Monitoringu. Ale tym razem już do konkretnej osoby, dyrektora Stanisława Celmera (z którym stykałem się kiedy był dyrektorem nieistniejącego już Departamentu Reklamy). Informacje: rozpatrywane są obie skargi z maja, te z czerwca, jako uzupełniające, nie były rozpatrywane. Do obu nadawców KRRiT wysłała pisma upominające, obaj się odwołali (sądząc z poprzednich informacji – po bardzo długim namyśle). Sprawą zajmuje się biuro przewodniczącego, została tam złożona opinia Dep. Monitoringu, swoje opinie napisali też prawnicy KRRiT.  Decyzje w takich sprawach podejmuje przewodniczący, nie Rada. Stanisław Celmer spodziewa się decyzji “w ciągu dni”. Nie liczę na to, że będzie wydana na toruńskie obchody urodzin Radia Maryja, ale może uda się chociaż na bydgoskie?

2011-04-28 Doczekałem się odpowiedzi. Enigmatycznej na mój adres (wysłanej 5 IV), komunikatu KRRiT o ukaraniu RM oraz wzmianek w sprawozdaniu KRRiT za 2011 r. Sklejając wszystkie fragmenty razem mogę spróbować określić los poszczególnych skarg:

  1. z maja 2011 r., na RM: Wg odpowiedzi 30 marca 2012 r. Przewodniczący KRRiT wycenił te reklamy na 4000 zł kary. Nie dostałem informacji o szczegółach decyzji, ale zostały one opublikowane we wspomnianym wyżej komunikacie. Prowincja redemptorystów, do której należy koncesja RM, wydała oświadczenie, na które odpowiedziała KRRiT, prostując zawarte w nim kłamstwa. Z pewnością będą jeszcze odwołania i sądy, ale droga do komornika jest już dość prosta.
  2. z czerwca 2011 r. na RM: Wg odpowiedzi “skarga (…) nie znalazła jednoznacznego potwierdzenia w przesłuchanym materiale dźwiękowym”. Skarga dotyczyła reklamowania SKOK-ów, co zostało ujęte również w piśmie nr 1 i uznane przez KRRiT za naruszenie przepisów, więc można powiedzieć, że pismo nr 2 było nadmiarowe.
  3. z grudnia 2011 r. na RM: Wg odpowiedzi: “analiza programu z dnia 3 i 4 grudnia 2011 r. wykazała naruszenie przez Nadawców: Radio Maryja i Telewizję Trwam naruszenie obowiązujących przepisów w zakresie emisji ukrytych przekazów handlowych” (pisownia oryginału). Więc trzeba czekać albo skarżyć się na opieszałość – niedługo minie pół roku od złożenia skargi.
  4. z maja 2011 r. na TV Trwam: Nic w odpowiedzi. Miałem infomacje ustne, ale pisemne dopiero w sprawozdaniu: “… stwierdzono m.in. następujące naruszenia: emisję ukrytych przekazów handlowych (w Telewizji TRWAM program z 12 maja 2011 roku – reklama płyty DVD; …)”. Ale: ” Z uwagi na zmianę stanu prawnego (nowelizacja z 23 maja 2011 roku), Przewodniczący KRRiT warunkowo przyjął wyjaśnienia nadawcy programu Telewizja TRWAM, dotyczące emisji ukrytych przekazów handlowych 12 maja 2011 roku …”
  5. z czerwca 2011 r. na TV Trwam: Ani słowa o tej skardze. Dotyczyła tej samej reklamy, co z pisma nr 2, a więc zapewne również “nie znalazła jednoznacznego…”.
  6. z grudnia 2011 r. na TV Trwam: Zarówno z przysłanej mi odpowiedzi (cytat przy skardze nr 3), jak ze sprawozdania (“nie zostało zakończone postępowanie dotyczące programu z 3 grudnia 2011 roku”) wynika, że sprawa nadal się toczy.

Opublikowano KRRiT, Radio Maryja, TV Trwam, urząd, WSKSiM | Otagowano , , , | 4 komentarzy