Czy Telewizja Trwam powinna być uprzywilejowana?

Niektórzy pewnie już czytali poniższe tezy albo większość z nich w moim WWW, ale ponieważ cały czas je uzupełniam, postanowiłem przenieść najnowszą wersję (dużo uzupełnień i poprawek!) do bloga. Każdy może znaleźć w tej wersji tekstu coś nowego.

W skrócie można opisać całą sytuację tak: o. Tadeusz Rydzyk szuka wszelkich sposobów żeby propagować swoją ideologię i ma nadzieję, że nawet wśród widzów, którzy by mieli chociaż przelotny kontakt z należącą do niego telewizją mogą się znaleźć jednostki podatne na jego manipulacje i kłamstwa. Obecnie jego Telewizja Trwam ma techniczne pokrycie ok. 30%, tzn. ma w zasięgu 9-10 mln widzów. Ale TV Trwam ogląda najwyżej 45 tys. z nich, mimo że, jak niedawno ogłosił bliski współpracownik o. Rydzyka, sen. Stanisław Kogut, fundacja Lux Veritatis sprzedała 200 tys. dekoderów. A więc nawet ci, którzy kupili dekodery akurat z tego źródła, ostatecznie w większości zniechęcili się do telewizji należącej do oo. Rydzyka i Króla. Oczywiście dekodery kupowane gdzie indziej też mogą odbierać TV Trwam, ale jest tak nudna i dziwna, że mało który ich użytkowników lub z abonentów telewizji kablowych zostaje stałym widzem.

TV Trwam ma za to inną szczególną cechę, która pomaga jej domagać się specjalnych przywilejów: jest stronicza. Ta cecha powoduje, że jest ona niezwykle popularna wśród działaczy Prawa i Sprawiedliwości (oraz Solidarnej Polski), którzy zarówno w czasie kampanii wyborczych, jak i poza nimi, mają w tej telewizji wyłączność na reklamowanie swojego stronnictwa. Nie ma takiej cechy np. inna telewizja zajmują się sprawami społecznymi i politycznymi – Superstacja, która również starała się o koncesję, i która również jej nie dostała, mimo że, w przeciwieństwie do FLV, ma możliwości finansowe pokrycia dużych kosztów emisji przez multipleks. Nie wiem na ile program Superstacji jest wyważony i bezstronny, ale z pewnością daleko mu do stronniczości TV Trwam. W ten sposób gorsze, nieuczciwe dziennikarstwo, pozwala wywierać skuteczniejszy nacisk polityczny i ma szanse wypierać dziennikarstwo bardziej uczciwe. Jeżeli się to nie uda, to tylko dlatego, że fundusze złego dziennikarstwa są mniejsze. Polityczni sojusznicy i przedstawiciele o. Rydzyka organizują zebrania komisji sejmowych w jego interesie, uchwały rad miast i powiatów, w których mają większość (dezinformując i oszukując radnych co do faktów), zbieraja podpisy wysyłane do KRRiT, organizują demonstracje, powtarzają kłamstwa na temat walki o koncesję dla fundacji o. Rydzyka. Wszystko to po to, żeby uzyskać jego przychylność, bardzo ważną w sytuacji spadania poparcia dla ich partii. Największe kłamstwo tych działaczy to twierdzenie, że występują w obronie wolności słowa. O. Rydzykowi i jego gościom nikt nie zabrania się wypowiadać (gorzej jest ze słuchaczami, ostro cenzurowanymi przy pomocy bardzo długiej linii opóźniającej), przeciwnie – KRRiT bardzo długo rozpatruje skargi na naruszanie prawa przez TV Trwam (niektóre nawet do 9 miesięcy i końca nie widać), a działacze PiS i SP walczą o przywileje wyłącznie dla jednej telewizji, która nie ma możliwości finansowych potrzebnych do udziału w multipleksie, nie wspominając o jedenastu innych stacjach, które są w tej sytuacji. To nie walka o wolność słowa, ale o przywileje dla stronniczej politycznie stacji.

Lista nieprawdziwych stwierdzeń padających w czasie kampanii propagandowej Radia Maryja i zależnych od niego posłów na rzecz prywatnej Telewizji Trwam:

  • Bez dodania do multipleksu TV Trwam nie będzie mogła nadawać programu w telewizjach kablowych (jedno nie ma związku z drugim, będzie mogła tak jak może teraz),
  • Telewizja Trwam „jest oglądana przez setki tysięcy Polaków” (badania AGB Nielsen pokazują, że średnia widownia to ok 6 tys. osób, szczytowa – 45 tys.),
  • TV Trwam to „medium katolickie” (nieprawda, prywatne, nie ma formalnych związków z żadnym kościołem),
  • Brak TV Trwam w multipleksach cyfrowych to „eliminacja jedynej ogólnopolskiej katolickiej telewizji” (Brak tego przywileju niczego telewizji Trwam nie zabiera, a tym bardziej jej nie eliminuje – może nadawać na takich samych zasadach jak dotychczas. Jeżeli uznać ją za katolicką (do czego nie ma formalnych podstaw), to nie jest jedyną taką stacją, jest przecież też TV Religia TVN-u, a TVP nadaje dużo programów katolickich.)
  • Brak TV Trwam w multipleksie to dyskryminacja katolików (oprócz tego, że są inne stacje i programy religijne, większość pracowników i właścicieli stacji telewizyjnych w Polsce to katolicy. O. Rydzyk nie ma monopolu na katolicyzm. Zresztą czy rzeczywiście 45 tys. osób oglądających TV Trwam to 90% katolików?)
  • KRRiT nie chce dać RM i TV Trwam należnego miejsca na multipleksie (Słuchacze powtarzają za redakcją tezę o dyskryminacji RM i TV Trwam przez ostatnie decyzje. Tymczasem stacje radiowe nie będą umieszczane w multipleksach telewizyjnych, są one tylko dla stacji telewizyjnych. Osobne pasmo będzie używane do radiofonii cyfrowej i pierwszy próbny nadajnik w Warszawie nadaje 12 stacji, w tym też RM. TV Trwam nie ma „należnego” miejsca w multipleksie telewizyjnym.)
  • Radio Maryja było dyskryminowane przez KRRiT w latach 90-tych, co potwierdził NIK (NIK stwierdził wtedy również, że koncesja ogólnopolska została przyznana RM z naruszeniem prawa. „Dyskryminacja” była tylko niewystarczająco pośpiesznym realizowaniem tej bezprawnej uchwały, zob. wystąpienie Juliusza Brauna w sejmie w 1999 r.)
  • W Radiu Maryja potencjalni widzowie TV Trwam są kuszeni darmowością dostępu do naziemnej telewizji cyfrowej. Tymczasem koszt kupna dekodera telewizji cyfrowej albo nowego telewizora nie jest mniejszy od kosztu kupna zestawu do odbioru telewizji satelitarnej. Ciekawe jest też, że koszt finansowania emisji przez multipleks (7 mln zł rocznie) i koncesji (10,5 mld zł za 10 lat) przy tak niewielkiej widowni, nawet jeżeli weźmiemy pod uwagę jej szczytową liczebność, wynosi: 8 mln zł/rok / 45 tys. osób = 178 zł/rok/osobę , a w ciągu 10 lat emisji ten koszt wyniósłby 1780 zł/osobę! Bardzo wątpliwe jest żeby FLV była w stanie pokryć te koszty donacjami widzów.

Działacze PiS walczący o przywileje dla telewizji należącej do o. T. Rydzyka nie mówią natomiast że:

  • Jest to stacja, która prowadziła ich kampanie wyborcze i tylko ich.
  • TV Trwam nie była jedyną stacją, która nie dostała miejsca w multipleksie cyfrowym. KRRiT z powodów niewystarczających środków odmówiła kanału w multipleksie stacjom: iTV (Telestar), CTV (Cable Television Networks), Tele 5 (Mediasat), Machina TV (TV Point Group), TV Trwam (Fundacja Lux Veritatis), Radio na wizji (Polskie Radio). Natomiast następujące stacje mają wystarczające zasoby finansowe, ale się nie zmieściły w czterech rozdysponowywanych kanałach: 4fun.tv (4fun Media), Next HD (Astro), RMF TV (Multimedia), Superstacja (Astro), Orange Sport Info (Telekomunikacja Polska), TVN Meteo (Grupa TVN należąca do Grupy ITI). Odwołania złożyły firmy Mediasat (Tele 5), Astro (Next HD i Superstacja) oraz fundacja Lux Veritatis (TV Trwam).
  • TV Trwam łamie ustawę o radiofonii i telewizji nadając często reklamy ukryte (zob. skargi do KRRiT z maja, czerwca, grudnia 2011 r.). W KRRiT trwają postępowania w tych sprawach. Jedno z nich już od 9 miesięcy.
  • TV Trwam była skazywana za naruszenie dóbr osobistych. M.in. Jerzego Owsiaka i WOŚP, ale wyroku nie wykonała.
  • Telewizja ta znana jest z wypowiedzi ksenofobicznych.
  • W lutym 2011 r. o. T. Rydzyk został ukarany grzywną przez Sąd Rejonowy w Toruniu za prowadzenie niezarejestrowanej zbiórki publicznej na rzecz swojej fundacji na falach Radia Maryja, którego jest dyrektorem. Takie działania, w czasie których dyrektor stacji ryzykuje utratę przez nia koncesji są obarczone konfliktem interesów. O. Rydzyk do dzisiaj nie zapłacił zasądzonej grzywny, mimo że wyrok od czerwca 2011 r. jest prawomocny.
  • TV Trwam należy do fundacji Lux Veritatis, ktora jest fundacją dwóch prywatnych osób: Tadeusza Rydzyka i Jana Króla. Jak oświadczył w wywiadzie prasowym jeden z prowincjałów redemptorystów, o . Ryszard Bożek, zakon nie ma nic wspólnego z tą telewizją. Inny z poprzednich prowincjałów, o. Zdzisław Klafka (obecnie pracownik o. Rydzyka) pisał też o tym w piśmie do KRRiT.
  • Koszty kanału w multipleksie to 10,5 mln zł za 10-letnią koncesję i 7 mln zł rocznie na koszty emisji.
  • FLV ma ok. 90 mln zł majątku, ale obciążonego 70-milionową pożyczką od Warszawskiej Prowincji Redemptorystów, o której dyrektorka finansowa Fundacji kłamała na posiedzeniach komisji sejmowych, że jest to “nasz właściciel”. Fundacja nie przedstawiła KRRiT informacji o sposobie spłaty długu (poza tym, że do 2019 r.) ani stanu konta (tylko że “siedmiocyfrowy”). Nie wiadomo więc jak chce pokryć koszty, bo nie deklarowała, że zamierza sprzedać w tym celu jakieś części majątku, nie napisała ani słowa o ewentualnym odroczeniu spłaty długu, nie wzięła kredytu bankowego. Fundacja ma też do pokrycia koszty rozpoczętych inwestycji oraz zarezerwowane ponad 5 mln zł na ewentualne pokrycie podatku, którego kilka lat temu nie zapłaciła. Dochody z donacji moga być za małe na pokrycie kosztu obsługi długu (ok. 7-8 mln zł rocznie), a tym bardziej na płacenie ok. 8 mln zł rocznie – razem: ok. 15 mln zł rocznie. Można zastanawiać się jak byłby pokryty koszt kanału TV Trwam w multipleksie. Być może o. Rydzyk myśli o jakimś prostym rozwiązaniu, np. o naszych podatkach.
  • Zdobywanie przez FLV donacji na TV Trwam opiera się na działaniach niezgodnych z prawem: reklamowaniu się w Radiu Maryja i zbiórce publicznej bez zezwolenia ogłaszanej przez to radio i inne media. Sama TV Trwam nadaje reklamy o charakterze ukrytym (bez oznakowania). Nic dziwnego, że KRRiT, która właśnie rozpatruje skargi na te naruszenia prawa i zastanawia się, jak podaje o. Rydzyk, nad odebraniem RM statusu „nadawcy społecznego”, może uważać dochody FLV za niestabilne.
  • Widownia TV Trwam jest bardzo niewielka, średnio 6 tys. osób (w szczycie między godz. 20 a 22 – 45 tys.). Niedawno powstałe stacje, które dostały miejsca w multipleksie już ją przegoniły (Eska TV – średnio 8 tys., Polo TV – 19 tys.) albo doganiają – TTV miało średnią widownię 5 tys. widzów już po 11 dniach nadawania. I nie ma na to wielkiego wpływu obecność w multipleksie, który na razie jest słabo dostępny (co jednak się szybko zmienia), tylko, tak jak w przypadku TV Trwam, nadawanie przez satelitę i obecność w telewizjach kablowych. Większą od TV Trwam oglądalność mają też stacje, które nie otrzymały koncesji. Np. Superstacja ma średnio 13 tys. widzów, TVN Meteo miała w 2009 r. 17 tys. widzów, jak również iTV czy 4fun.tv.

Publiczna walka o kanał w multipleksie dla o. Rydzyka zaczęła się w zeszłym roku i zakrojona jest na kilka lat. Jeżeli nie uda się zmusić KRRiT do przyznania TV Trwam kanału poza prawem, następna szansa pojawi się jeszcze w tym roku, w związku z konkursem na trzy kanały w tym samym multipleksie 1, które opuści TVP. Później będą powstawać kolejne trzy multipleksy dla programów płatnych. O. Rydzyk z pewnością nie spodziewa się, że ktoś będzie tak bardzo chciał oglądać jego program, żeby za niego zapłacić, więc pewnie wtedy będzie naciskał na zmianę charakteru któregoś z nowych multipleksów i umieszczenie w nim swojej telewizji. Jak dobrze pójdzie, to cała kampania wymuszania przywilejów dociągnie do wyborów w 2015 r. …

Opublikowano demokracja, katolicyzm, KRRiT, propaganda, telewizja, TV Trwam | Otagowano , , , , | Dodaj komentarz

Czy jesteś prawdziwy?

Ostatnio piszę mało nowych tekstów, ale niektóre uzupełniam, np. ten o rozpatrywaniu moich skarg przez KRRiT. Krótkie uwagi rzucam czasem w Facebooku pod hasłem monitoring Radia Maryja. Polecam też Głos Rydzyka autorstwa Jacka Hołuba, zarówno w wersji blogowej, jak facebookowej.

Znaczek z traktorzystką - z blogu http://herstoria.blox.pl/

W piątek przed sobotnim rocznicowym zjazdem Radia Maryja była nadana jak zwykle audycja dla młodzieży. Tematem była kwestia poruszana już wiele razy w tych audycjach – wzorce mężczyzny i kobiety. Audycję prowadził nowy aktywista od młodzieży w Radiu Maryja, o. Marcin Krupa oraz ks. Zbigniew Kucharski, asystent Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży będącego częścia Akcji Katolickiej. Uczestniczyło kilka osób, głównie młodych, po rekolekcjach na ten temat. Po co im w ogóle takie wzorce i jak one wyglądają?

Tak wygląda wzorcowy prawdziwy mężczyzna:

  • podejmuje decyzje w oparciu o zdrowy osąd, nie emocje,
  • nosi walizki kobiety,
  • zajmuje się czynnościami męskimi,
  • uprawia sport,
  • lubi walczyć,
  • ma hart ducha,
  • uczy się od ojca rywalizacji o kobietę.

A tak prawdziwa kobieta:

  • nie umie kierować traktorem (“kobieta jak jedzie, ona ma problem czy to prawa strona, czy to lewa strona” -  ks. Kucharski),
  • uwielbia być całowaną w rękę (jedna z uczestniczek),
  • uwielbia chodzić w sukienkach,
  • uczy się kobiecości: miłości, macierzyństwa, sprzątania i gotowania,
  • zajmuje się czynnościami kobiecymi,
  • udaje, że jest słaba,
  • zna się na ubiorach,
  • uczy się od matki jak zdobywać mężczyznę.

Niezbyt precyzyjne są te charakterystyki, może obecni nie wiedzą tak do końca jak to wszystko opisać. Ale możemy oprzeć się na tych, najwyraźniej szczątkowych, danych. Czy zatem, jeżeli te cechy wyróżniają płcie, oznacza to, że kobiety, w przeciwieństwie do mężczyzn nie podejmują decyzji w oparciu o racjonalny osąd ani nie przejawiają hartu ducha, a mężczyni, w przeciwieństwie do kobiet, umieją kierować traktorem i nie uczą się miłości, macierzyństwa, sprzątania i gotowania, bo nie powinni zbyt wiele na te tematy wiedzieć.

Czy sprzątanie to czynność, do której lepiej nadają się kobiety? Jedna z uczestniczek audycji, matka dwojga dzieci, opowiadała: “syn z mężem robił takie męskie czynności w domu i czasami się córka buntowała – dlaczego jej brat nie myje naczyń. (…) Ja mówię: bo my sprzątamy, tato ma rolę z twoim bratem, my tutaj. Buntowała się niejednokrotnie (…)”. Wygląda więc na to, że skłonność do przedkładania mycia naczyć nad, powiedzmy wbijanie gwoździ, nie jest wrodzona. Trzeba dziecko długo trenować, żeby zrozumiało co mu wolno, a czego nie wolno, a w dodatku nie zawsze się to udaje.

Mnie konstruowanie modeli wzorcowych zachowań płci wydaje się dziwnym pomysłem. Jestem mężczyzną, wyglądam inaczej niż kobiety, trochę inaczej się zachowuję, ale nie widzę powodu żebym nie mógł pozmywać albo zrobić dziecku obiadu. Wmuszanie, z powodów ideologicznych, wymyślanych na siłę podziałów może prowadzić do wychowywania kalek psychicznych, które udają, że nie umieją usmażyć jajecznicy ani przewinąć dziecka, a robią tylko to, co proste i przyjemne, np. wbijają gwoździe (a jeszcze przyjemniejsze jeżeli potem tynk posprząta kobieta).

Ma to jeszcze inny aspekt. W audycji został wspomniany problem nieobecnych ojców – i słusznie. Ale brak było namysłu nad tym, jak propagowany model ról płciowych wpływa na tę obecność. Ludzie, których przeraża bezbożny pomysł żeby ojciec opiekował się dzieckiem sam przez kilka tygodni urlopu rodzicielskiego nie powinni się dziwić tym, że między ojcami i ich dziećmi często brakuje więzi.

Jednym z wątków było przepuszczanie przodem: “dlaczego ja muszę uczyć studentów, że wpierw wchodzą studentki, a dopiero potem studenci?” mówił jeden ze starszych uczestników audycji. Wyobraziłem sobie studentów ustawianych w pary, żeby mogli wkroczyć do sali wykładowej w kolejności nakazanej przez Boga. Jeżeli akurat studentka rozmawia ze studentem, to na czas wchodzenia powinni się rozdzielić, żeby nie zaburzyć ko(s)micznego porządku. Sporo mówiono też o całowaniu w rękę. Uczestniczka mieszkająca stale w Niemczech przyznała, że ten zwyczaj wprawia jej koleżanki w zakłopotanie. Jakie to grzeczne i uprzejme – całować, choćby komuś wydawało się to dziwne i sztuczne.

Do audycji – dla młodzieży – dzwoniło, jak zwykle, dużo starszych osób. Walczył z tym dzielnie poprzedni dowódca radiomaryjnej młodzieży o. Andrukiewicz i pewnie m.in. ta walka zmęczyła go tak, że poszedł na roczny urlop. Młodsi dzwoniący też w wielu wypadkach nie należeli ściśle do młodzieży – żonani, z dziećmi, pracujący.

Pod koniec tej dwugodzinnej audycji jedna z młodych uczestniczek zmieniła nieco ton propagandy, mówiąc, tym razem bez ścisłego rozdzielania płci, że “nieważne czy jesteś mężczyzną, czy kobietą (…) postaraj się pokochać (…) zadbaj o dom czy rodzinę”. Być może to myśląca osoba, która zaczęła dostrzegać przesadę tej ideologii. Fałsz widać było  wyraźnie też kiedy jedna z kobiet stwierdziła, że lubi “udawać, że jest słabą kobietą”. Po co? Żeby zrobić przyjemność mężczyźnie, nawet jeżeli woli on kobiety silne i godne podziwu?

Ks. Kucharski jako przykład zła związanego z odejściem do jedynie słusznych ról podał przysłowiowe “kobiety na traktorach”, przy okazji negując możliwość kierowania przez nie jakimikolwiek pojazdami: “kobieta jak jedzie, ona ma problem czy to prawa strona, czy to lewa strona”. Można by z tej wypowiedzi wysnuć wniosek, że kobiety w ogóle nie powinny dostawać praw jazdy. Takie rozwiązania są znane. Ale nie na to chciałem zwrócić uwagę. W przypadku “kobiety na traktorze” przestaje obowiązywać święta zasada “kobiety przodem”. Tym razem na przedzie jedzie mężczyzna, siedząc, podczas gdy kobiety zapewne idą za nim schylone, dźwigając w ciągu dnia pracy tony ziemniaków. Można przy tym całkiem zasadnie przypuszczać, że traktorzysta zarobi więcej niż idąca na piechotę kobieta. Dzisiaj na wsi wygląda to zupełnie inaczej, rzadko zbiera się coś ręcznie, ale obrazek kobiety kierującej traktorem w złych latach 50-tych powinien nam nasuwać takie właśnie myśli. Podobnie było wtedy w górnictwie – kobiety zostały na kilka lat dopuszczone do lżejszej pracy na lepiej płatnych stanowiskach, chociaż i tak nie na tych najlepszych.

Pozostaje się zastanowić skąd się bierze taka ideologia. Trochę z tępego konserwatyzmu nie przyjmującego do wiadomości, że zachowania, które z trudem docierają do podręczników szkolnych i telewizyjnych seriali, dawno już zadomowiły się w rzeczywistości. Te niezmienne (w podręcznikach i serialach) prawa chce zmienić zły świat, który widocznie spiskuje przeciwko chrześcijaństwu i w ogóle chce wszystko zepsuć. Rysowanie grubej linii pomiędzy wzorcami płci sluży również odsunięciu wątpliwości co do własnej płci i orientacji seksualnej. Wiele z tych osób pewnie przeżywa takie wątpliwości, co jest naturalne, bo płeć i orientację mamy nie zawsze do końca określoną, a przy tym mogą zmieniać się w czasie. Tymczasem Kościół zafiksował się na ideologicznej czystości płciowej – Bóg raz na zawsze ustala każdemu płeć, a orientacja jednoznacznie z niej wynika. Myślę, że koncepcji małżeństwa jako sakramentu wcale by nie zaszkodziło przyznanie, że jesteśmy wszyscy w jakiejś części kobietami, a w jakiejś mężczyznami ani równorzędne traktowanie różnych orientacji. Owszem, są w Biblii miejsca, w których wyklinani są homoseksualiści, ale Biblia wyklina dużo więcej zjawisk, co w wielu przypadkach jest przez Kościół pragmatycznie ignorowane. Podobnie jest z nieprzyjmowaniem do wiadomości  potrzeby dostosowywania ciała do płci. To dziwne, że ideolodzy kościelni przywiązują taką wagę do kształtu ciała i do genów jako wyznacznika płci (w tym duchu wypowidał się niedawno w RM ks. prof. Paweł Bortkiewicz), zamiast przyjąć np., że płeć zależy od duszy, a ciało jest czymś przygodnym.

Opublikowano feminizm, katolicyzm, młodzież, propaganda, Radio Maryja | Otagowano , | 6 komentarzy

Dezerter z armii Boga

Ks. Adam Boniecki nigdy nie był najbardziej bojowym żołnierzem Armii Boga. Zawsze był takim rodzajem katolika, z którym daje się rozmawiać, i rozmawiał z każdym, nawet z ateistami. Jego “Tygodnik Powszechny” dawno przestał być w awangardzie ataku. Jeżeli nawet poparł kościelne poglądy na aborcję, a ostatnio na in vitro (pod koniec 2009 r. dołączył do nagonki na in vitro prowadzonej przez najbardziej czarnosecinne kościelne tygodniki), to hierarchia mu nie dowierza. Za dużo myślenia, mędrkowania, dialogu, w dodatku takiego, w którym różne osoby mogą mieć różne zdanie.

Koledzy zakonni ks. Bonieckiego, stosunkowo młody prowincjał i wiceprowincjał (obaj urodzeni w 1966 r.) to formacja katolicyzmu totalitarnego. To pokolenie, do którego też należę, jest obciążone garbem religii. Żyło w cieniu papieża Karola Wojłyty, który był reklamowany przez media przez dziesiątki lat, a wszelkie uwagi krytyczne były uważane za nietakt. Na fali popularności medialnej gwiazdy Kościół Katolicki zdobył w Polsce wielką władzę, przywileje i pieniądze. Z tak wysokiego poziomu można już tylko spadać. Tym większa jest mobilizacja dowodzących Kościołem w walce o urzymanie na ścianie sali sejmowej krzyża – dowodu, że sejm nierządem stoi. Księżom, a nawet zaangażowanym katolikom świeckim nie jest łatwo utrzymać zdrowy rozsądek w czasie tej kampanii. Ks. Boniecki jest jednym z nielicznych, którzy nie tylko odważają się myśleć inaczej niż każą radykalni przywódcy, ale również o tym publicznie mówią. W zasadzie nie mówi niczego szczególnego, ale każdy wyłom we froncie jest groźny. Zwłaszcza jeżeli ktoś ośmiela się polemizować z biskupem (w dość dzikim biskupem radiomaryjnym zresztą). Dlatego  polemista musiał zostać uciszony. Ostatecznie sam się zgodził na takie rozwiązanie wstępując do struktury mafijnej. To, że to śmieszne, dziecinne, a w dodatku skuteczne jak zawracanie Wisły kijem, nie dociera do podnieconych walką. Walka będzie zażarta – aż do nieuniknionej przegranej. Ale póki jest cień szansy na utrzymanie stanu posiadania, Kościół się nie wycofa. Kiedy przegra, będzie walczył o inne przegrane sprawy – aborcję, in vitro. A jeżeli tym razem wygra, poczuje się mocny i może zaproponuje jeszcze coś, co lubi, np. zakaz rozwodów. W Polsce to prawo nie wydaje się zagrożone, ale jeżeli społeczeństwo osłabnie, to walka będzie wznowiona, bo Kościół nigdy nie porzuca radykalnych pomysłów, tylko nie zawsze ma możliwość wprowadzenia ich w życie. Na Malcie o ten zakaz rozwodów ostro walczył.

To właśnie z nami, ze społeczeństwem walczy Armia Boga, a celem jest pokonanie społeczeństwa, zabranie mu praw. Grupa z dość ekscentrycznymi pomysłami w chwili gdy jej wpływy maleją staje się bardziej radykalna, odrzuca tych mniej radykalnych, przyciąga fanatyków. W ten sposób radykalizm rośnie i grupa wpada w korkociąg radykalizmu. Ku rozpaczy klerykalnej prasy, która próbuje szukać dobra w strukturach zła. Ja też nie życzę KK tego lotu w korkociągu, ale nie sądzę żeby ktoś mógł go powstrzymać. Lećcie.

Opublikowano katolicyzm, religia | Otagowano , , | 2 komentarzy

Kto się boi Palikota?

Zadziwiające są reakcje na powstanie i sukces Ruchu Poparcia Palikota. Straszne słowo na P z trudem przechodzi przez gardło redaktorom Radia Maryja, a dziennikarze zebrani w radiu TOK również unikają go jak ognia. Miałem okazję słuchać audycji z Żakowskim, Wołkiem i Lisem wcześnie rano w piątek przed wyborami. Rozmowy pomiędzy gęsto rozsianymi dziennikami było pewnie ponad pół godziny. O partiach, o możliwych koalicjach, o uśmiechu Napieralskiego i o tym dlaczego popularność SLD spadła. Wśród możliwych przyczyn słabych wyników SLD w sondażach był m.in. właśnie ten uśmiech, ale słowo na P nie padło.

Outsider Palikot burzy pewność i spokój na scenie politycznej zapchanej historycznymi kompromisami. Dla mnie jest facetem, który ma odwagę głośno mówić rzeczy oczywiste. Wśród partii popierających poglądy skrajne, włącznie z osławionym ustawodawstwem antyaborcyjnym, rzucenie paru oczywistych stwierdzeń na temat aborcji, związków partnerskich czy religii w szkole brzmi jak wystrzał. Przypomina mi to czasy komunizmu, kiedy nasze nader skromne postulaty niepodległości i demokracji były przez państwową propagandę widziane jako skrajne i burzące spokój. Na szczęście dzisiaj są zbyt oczywiste żeby o nich mówić, więc nikt nie wsadza do więzień dzisiejszych burzycieli spokoju. a mogą  oni nawet mieć wpływ na tworzenie prawa.

Wielka zagadka (dla komentatorów z radia TOK) osłabienia SLD ma proste rozwiązanie. SLD, chociaż próbował ostatnio trochę podnosić hasła deklerykalizacji, ma w tej dziedzinie małą wiarygodność. Nie tylko dlatego, że problemy, których nie załatwił rządząc, podnosi gdy zbliżają się wybory. Również dlatego, że działacze tej partii, przeankietowani na  którymś zjeździe, okazali się w sporej liczbie tak klerykalni jak działacze PiS-u czy starsze pokolenie działaczy PO. Innym czynnikiem może być też to, że SLD jest politycznie za mało prawicowa. Oczywiście nie jest lewicowa, raczej centrowa, ale jest spora publiczność, która chętniej zagłosuje na partię zdecydowanie prawicową niż na centrową, byle nie popierała finansowania Kościoła przez państwo. Taką partią może okazać się RPP, partią, jak to ktoś kiedyś powiedział, mówiąc o swoich marzeniach, “prawicy laickiej”.

Jaki kształt przybierze to pospolite ruszenie dopiero się okaże. Sądząc po kandydatach w moim okręgu (Warszawa II) – trudno zgadnąć. Z wielkim trudem odszukałem kandydata, który nie zgadza się ustawodawstwem prokościelnym w sprawie aborcji, a nie był to kandydat z samego początku listy. Okazuje się, że w praktyce można mieć wątpliwości czy nasi przedstawiciele z RPP będą mieli poglądy zbliżone do poglądów przywódcy ugrupowania. Ale może niektórzy z nich chociaż w niektórych sprawach będą chcieli coś zdziałać. Czy Palikot będzie umiał z tej pstrokatej mozaiki ułożyć wyraźny wzór? Słyszałem dzisiaj sugestie o przeciąganiu posłów SLD do sejmowego klubu RPP, ale mogą być też próby przeciągania i w drugą stronę.

Są też w RPP osoby znane ze swojej działalności, jak Wanda Nowicka, a przy tym wyraziste również przez to kim są, jak Anna Grodzka, która jest osobą trans. Tacy ludzie są jeszcze bardziej prześladowani, dyskryminowani i przemilczani niż homoseksualiści. Jej sukces wyborczy jest osobistym sukcesem również tych, którzy boją się mówić kim są naprawdę. Trans w sejmie to wspaniały przykład, zwłaszcza dla młodzieży, ale i dla nas wszystkich.

Kilka miesięcy temu, kiedy przejście RPP przez próg wyborczy wydawało mi się wątpliwe wygłaszałem pogląd, że RPP, nawet jeżeli nie uzyska miejsc w sejmie, będzie znakiem, że problemy uparcie pomijane przez inne partie muszą w końcu znaleźć swój wyraz. Czterdziestu posłów Palikota to wielkie zwycięstwo, zwłaszcza nad mediami, ale Palikot jeszcze nie zostanie premierem, a wprowadzenie przez niego ministrów do rządu też wydaje się bardzo wątpliwe. Ale jako trzecia siła w sejmie będą oni wyraźnym znakiem, że należy się liczyć z wyborcami, a nie tylko z możnymi tego świata i strukturami zła.

 

 

Opublikowano demokracja, media | Otagowano | 4 komentarzy

Nienawiść i ścinanie drzew

Przeczytałem ciekawą i spokojną wypowiedź Zbigniewa Nosowskiego (“GW”, 2011-09-15) o stronniczym podejściu do nienawiści. I widzę w nim sporo racji, ale też brak równowagi przy przyrównywaniu do siebie różnych rodzajów nienawiści.

Osobiście wystrzegam się nienawiści. Wolę przyglądać się światu bez nadmiaru negatywnych  emocji, chociaż niektóre czyny i idee we mnie takie emocje budzą. Niechętnie też patrzę na publiczne wyrażanie nienawiści, ale odróżniam rodzaje sytuacje, w których do tego dochodzi. Z. Nosowski porównuje zbeszczeszczenie pomnika pomordowanych do zniszczenia egzemplarza Biblii. Oba wydarzenia były przejawem zaplanowanego publicznego okazywania nienawiści, ale są między nimi różnice.

Zbeszczeszczenie pomnika, który jest zarazem grobem kilkuset ofiar to czyn skierowany przeciwko tym ludziom. Niszczyciele wyrazili nienawiść przez przywołanie idei hitleryzmu, który miał duży, chociaż w tym przypadku akurat tylko pośredni, wpływ na dojście do tego morderstwa. Trochę inną wymowę miałby podobny czyn dokonany na pomniku obcej armii okupacyjnej, jakich mamy w Polsce wiele, ale w tym przypadku dotyczył zwykłych ludzi, wśród których było zresztą wiele dzieci.

Inaczej traktuję drugi czyn porównywany przez Nosowskiego do tego pierwszego, publiczne zniszczenie Biblii przez Adama Darskiego. Ta nienawiść skierowana jest przeciwko ideom zawartym w tej książce, niekoniecznie przeciwko ludziom. Sam miałbym opory przez niszczeniem przedmiotów, na których wytworzenie ktoś poświęcił swoją pracę, zwłaszcza książki, bo idee zawarte w książkach są ciekawe, zwłaszcza jeżeli się z nimi nie zgadzamy. Darski zniszczył jednak ten przedmiot w ramach walki z ideami, a niekoniecznie z konkretnymi ludźmi. Czy tylko na tym polega różnica? Warto i w tym przypadku zastanowić się nad przedmiotem ataku. Biblia jest książką ważną, świętą dla wielu, ale zawiera idee, które mogą budzić niechęć, a nawet, zanim zdołamy powściągnąć swoje uczucia i przejść do zimnej refleksji – nienawiść. To szeroki temat, ale jeżeli ograniczymy się tylko do pochwały morderstw (przeważnie nakazywanych przez Boga), to w Biblii można znaleźć wiele pochwał mordowania, nie tylko osób uznanych za wrogów (“Starca, młodzieńca, i pannę, i maluczkich, i niewiasty wybijcie do szczętu …”), ale i za wróżenie, za homoseksualizm, za uprawianie stosunków seksualnych z płcią przeciwną, za wyznawanie innej religii lub żadnej, za bluźnierstwo itd. itd. Więc jeżeli potępiamy i niszczycieli grobów,
i Darskiego, nie możemy nie potępiać też Biblii.

Inny zarzut stosunku do Darskiego, nie podnoszony akurat w tym tekście Nosowskiego, ale przez niektórych biskupów, dotyczy pochwały zabójstwa św. Wojciecha. Ja bym nie skazywał go na śmierć, najwyżej na roboty publiczne przy odbudowie Świętego Gaju. Myślę jednak, że wyznawcy religii, której święta księga tak sławi morderstwa, nawet za bluźnierstwo, powinni mieć więcej zrozumienia dla Prusów, których święte miejsca beszcześcił Vojtěch Slavníkovec. Być może Darski, niszcząc Biblię, chciał zrobić coś podobnego jak Slavníkovec, który podobno niszcząc święte drzewo chciał eksperymentalnie dowieść, że nie spotka go za to kara bogów. Ci, którzy czczą tego Wielkiego Eksperymentatora powinni okazać zrozumienie dla podobnych eksperymentów dokonywanych współcześnie, przynajmniej jeżeli nie łączą się z użyciem przemocy, atakiem wojska na cudze państwo czy innymi aktami fizycznej agresji.

Ale atak na biblijne idee nie ma, niestety, tylko aspektu historycznego. Fanatyczni wyznawcy religii tej księgi mają istatny wpływ na nasze życie, choćby przez kształtowanie prawa i zużywanie zasobów ze wspólnej kasy na propagowanie swojej partykularnej religii, tu i
teraz. Nawet Darski nie wzywa do przemocy przeciwko tym, którzy umieszczają znaki swojego Kościoła w miejscach, które są wspólną własnością obywateli. Tymczasem jest to akt, jeżeli nie bluźnierstwa, to przynajmniej religijnej prowokacji, który większość nim dotkniętych znosi w spokoju. Czy powinniśmy jednak działać śmiało i bez skrępowania, jak św. Wojciech?

Opublikowano historia, katolicyzm, religia, święte przedmioty | Otagowano , , , , | 7 komentarzy

Arcybiskup z dna getta

Arcybiskup przemyski Józef Michalik (znany też jako “Mściwy książę Kościoła”), wygłaszając 11 września przemówienie w Gietrzwałdzie skarżył się na “getto katolickie”:

Polska powinna zatroszczyć się o to, aby zginęło getto katolickie i trzeba na tej drodze wytrwać. Żeby w każdej dziedzinie życia, każdy obywatel miał równe prawa.

To jest dramat, że w katolickiej Polsce, chrześcijańskiej Polsce próbuje się zepchnąć na margines, czyli zamknąć w getto myślowe i getto społeczne obecność Ewangelii, bożego prawa, krzyża, Pisma Świętego.

oraz mówił, że przejawem “getta katolickiego” jest także:

oskarżanie Radia Maryja, że ono tam takie, czy inne orientacje przyjmuje.

Getta, w których zamykano Żydów to pomysł jeszcze starożytny, ale realizowany szczególnie gorliwie przez chrześcijan po V Soborze Laterańskim. Pierwsze zorganizowane przez chrześcijan getta powstały w 1516 i 1541 r. w Wenecji. Mieszkańcy tych gett zostali przy tym obłożeni dodatkowymi podatkami. Getto w Rzymie zaczęło powstawać w 1555 r. na rozkaz papieża, który zakładał getta również w innych należących do niego miastach. Zakazy mieszkania w określonych dzielnicach lub przy pewnych ulicach, podobnie jak zakazy posiadania ziemi albo uprawiana różnych zawodów, istniały w wielu krajach, również w Polsce.

W dzisiejszej Polsce sytuacja jest inna. Tu większość obywateli mieszka w getcie i płaci kilka miliardów złotych rocznie na Kościół Katolicki. Za przywilej propagowania swojej religii w przeszkolach, szkołach i uczelniach wyższych KK nie tylko nie płaci, ale w dodatku dostaje jeszcze na to nasze pieniądze. Księża są zatrudniani przez wojsko, nawet tam gdzie nie ma żadnych jednostek, bez nich nie może obejść się prawie żadna impreza ani obchody. Biskupi troszczą się o równe prawa, ale wyłącznie o swoje. Właśnie trwa kampania mająca na celu wyrzucenie z programu w TVP Adama Darskiego. Nie chodzi o jego kwalifikacje czy umiejętności, ani o jakość programu, ale wyłącznie o to jaką religię wyznaje. Za to nie mająca z Kościołem formalnych związków, ale zaprzyjaźniona prywatna telewizja Trwam należąca do o. Rydzyka może liczyć na wsparcie biskupów w swojej walce o miejsce w multipleksie cyfrowym, na które nie zasługuje nie tylko z powodu małego zainteresowania widzów i plugawych wypowiedzi, ale i z powodu łamania prawa. Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji rozpatruje właśnie skargę na reklamy ukryte, takie jakie często są przez tę telewizję nadawane.

Jeżeli katolicyzm w Polsce znajduje się w getcie myślowym, to nie dlatego, że zamykają go w nim ateiści i sataniści. Kościół Katolicki zamyka się w nim sam. W getcie myślowym jest wspomniane przez arcybiskupa Radio Maryja, pełne nienawiści i buty, ignorujące prawo, tak jakby nie dotyczyło mieszkańców katolickiego getta. W tym getcie nie wolno nawet krytykować tego rodzaju mediów ani ich szalonych pomysłów. Z kościelnego getta nie widać rozwieszonych w większości publicznych instytucji krzyży. Instytucji niby wspólnych, ale zmuszonych do propagowania jednej, jedynie słusznej religii getta. Getto nie waha się ośmieszyć Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, na którym pasożytuje, organizując na jego terenie sympozjum wyznawców magii. Gettowi profesorowie przyznali o. Rydzykowi doktorat za marną pracę magisterską, w której wychwala on swoją własną działalność, pomijając wszelkie jej wstydliwe elementy. Niektórzy z obrońców tego doktoratu zostali potem zatrudnieni w szkole, która należy do wyświęconego przez nich doktora. Getto  kościelne nie zauważa kłamstwa ani podłości – to są sprawy moralnie obojętne. Ważna jest władza getta katolickiego nad większością – zepchniętą do getta.

Opublikowano katolicyzm, media, Radio Maryja, religia, WSKSiM | Otagowano , , | 1 komentarz

Kłamstewko (2 uzupełnienia: ryczenie na brzozę, fizyk analizuje)

o. Jacek Cydzik

Znamy kampanię o. Rydzyka dotyczącą wypadku lotniczego w Smoleńsku. Podlegający mu “Nasz Dziennik” musi codziennie drukować coś na ten temat, w Radiu Maryja i w należącej do o. Rydzyka Telewizji Trwam są stale audycje z działaczami PiS-u albo sprzedajnymi dziennikarzami. W audycjach redakcja i goście ścigają się w wymyślaniu spisków i wariantów zamachu. W kolejnej serii audycji 11 VIII występowali Julia Jaskólska i Piotr Jakucki, zachęcani do snucia fantazji przez o. Janusza Dyrka i o. Jacka Cydzika. Do audycji, która trwała w sumie, w trzech częściach 5 godzin(!), dodzwonił się między innymi pilot, który wyśmiał powtarzaną uparcie w RM tezę o pancernej brzozie przypominając, że skrzydła są stosunkowo delikatne, zbudowane z cienkich blach duraluminiowych, a samolot ląduje z prędkością 280 km/h i ewentualne drzewo tnie skrzydło jak żyletka.

Julia Jaskólska Piotr Jakucki

Ale nie chcę się rozpisywać o spiskach smoleńskich. Przed końcem ostatniej części audycji, już 12 VIII o 01:47 zadzwonił słuchacz, który miał pretensje do rozgłośni:

słuchacz: Tak sugerujecie … że to był niby zamach.
o. Cydzik: Ale, panie Grzegorzu, nic nie sugeruję, tylko stawiam pytania, no ludzie! (…)
słuchacz: Ale bez przerwy jeden temat, jeden temat, na okrągło, proszę księdza, przecież są inne tematy, w tej chwili się zbliżają wybory, bez przerwy w kółko to samo, to samo, przecież to tak nie może być.
o. Cydzik: No, ale wczoraj mówiliśmy o czymś innym, jutro będziemy mówić czymś innym, dzisiaj mówimy o Smoleńsku.
słuchacz: Wczoraj było to samo.
o. Cydzik: Wczoraj był pan Święczkowski, prokurator, mówił o śmierci pana Andrzeja Leppera na przykład.
słuchacz: Mi się to nie podoba, szukacie takich haków, że to się w głowie nie mieści.
o. Cydzik: No dobrze. Panie Grzegorzu, pozdrawiam pana.

Nie chodzi mi o nudzenie Smoleńskiem przez Radio Maryja, co zresztą, wbrew sugestii słuchacza ma ścisły związek z kampanią wyborczą. Chcę pokazać, że oprócz wielkich, wypracowywanych miesiącami i latami kłamstw – o wypadku lotniczym czy o losach obozu KL Warschau, redaktorom Radia Maryja przychodzą bez trudu też małe kłamstewka a vista. Wczoraj były nadawane poprzednie trzy godziny audycji z Jaskólską i Jakuckim – o wypadku smoleńskim. A jeżeli o. Cydzik miał na myśli poprzedni dzień, 10 VIII, to rzeczywiście były w TV Trwam i w RM audycje z Bogdanem Święczkowskim, który mówił również o Andrzeju Lepperze (oczywiście też snując teorie spiskowe), ale tytuł i główna tematyka tych audycji to “Smoleńsk 2010 – szukamy prawdy”. Czy jutro o czymś innym? 13 VIII w studio gościł Antoni Macierewicz, który mówił – o czym by innym? – o wypadku w Smoleńsku. Ale nie tylko wczoraj i jutro to samo. Następny  telefon był od słuchacza, który już na wstępie przypomniał o audycji nadanej trzy dni przed audycją ze Święczkowskim – tym razem z Beatą Gosiewską – o katastrofie smoleńskiej. Trzy godziny audycji prowadził o. Cydzik, dwie następne, już 8 VIII – o. Waldemar Gonczaruk. Więc faktycznie między 8 a 13 VIII specjalnej długiej audycji o wypadku nie było tylko 9 VIII. Wtedy był poruszany lżejszy temat – aborcja.

To dziwne – kłamstwo w sprawie zupełnie drobnej. O. Cydzik mógł powiedzieć, że temat jest ważny, więc dlatego audycje o nim są codziennie. Wybrał ładniejszą odpowiedź, że wcale nie codziennie. Może jest tak wprawiony w kłamstwach, choćby o tym, że niczego nie sugeruje w sprawie zamachu, że i przy takich drobiazgach jest gotów natychmiast odeprzeć atak bezczelnego słuchacza i łże jak nut.

2011-08-18 A w czasie audycji z Macierewiczem 13 VIII o. Dariusz Drążek powtarzał ploty o brzozie:

Co z tą pancerną brzozą? Bo ona już urosła do rangi symbolu, ale kiedy także czytam na ten temat, to dowiaduję się, że ta brzoza po prostu się przełamała, nawet że konar po prostu opadł jak złamany kikut, podczas gdy, no, ryk silników odrzutowych, moc tych silników musiałaby złamaną brzozę po prostu odwalić na ileś tam set może nawet metrów!

Głupota czy manipulacja nie zważająca na wyjaśnienia pilota dwa dni wcześniej? Twierdzenie, że sam ryk silnika powinien obrócić okolicę w perzynę wskazywałoby na brak zrozumienia tak głęboki, że sprowadzający opowieść o brzozie do absurdu.

2011-10-03 W Studiu Opinii i w swoim blogu Piotr Artymowicz pisze o skrzydle i brzozie z punktu widzenia fizyka.

Opublikowano katolicyzm, KL Warschau, propaganda, Radio Maryja, spisek, TV Trwam, zamach smoleński | Otagowano , , , | 1 komentarz